O wczorajszej sesji w USA wiele ciekawego, a co mogłoby się przydać naszym
inwestorom, powiedzieć nie można. Sesja w dniu, w którym nie pojawiły się
żadne poważniejsze publikacje danych makro, opierała swoją dynamikę na
publikacjach wyników finansowych. Także i te nie wpłynęły mocno na poziom
notowań. W efekcie indeksy zakończyły dzień niewielką zmianą swojej
wartości względem zamknięcia w piątek. Po sesji ponownie rządziły wyniki.
Swoje opublikował Texas Instruments. Zaskoczenia wielkiego nie było, ale
spółka straciła ponad 2 proc., gdyż podała prognozę na najbliższy
kwartał. Okazała się ona słabsza od poziomu prognozy rynkowej. Kontrakty w
Stanach w tej chwili notują lekką przecenę względem wczorajszego
zamknięcia. To po części wynik nastrojów inwestorów ze strefy azjatyckiej.
Nikkei zanotował spadek o po nad 1 proc. O ponad 2 proc. spadł indeks w
Szanghaju . W tym drugim wypadku spadek od szczytu hossy osiągnął już
skalę 50 proc. Świat zdaje się tym nie martwić. Więcej emocji związanych
było ze spadkiem rok wcześniej. Obecna przecena, choć zaczęła się z
wyższego poziomu i jest znacznie większa nie podnosi adrenaliny graczom na
rynkach światowych. Być może dlatego, że nie ma tu mowy o krachu, ale
spokojnym trendzie, a każdy jest przekonany, że spadek cen na rynku
chińskim jest czymś naturalnym po silnych wzrostach.
Tymczasem Mark Hulbert w dwóch ostatnich tekstach stara się pocieszać
byków. Po pierwsze, sygnalizuje on fakt pojawianie się sygnału kupna na
średniej przemysłowej. Sygnał opiera się na teorii Dow`a. Sygnalizuje on
także, że to wydarzenie przeszło bez większego echa wśród autorów
newsletterów. Obecnie średnie zalecenie dotyczące zaangażowania na rynku
akcji w stosunku do całego portfela wynosi ok. 27 proc. Zatem reakcja
analityków na wyjście indeksów nad poziomy oporów jest dość ostrożna, co
dla Hulberta jest sygnałem byczym, gdyż zwątpienie w trend jest jego
pożywką. Innym wskaźnikiem możliwej poprawy sytuacji na rynku akcji, jaki
jest przywoływany przez tego samego autora, to zachowanie insiderów,
którzy swoje transakcje na papierach spółki, z którą są związani, muszą
raportować regulatorowi. Przewaga optymistów nad pesymistami jest w tym
wypadku dla Hulberta podstawą do wniosku, że mamy obecnie większą szansę
na wzrost cen niż ich spadek.
Mowa oczywiście o rynku amerykańskim, choć trudno się spodziewać, by
wzrost cen tam, nie został zauważony tu. Zatem powyższe spostrzeżenia
warto brać pod uwagę, choć oczywiście nie one są najważniejsze. Kluczowym
pozostaje zachowanie się samego rynku i nasze reakcje na to zachowanie.
Jeśli chodzi o zachowanie indeksu WIG20, to na razie optymizm powinien być
tłumiony. Mamy wprawdzie mały kanał wzrostowy, ale na razie jest on
traktowany jako korekta wcześniejszej przeceny. Problem może polegać
jedynie na tym, że ta przecena miała miejsce już dość dawno i do tej pory
podaż ponownie nie próbowała przejąć inicjatywy, co może być frustrujące
dla posiadaczy krótkich pozycji. O ile oczywiście można w spekulacji
kierować się takimi odczuciami. Wykres indeksu, jak i wykres cen
kontraktów przebywa w okolicy konsolidacji, z której się wcześniej wybiły.
Powrót w jej obszar zaneguje sygnał wybicia, ale jeszcze nie będzie
sygnałem przewagi popytu. Takowy może się jednak pojawić, gdyby właśnie
popytowi udało się osiągnąć coś spektakularnego. Jak choćby wyjść ponad
poziom konsolidacji. Trzeba jednak mieć świadomość, ze to wcale nie byłyby
koniec problemów byków. Najpoważniejszym nadal bowiem pozostaje szczyt z
Walentynek.