Wczorajsza sesja w Stanach zakończyła się wzrostem wartości tamtejszych
indeksów akcyjnych. Zwyżka to głównie wynik dobrej końcówki. Jeszcze dwie
godziny wcześniej poziom notowań był mniej dla byków korzystny. Powody
wzrostu? Takim powodem nie jest cena ropy, bo ta akurat wczoraj w
godzinach wieczornych naszego czasu ponownie zaczęła się wznosić.
Niektórzy mówią, że powodem są dane makro. Faktycznie, na pierwszy rzut
oka wczorajsza publikacja dynamiki zamówień na dobra trwałego użytku była
pozytywna. Ci, którzy się w te dane próbowali wgryźć sygnalizują, że
wzrost zawdzięcza się tylko jednej grupie dóbr, która miesiąc wcześniej
zanotowała równie duży spadek. Tym samym nie jest powiedziane, że
wczorajszy wzrost zamówień należy już odbierać jako sygnał możliwej
poprawy. Mówimy tu o zamówieniach, a to jeszcze nie są faktyczne zakupy.
Warto oczywiście je śledzić, ale zbyt mocnych wniosków na ich podstawie
wyciągać nie należy. Co innego dane o PKB. Dziś opublikowana zostanie
zrewidowana (pierwsza rewizja) wartość dynamiki PKB w USA w I kw. 2008
roku. Dane wstępne mówiły o wzroście PKB w tempie 0,6 proc. w skali roku.
Po późniejszych publikacjach danych dotyczących wymiany handlowej z
zagranicą, czy zmian stanu zapasów obecnie oczekuje się, że zrewidowana
dynamika PKB będzie nieco wyższa i wyniesie ok. 0,9-1,0 proc.
Wczorajszy wzrost w końcówce sesji w Stanach oraz dzisiejsza zwyżka cen w
Japonii zapewne pomoże naszym bykom. Po przebiegu wczorajszej sesji można
stwierdzić, że taka pomoc jest im niemal niezbędna. W innym wypadku
wypaliliby się już na początku dnia. Wczoraj była dogodna okazja do
powiększenia skali zwyżki, ale zamiast tego mieliśmy cztery godzony
konsolidacji. No i później końcówkę, o której pewnie każdy posiadacz
długich pozycji chciałby zapomnieć. Na jednym z serwisów co róż pojawiają
się nowe teksty sugerujące, że już za chwilę zacznie się wzrost na rynku.
A to saldo zakupów funduszy nie jest w końcu ujemne, a to komuś
statystycznie wychodzi, że wzrost powinien być większy, a to znowu ktoś
powiedział, że obecnie jest okazja do zakupów, która nie powtórzy się do
2012 roku. W. Białek oczekuje za to bessy na rynkach surowcowych. Nie
wiem, czy już na nią czas (mam pewne wątpliwości), ale wiem, że jeśli
takowa się faktycznie pojawi, to nasz rynek tego nie udźwignie. W końcu
kilka lat udawało się nam zyskiwać na wartości także dzięki wzrostom cen
ropy, miedzi, czy srebra. Czy teraz będziemy rosnąć, gdy ceny surowców
zaczną spadać? Pewnie na początku spadek cen surowców, a zwłaszcza ropy
będzie wiadomością radosną, ale pewnie już po chwili spadek ceny miedzi
takową nie będzie. Rynek miedzi uznawany jest za dobry wskaźnik panującej
koniunktury, a więc spadek jej ceny będzie raczej odbierany jako zapowiedź
światowego spowolnienia. Nie mówię tu już nawet o tak prozaicznej sprawie
jak notowania KGH. Kto zatem wygra? Piewcy wzrostów na rynku, czy bessa na
surowcach? Czy to ma znaczenie? Dla nas ważny jest rynek sam sobie.
Wczoraj popyt się nie popisał, ale to jeszcze nie koniec świata. Dziś
początek sesji może być lepszy, ale to od kupujących zależy, czy mają
ochotę ustawić się po długiej stronie rynku.