Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak konflikt na Bliskim Wschodzie wpływa na gospodarkę USA?
- Jak globalne ceny ropy się różnią i kształtują regionalnie?
- Jakie trendy prezentują wskaźniki USA: inflacja, PKB i nastroje konsumentów?
- Jak ekonomiści oceniają ryzyko recesji w USA i co na nie wpływa?
- Co wzmacnia amerykański sektor wytwórczy, w tym nowe technologie?
- Jak ceny paliw w USA różnią się od Europy pod kątem politycznym?
Prezydent USA Donald Trump zdawał sobie sprawę, że atak na Iran może stworzyć zagrożenie dla żeglugi w Cieśninie Ormuz. Zwracali mu na to uwagę wojskowi. Zapewne jednak spodziewał się, że zagrożenia te będą miały mniejszą skalę. Być może liczył na to, że po pierwszym, bardzo silnym uderzeniu dekapitacyjnym w Teheran, uaktywni się w Iranie frakcja skłonna do zawarcia pokoju. Może liczył też na nową falę protestów wymierzonych w reżim, które prowadziłyby do jego obalenia. Z drugiej jednak strony pojawiały się przecieki mówiące, że kampanię lotniczą przeciwko Iranowi zaplanowano na wiele tygodni. Szybki upadek reżimu nie był więc głównym scenariuszem. Spodziewano się też, że Iran uderzy odwetowo nie tylko w Izrael, ale też w amerykańskie bazy w regionie. Nie wiadomo jednak, czy oczekiwano też irańskich uderzeń w dubajskie wieżowce, saudyjskie pola naftowe, katarskie instalacje gazowe i w tankowce w Zatoce Perskiej. Iran postawił na sianie chaosu, tak by rosnące ceny ropy i przecena na giełdach zmusiły Trumpa do przerwania wojny. Czy to mu się udało? W poniedziałek prezydent USA zaskoczył rynki pisząc o „dobrych i konstruktywnych” rozmowach prowadzonych z Iranem. Zapowiedział też, że wstrzyma się na 5 dni z realizacją groźby zniszczenia irańskich elektrowni. Oczywiście nie wiadomo, czy chciał je rzeczywiście niszczyć i czy myślał o zajęciu wyspy Chark przez którą przechodziło dotychczas 90 proc. irańskiego eksportu ropy. Inwestorzy chwilowo uwierzyli jednak w to, że możliwe jest zakończenie wojny, zanim zacznie wyrządzać ona poważne szkody gospodarce amerykańskiej.
Rosnąca presja
Podczas tej wojny okazało się, że świat ma trzy główne rynki ropy, na których ceny mocno się różnią. W czasie gdy cena ropy gatunku Oman (trafiającej głównie do Azji Wschodniej) dochodziła do 167 dol. za baryłkę, ropa Brent (będąca europejskim benchmarkiem) kosztowała 119 dol. za baryłkę, a amerykańska ropa WTI - 97 dol. za baryłkę. Stany Zjednoczone w ostatnich latach w niewielkim stopniu korzystały z ropy z Bliskiego Wschodu, gdyż same są wielkim producentem tego surowca, a w styczniu dodatkowo uzyskały szeroki dostęp do wenezuelskiej ropy. Wojna dotykała więc w dużo większym stopniu kraje Europy i Azji. Ogólny wzrost cen surowca na globalnych rynkach zaczął jednak też być odczuwalny w Stanach Zjednoczonych. O ile średnia cena paliwa dieslowskiego w USA wynosiła w dołku ze stycznia 3,53 dol. za galon, to w tym tygodniu sięgała 5,38 dol. i była najwyższa od sierpnia 2022 r. Benzyna zdrożała w podobnym okresie z 2,93 dol. do 4,10 dol. za galon. Jej cena w przeliczeniu na litr sięgnęła 1,08 dol. (3,98 zł), a cena diesla 1,42 dol. (5,23 zł). W porównaniu z Polską i innymi krajami Europy wydaje się ona nadal dosyć niska. (Na Starym Kontynencie tańszą benzynę niż w USA mają tylko Białoruś i Rosja.) W Stanach Zjednoczonych taki poziom cen paliw staje się już jednak problemem politycznym.
– To tylko tymczasowy skok. Za czasów administracji Bidena, ceny benzyny były wysokie przez cztery lata. Są one również wysokie teraz, ale nie są tak duże jak w pewnych okresach rządów Bidena – uspokajał niedawno wiceprezydent JD Vance.