Początek dzisiejszej sesji ma szansę być niezły. Na takie oczekiwania
składa się kilka czynników. Po pierwsze, wczorajsza sesja w Stanach
zakończyła się niewielką, ale jednak zwyżką cen. Po drugie, mamy obecnie
plusy na amerykańskich kontraktach, a więc ta wczorajsza niewielka zwyżka
została nieco powiększona. Tu swój udział ma rynek japoński i to jest po
trzecie. W Tokio zaliczono wzrost o ponad 1 proc.
Dobry początek nie przesądza o całej sesji. Tym bardziej, że ten początek
będzie można traktować jako kontynuację wczorajszego wzrostu z drugiej
części sesji. Ten wzrost na razie nie jest niczym innym jak korektą
wcześniejszej przeceny. Na wielkie szaleństwa byków w trakcie dzisiejszych
notowań raczej liczyć nie można. Pomyślny początek nie sprawi, że nastroje
nagle zmienią się o 180 stopni. Na razie przewaga podaży wydaje się
obowiązywać.
Wróćmy do wczorajszej sesji w USA. Zwyżka miała miejsce, gdy na rynku ropy
pojawiły się nowe rekordy. To zburzyło schemat straszenia rynku akcji
wysoką ceną energii. Wczoraj rynek to zignorował. Pocieszający dla
posiadaczy długich pozycji był wskaźnik aktywności w rejonie Nowego Jorku.
Jego wartość okazała się znacznie wyższa od prognoz. Głównymi czynnikami,
które na tą niespodziankę się złożyły, to wzrost subindeksu nowych
zamówień oraz wzrost subindeksu dostaw. Ten drugi zwłaszcza jest godny
uwagi, bo może stwarzać mylne wrażenie. Trzeba jednak pamiętać, że jego
wartość potrafi znacznie się wahać, co też przekłada się na spore wahania
wskaźnika głównego. Ta zmienność powinna wpłynąć na ograniczone zaufanie
do tego wskaźnika, ale wczoraj to ograniczenie gdzieś zniknęło. Pojawiły
się nadzieje na poprawę. W związku z tą zmienności prognozy dotyczące
przyszłego miesiąca są negatywne i ponownie oczekuje się ujemnych wartości
wskaźnika.
O ile wspomniane wcześniej subindeksy miały pozytywny wydźwięk, o tyle
uwagę może także zwrócić subindeks cen zapłaconych. Jego wartość wzrosła
do 57,3 pkt., czyli do poziomu najwyższego od pojawienia się huraganu
Katrina. Subindeks cen otrzymanych także wzrósł. Widać zatem, że
przedsiębiorcy nie są w stanie w pełni wziąć na siebie wzrostu cen
"wejściowych", z których najmocniej wzrosły ceny ropy i energii. Część
tego wzrostu jest przekazywana na "wyjście" konsumentom.
Już po naszym zamknięciu opublikowany został wskaźnik nastrojów branży
budowlanej. Okazało się, że nie zmienił on wartości względem poprzedniego
miesiąca. To pocieszające. Pojawiły się nawet sugestie, że zmiany tego
wskaźnika mogą oznaczać formowanie się dołka na rynku nieruchomości. Na
razie mamy za sobą trzy miesiące w miarę stabilnej wartości wskaźnika. To
jeszcze nie jest poprawa, ale jedynie zatrzymanie spadków. Zatem na
odważne wnioski jest za wcześnie. Ciekawiej wygląda układ oceny obecnej
sytuacji i przyszłości na korzyść tej drugiej. Umiarkowany optymizm w
horyzoncie najbliższych 6 miesięcy jest pocieszający.
Po sesji swoje wyniki opublikował Intel. Spółka zyskała prawie 8 proc. Ten
wzrost pojawił się mimo słabszych wyników bieżących. Zysk spółki wyniósł
25c, a oczekiwano 28c na akcję. Wielkość obrotów była zgodna z prognozami.
Zwyżkę cen Intel zawdzięcza prognozom zarządu, które okazały nieco wyższe
od dotychczasowych prognoz rynku. Chłopcy z działu PR spisali się na medal.