Wczorajsza sesja w Stanach była szczególna. Wzrost indeksów o 2 proc. to
już jest ruch, który warto odnotować. Ponownie wśród inwestorskiej braci
pojawił się optymizm. Komentarze zaczynają po raz kolejny przypominać, że
bieżące dane nie są tak ważne, jak to, co ma się wydarzyć w przyszłości.
Tym samym przekreślane są wszelkie informacje negatywne, a uwypuklane te,
które potencjalnie mogą być przesłanką do wniosku, że sytuacja
makroekonomiczna się poprawia. Kolory przyszłości z szarości zamieniają
się powoli z róż także dla części graczy parających się analizą
techniczną. Pojawiły się bowiem opinie, że przynajmniej dwa indeksy są
bliskie wykreślenia odwróconej formacji głowy i ramion SP500.gif dj.gif W
tym drugim przypadku jest to o tyle ważne, że wyjście na poziom oporu
oznaczałoby także pojawienie się potwierdzającego sygnału dla tego, co już
dzieje się na średniej transportowej djta.gif Na niej to bowiem mamy zwyżkę, która
znacznie zyska na znaczeniu, gdy będzie potwierdzona zwyżką wartości
średniej przemysłowej. Przynajmniej kierując się teorią Dow`a. Swoją drogą
to ciekawe, że średnia transportowa ma się tak dobrze, gdy mowa jest o
recesji, a ceny ropy biją właśnie rekordy.
Technicznie sytuacja faktycznie jest ciekawa i oczywiście nie wolno nam
jej ignorować. Niemniej doszukiwanie się pozytywnych sygnałów może nas
wpędzić w pułapkę. Kiedyś oczywiście sytuacja gospodarki amerykańskiej się
poprawi, ale na razie niewiele wskazuje na to, że będzie to już w
najbliższym czasie. Obecnie panuje opinia, że nawet jeśli sytuacja będzie
się poprawia, to poprawa ta będzie powolna i długotrwała. Pewnie, gdy
pojawią się już wyraźny sygnały poprawy, to rynek będzie już dawno w
trendzie wzrostowym i właśnie ta świadomość każe graczom próbować
wyprzedzać innych. Chodzi tu o to by wykonać dobry start, a nie falstart.
Nastroje zmieniają się jak w kalejdoskopie. Najpierw tydzień kończyliśmy
zmartwieni słabymi wynikami kilku spółek, co rzucało cień na cały sezon
wyników. Po wczorajszej sesji i wynikach JP Morgan i Wells Fargo wyniki
sezon wyników wyłania się z cienia i inwestorzy zaczynają łaskawszym okiem
spoglądać na kolejne publikacje. Artykułowane są przypuszczenia, czy
najgorsze w kryzysie rynków finansowych mamy już za sobą i teraz będzie
już tylko lepiej. Czy tak jest faktycznie, czy na dołek trzeba będzie
jeszcze poczekać, przekonamy się z czasem. Nam pozostaje obserwować zmiany
rynkowych wycen i na nie reagować. Inna sprawa, że ten nagły zwrot w
nastrojach jest raczej podejrzany.
Rynek wczorajszym wzrostem zignorował zarówno słabsze dane dotyczące
nieruchomości, jak i mało przyjemną wymowę Beżowej Księgi. Jedynym
pocieszającym elementem wczorajszego raportu o nowych budowach był fakt,
że one teraz spadają, a zatem można liczyć na to, że w końcu zacznie
spadać liczba domów już gotowych do sprzedaży. Dzięki temu może zmaleć
nawis podaży na rynku nieruchomości, a tym samym może się zmniejszyć
presja na spadek ich cen. Wychodzi z tego, że jeszcze trochę poboli, ale
dzięki temu później będzie już lepiej. Coś jak wizyta u dentysty z
zaniedbanym zębem. Pytanie, czy faktycznie można liczyć na odrodzenie się
popytu na rynku nieruchomości. W końcu mamy do czynienia z kilkoma
czynnikami, które temu nie sprzyjają, jak choćby utrudnienia z zaciąganiu
kredytów, osłabienie na rynku pracy oraz wzrost cen energii i żywności.
Wszystkie te czynniki były wymienione w Beżowej Księdze. Jej treść nie
była zaskakująca. Potwierdzała to, co już wiadomo było wcześniej i co
sygnalizowały poprzednie publikacje.