Cena bitcoina spadła w czerwcu do 60 tys. dolarów i jest o połowę niższa, niż w październiku. Niewiele zostało z wysokiej korelacji z rynkiem akcji opartej na założeniu, że nastroje z Wall Street udzielają się inwestorom ze świata cyfrowych aktywów. W tym roku indeks S&P 500 jest 8 proc. na plusie. WIG i Nasdaq 100 zyskały dwa razy tyle. Tymczasem najpopularniejsza kryptowaluta spadła o 30 proc. Skąd ta rozbieżność? Zawód działaniami Trumpa, który miał być pierwszym „kryptoprezydentem”? Nie, rynek akcji ma więcej powodów do rozczarowania jego drugą kadencją. Inflacja tradycyjnego pieniądza spada i nie ma co szukać alternatywy? Przeciwnie, ceny rosną. W USA dynamika CPI w maju ma przekroczyć 4 proc. i sprowokować Fed do dyskusji o podwyżkach stóp.

W komentarzach analityków rynku krypto przecenę bitcoina tłumaczy się odpływami z ETF-ów, przenoszeniem kapitału na spółki związane z AI, niepewnością regulacyjną oraz sprzedażą „cyfrowego złota” przez dużych posiadaczy. Pierwsze wytłumaczenie to skutek, nie przyczyna. Drugie w zasadzie też, bo inwestorzy zazwyczaj podążają za czymś, co rośnie, kosztem czegoś, co spada. Niepewność regulacyjna wokół krypto była, jest i będzie. Punkt czwarty jest najciekawszy, ponieważ pod koniec maja jeden z największych korporacyjnych zwolenników bitcoina sprzedał część swoich „monet”. Konkretnie chodzi o notowaną na Nasdaq firmę Strategy. Transakcja dotyczyła zaledwie 32 bitcoinów, z posiadanych przez nią ponad 845 tys. Chwilę wcześniej i później firma kupiła tysiące sztuk kryptowaluty, niemniej uwagę skupiła akurat transakcja sprzedaży. Była pierwszą w tym kierunku od 2022 r. i wywołała na rynku określone emocje. Bitcoin w tydzień stracił 20 proc.

Ostatnie 9 miesięcy jest kolejnym przykładem, co oznacza brak wartości fundamentalnej kryptowalut dla inwestora indywidualnego. Na rynku akcji patrzy się na relację ceny do zysku. Zejście na niskie poziomy przykuwa uwagę i przyciąga inwestorów doceniających długofalowy potencjał „tanich” aktywów. Na rynku obligacji punktem odniesienia jest rentowność. Można ją zestawić z oczekiwaną ścieżką inflacji i stóp procentowych. Atrakcyjne poziomy biją po oczach.

W świecie cyfrowych aktywów nie ma tej kotwicy, więc trzeba trzymać się pinezki. Pierwszą jest założenie, że cena bitcoina będzie osiągała nowe rekordy z uwagi na ograniczoną ilość, rosnącą adopcję i bogacenie się jego fanów z młodego pokolenia. Drugą jest oczekiwanie, że bessy będą wyglądały podobnie jak przez ostatnie kilkanaście lat, czyli trwały około jednego roku i przeceniały kryptopieniądz o jakieś 75 proc. Przyjęcie takiej prostej kalki na rynku akcji by się zupełnie nie sprawdziło. Okresy spadków z ostatnich 15 lat są krótkie i płytkie. W niczym nie przypominają dwuletniego rynku niedźwiedzia wywołanego bańką internetową i kryzysem finansowym. Cykle bitcoina też mogą kiedyś wyjść poza przyjęty szablon, zwłaszcza jeśli do gry wejdą transakcje dużych inwestorów.