Wczorajsze notowania na warszawskim parkiecie zakończyły się pod poziomem
wsparcia z 9 maja. Wprawdzie przebicie nie było wielkie, ale jednak
zamknięcie notowań miało miejscu już pod wsparciem. Wydaje się, że
dzisiejszym otwarciem ten sygnał słabości rynku znajdzie potwierdzenie.
Można bowiem przypuszczać, że początek sesji będzie dla niedźwiedzi
pomyślny. Spadek cen w USA oraz przecena w Japonii skuszą podaż do ataku.
Wczoraj przewaga sprzedających była wystarczająca do obniżenia cen, ale
trudno tu było mówić o ataku. Oczywiście warto przyglądać się wielkości
obrotu. Ostatnio przekroczenie 1 mld złotych to wydarzenie.
Sytuacja polskich inwestorów liczących na wzrost cen nie jest komfortowa.
Nie chodzi tu nawet o wczorajszy spadek, czy brak sukcesu w ataku poziomu
kwietniowego szczytu. Problem polega na tym, że faktycznie nie ma na razie
poważnych prób odrobienia wcześniejszych strat. Jeśli mówimy o próbie
ataku na kwietniowy szczyt to mowa jest o spółkach z WIG20. Średniaki i
maluchy są w gorszej sytuacji. Tam nawet nie było takiej próby, a korekta
z ostatnich trzech miesięcy przypomina raczej zatrzymanie spadku niż
poważną próbę odbicia. Wygląd indeksów w Stanach, czyli tam, skąd cała
zaraza się wylęgła, jest lepszy - odbicie jest okazalsze. Średnia
transportowa przedwczoraj zaliczyła swój rekord i to przy rosnącej cenie
ropy. Wczoraj ropa znowu rosła, ale indeksy akcyjne już nie. Średnia
przemysłowa i indeks SP500 zatrzymały się na poziomie swoich wewnętrznych
linii trendu. Odbicie od dołka jest znacznie okazalsze niż na naszych
indeksach. Na pierwszy rzut oka wydaje się to dziwne, bo w końcu sytuacja
makro jest u nas zdecydowanie lepsza. Warto jednak pamiętać, że tu rolę
odgrywa czynnik ryzyka. Nasz rynek znacznie szybciej zyskiwał w czasie
hossy, a więc musi szybciej i mocniej spadać w okresie dekoniunktury. Nie
wiem, czy to już w tej chwili zawracamy w kierunku styczniowych dołków,
ale wydaje się, że prędzej czy później będą one testowane, a po takim
marnym odbiciu, z jakim mamy do czynienia, raczej trzeba się liczyć z
poprawieniem tych poziomów.
Po prawdopodobnym słabym otwarciu będziemy czekać na zaplanowane
publikacje danych makro. Już o 10:00 pojawi się niemiecki wskaźnik Ifo. O
14:00 opublikowana zostanie dynamika produkcji przemysłowej w Polsce oraz
dynamika cen na poziomie producentów. O tej samej godzinie poznamy wartość
polskiej inflacji bazowej. Nadzieje wiązane są zapewne z poprawą
produkcji. Dane z poprzedniego miesiąca napędziły strachu i dziś
powinniśmy otrzymać dawkę uspokajającą. Oczekuje się, że produkcja wzrosła
o 14,5 proc., ale nie byłbym wielce zaskoczony, jeśli dane będą nieco
lepsze. To mógłby być czynnik wspierający byków. Na początku sesji nie ma
na to co liczyć.