Branża gier od dłuższego czasu jest w niełasce inwestorów. Jest szansa, że to się w końcu zmieni? Czy też nie ma na to perspektyw?

Ogólnie sytuacja na rynku jest trudna. Po pierwsze, mamy dynamiczny wzrost rentowności dziesięcioletnich obligacji skarbowych, a to generalnie nie sprzyja wycenom spółek. Ma to bowiem wpływ na stopę dyskontową w modelu wyceny. Po drugie, doszła do tego wojna w Ukrainie, która trwa już kolejny miesiąc, co wpływa na nastawienie inwestorów do rynku. Po trzecie, mamy zmianę zachowań konsumenckich. Drugi i trzeci kwartał dla branży gier nie jest zbyt korzystny, bo co do zasady w tym czasie wybieramy inne formy rozrywki niż gry.

Brakuje też jakichś impulsów z samych spółek. Wiele oczekiwało się chociażby po CD Projekcie i premierze „Cyberpunka" na konsole nowej generacji. Okazało się, że podbiła ona nieco sprzedaż gry, natomiast oceny nadal są przeciętne. To nie pomaga całej branży, a przecież to CD Projekt jest koniem pociągowym tego zaprzęgu.

Szukając pozytywów, warto zwrócić uwagę na 11 bit studios. Spółka cieszy się sporym zainteresowaniem i zaufaniem graczy. Do tej pory „dowoziła" wyniki i wypuszczała gry dobrej jakości. Warto więc mieć tę spółkę na radarze, choć jest to bardziej perspektywa długoterminowa. W krótkim terminie nie widzę światełka w tunelu dla branży gamingowej.

Ale to jest kwestia wspomnianego otoczenia czy jednak fundamentów samych spółek?

Jest to wypadkowa kilku kwestii. Nie można pominąć konfliktu za naszą wschodnią granicą. On generalnie wpływa na nastroje inwestorów. Przekłada się też na umocnienie się dolara, a to oznacza, że kapitał odpływa z rynków wschodzących w stronę rynku amerykańskiego. Poza tym wydaje się, że większość inwestorów spieniężyła już pandemiczne wyniki spółek gamingowych. Teraz szukane są jednak inne tematy inwestycyjne. Skończyła się dzika hossa w branży. Mieliśmy kilka ważnych premier gier, które niestety rozczarowały. Ograniczenia pandemiczne też w zasadzie zostały zniesione, więc zniknął kolejny czynnik fundamentalny, który wspierał branżę. Teraz czekamy na to, co się wydarzy w kwestii makroekonomicznej, a także na premierę gry dużej spółki gamingowej, która w końcu spełni oczekiwania graczy.

Spójrzmy teraz na konkretne spółki. Akcje CD Projektu spadły już poniżej 100 zł. Ostatnio ukazała się rekomendacja BofA z ceną docelową 55 zł. Taka wycena to realny scenariusz czy raczej jest to „kopanie leżącego"?

Gdybyśmy rozmawiali o CD Projekcie rok temu i powiedzieli, że cena akcji dotrze do 100 zł, to wydawałoby się to abstrakcją. Teraz granica 100 zł została już złamana i nie można wykluczyć, że będzie jeszcze niższa. W przypadku CD Projektu mogą krótkoterminowo pojawić się próby podbicia chociażby z powodu premiery serialu „Edgerunners", która planowana jest we wrześniu. To może nieznacznie podbić też sprzedaż „Cyberpunka". Niektórzy oczekują nawet, że będziemy mieli podobny efekt jak w przypadku „Wiedźmina". Trzeba jednak też pamiętać, że sam „Wiedźmin" był lepiej oceniany niż „Cyberpunk" – tego czynnika nie można pominąć. W jakimś stopniu spółce może pomóc też premiera dodatku do „Cyberpunka", która planowana jest na początku 2023 r. Patrząc jednak długoterminowo, głównym czynnikiem, który może zmienić nastawienie inwestorów do CD Projektu i sektora, będzie dopiero „Wiedźmin 4". Mówimy jednak teraz o perspektywie 2025 r.

Autopromocja
Real Estate Impactor

Gala wręczenia nagród liderom w branży nieruchomości

ZOBACZ RELACJĘ

W kategorii największych rozczarowań w branży gier CD Projekt ściga się z Ten Square Games. W przypadku tej spółki negatywnych czynników też było bardzo dużo. Miało być wezwanie i przejęcie przez inną firmę. Zamiast tego mieliśmy m.in. transakcje ABB, czyli sprzedaż części akcji przez właścicieli, a ostatnio zmianę założeń programu motywacyjnego. Spółce będzie trudno wrócić do łask inwestorów giełdowych?

Faktycznie tu też działa wiele negatywnych czynników. W przypadku gry „Fishing Clash" widzimy spadające wyniki. Rynek dużo oczekiwał po tej grze w Chinach, liczono, że to da jej nowe życie. Okazuje się, że chiński rynek do wyniku zbyt wiele nie dokłada. Jeżeli w raporcie za I kwartał dostajemy informację, że rada nadzorcza uchwaliła program premiowy dla zarządu, który ma niższe założenia niż program motywacyjny, to może być to sygnał, że zarząd nie wierzy w osiągnięcie wyników, które były wcześniej założone.

A jeśli na dokładkę mamy kolejne transakcje ABB, to nie ma się co dziwić, że nastawienie do spółki wyraźnie się pogorszyło. Trudno zakładać, aby w najbliższym czasie pojawiło się coś znaczącego pod względem fundamentalny, co poprawi wyniki, jak i nastawienie inwestorów do spółki.

Kiedy zatem i pod jakim warunkiem będzie można mówić o branży gier w nieco lepszym kontekście?

Myślę, że najlepszy moment na to będzie wtedy, kiedy spółki pokażą wyniki, które zadowolą inwestorów, a nie tylko trailery i obietnice. To już wszyscy widzieliśmy. Teraz czas na wyniki i konkretne twarde dane.