Wczorajsza sesja w Stanach była przez część serwisów uznana na chwilę
wytchnienia po wcześniejszej przecenie. Faktycznie, wiele o tym dniu nie
można powiedzieć. Wystarczy spojrzeć na wykres jednej z indeksów
amerykańskich, by się przekonać, że nic poza wytchnieniem tu nie ma
SP500.gif Budowanie pozytywnych scenariuszy wydaje się tu bowiem
przedwczesne. Mamy bowiem za sobą dwie sesje sporego na ostatnie czasu
spadku cen i to niewielkie podejście w górę w dniu wczorajszym. Inne
indeksy nie wyglądają znacznie lepiej. Podobny przebieg notowań ma średnia
przemysłowa Dow Jones. Także i tu mamy do czynienia z odbiciem od
wewnętrznej linii trendu. Średnia transportowa, która parę tygodni temu
dała sygnał bykom teraz słabnie tuż po tym jak wyznaczyła swój nowy
rekord. Jeszcze oczywiście nie można mówić o zmianie trendu w średnim
terminie, ale te kilka chwil słabości właśnie teraz może mieć swoje
konsekwencje.
U nas środowa sesja zakończyła się pod poziomem wcześniej pokonanego przez
podaż wsparcia. Przewaga podaży jest w pewnym sensie umowna, bo nie
towarzyszy jej wzrost obrotów. Zatem zwyżka nie jest w pełni przekonująca,
co nie zmieniaj faktu, że stała się. Dzisiejsze notowania rozpoczną się w
okolicy tego środowego zamknięcia. Wprawdzie ni e było nam dane zareagować
w pełni na środowy spadek indeksów w USA, ale ewentualne zapędy
niedźwiedzi będą hamowane przez wczorajszy mały wzrost tamtejszych
indeksów oraz dzisiejszy wzrost cen w Japonii. Zatem rozpoczniemy tam,
gdzie zakończyliśmy i później wcale nie musi być lepiej. Dzisiejsza sesja
to środek kolejnego długiego weekendu i można podejrzewać, że niewielu
graczy zdecyduje się na przerwanie odpoczynku dla oglądania prawdopodobnie
nudnych wahań w wąskim przedziale, czyli tego, co najczęściej w takich
dniach ma miejsce. Rano wprawdzie pojawi się wartość wskaźnika PMI dla
strefy euro, ale nie należy przypuszczać, by miało to w szczególny sposób
wpłynąć na poziom aktywności, czy notowań na naszym rynku.
Z informacji, które nam wczoraj uciekły warto wspomnieć o dynamice cen
amerykańskich nieruchomości, która nadal jest ujemna. Wczoraj otrzymaliśmy
informację o kolejnym sadku jednego z indeksów mierzących zmian cen
amerykańskich domów. Mowa o indeksie znanym jako Office of Federal Housing
Enterprise Oversight home price index. Jest to jeden z wolniejszych
indeksów mierzących zmiany cen domów. Niemniej nawet on nadal spada, co
pozwala na przypuszczenie, że pozostałe także nie zmienią aktualnych
trendów. Zresztą, nie ma za bardzo ku temu warunków, bo rosnąca liczba
domów na rynku wtórnym oraz oznaki aktywności budowlańców na rynku
pierwotnym skłaniają do tezy, że ceny szybko nie zaczną ponownie rosnąć.