FOMC na wczorajszym posiedzeniu zrobił to, czego od niego oczekiwał cały
świat. Jak to określił jeden z analityków, nawet dziecko wiedziało, że
stopy zostaną obniżone o 50 pkt. bazowych. Ciekawe, że po tej obniżce
pozostawiono furtkę dla kolejnych możliwych podobnych ruchów. Dolar się
osłabił, złoty umocnił. Reakcje klasyczne. Przynajmniej na razie. Ostatnie
wzrosty na rynkach akcji oraz zmiany na rynkach walutowych wymagają ruchów
przeciwnych. Wtedy poznamy faktyczną kondycję tych, którzy teraz mają
kilka chwil tryumfu. W Stanach regularna sesja zakończyła się szybkim
spadkiem i zejściem średniej przemysłowej na minusy. Podobno tą przecenę
wywołała plotka o prognozie prezesa GE o możliwym spadku przychodów
koncernu w przyszłym roku o 10-15 proc. Plotka, która szybko została
zdementowana. Mamy pierwszy sygnał, że rynek nadal jest nerwowy i
wyczulony na złe informacje. Zatem ta przewaga popytu nadal nie wydaje się
być trwałą. Tym samym cały czas należy do niej podchodzić jak do korekty.
Aktualna sytuacja na rynkach światowych jest już lepsza niż w chwili
zakończenia regularnej sesji na rynku amerykańskim. Tym samym należy
spodziewać się, że na warszawskim parkiecie dzień pracy rozpocznie się od
zwyżki kursów. Nie przypuszczam, byśmy mieli dziś dojść do okolic 1900
pkt., ale istnieje taka możliwość przynajmniej teoretycznie. Zatem
posiadacze średnioterminowych krótkich pozycji mogą otrzymać (przynajmniej
teoretycznie) sygnał do och zamknięcia. Należałoby na ten sygnał
zareagować. O długich pozycjach na razie nie ma co myśleć.
Dziś swoje wyniki opublikował BRE. Zysk okazał się zbliżony do prognoz,
nieznacznie je przewyższając. Nie należy przypuszczać, by był to silny
impuls dla notowań spółki. Analitycy Merrill Lynch obniżyli cenę docelową
dla TPS z 27,6 do 27 złotych. Ta aptekarska dokładność jest godna podziwu,
choć mówimy tu o szacunkach, a więc taka zmiana wydaje się raczej mało
poważna.