Przełom grudnia i stycznia rozpoczął się danymi z gospodarki nieodbiegającymi istotnie od średnich prognoz ekonomistów dla „Parkietu”. Szybki szacunek GUS dla inflacji w grudniu wyniósł 2,4 proc., zgodnie z medianą oczekiwań i niemal w punkt względem średniej (2,5 proc.). Oczekiwania analityków dla inflacji bazowej skupiają się zaś wokół poziomu 2,7-2,8 proc., a więc w okolicach odczytu za listopad (2,7 proc.). Z kolei z piątkowych danych S&P Global wynika, że PMI dla polskiego przemysłu spadł w grudniu do 48,5 pkt., wobec 49,1 pkt. w listopadzie i średniej prognoz 49 pkt.
Jaki obraz zbudują dane?
– W najbliższych miesiącach będziemy szczególnie uważnie przyglądać się sygnałom wyczekiwanej poprawy koniunktury gospodarczej w Niemczech, w kontekście pozytywnego impulsu dla krajowego przemysłu – komentuje Agata Filipowicz-Rybicka, główna ekonomistka Alior Banku. W danych GUS z gospodarki realnej publikowanych w styczniu (za grudzień) będziemy poszukiwać potwierdzenia dla pozytywnych prognoz i tendencji z ostatnich miesięcy: wciąż niezłej konsumpcji prywatnej oraz poprawy w inwestycjach (natężenie projektów publicznych współfinansowanych ze środków unijnych, ale też przebudzenie inwestycji prywatnych). Po grudniu ekonomiści średnio spodziewają się około 3-procentowego wzrostu produkcji przemysłowej, symbolicznego wzrostu w produkcji budowlano-montażowej i ponad 5-procentowej dynamiki rocznej w sprzedaży detalicznej.
Czytaj więcej
Zgodnie z szybkim szacunkiem GUS, inflacja w Polsce w grudniu wyniosła 2,4 proc. r/r., właściwie...
De facto wynik sprzedaży detalicznej za grudzień będzie dobrą miarą „rzeczywistych” nastrojów konsumenckich – czy nasze zakupy świąteczne były bogate, czy raczej oszczędne. Fundamenty pod dobrą koniunkturę w handlu są solidne: realnie średnie wynagrodzenie rośnie w kilkuprocentowym tempie rok do roku. Grudzień tego nie zmieni: inflacja wyniosła 2,4 proc. r/r, a przeciętna pensja w sektorze przedsiębiorstw urosła, według średnich prognoz ekonomistów, o 7 proc. r/r.
Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Banku Polskiego, podkreśla z kolei brak nierównowagi zewnętrznej gospodarki. – Zaczyna odżywać polski eksport: ta tendencja zarysowała się pod koniec 2025 r., a 2026 r. może być czasem wyraźniejszego ożywienia – mówił. Ostatnie dane NBP, za październik, wskazywały na wzrost eksportu o 5,4 proc. r/r, wyższego niż importu (2,4 proc.). Z jednej strony, w danych widać wzmożony efekt tzw. reeksportu (dotyczy to np. odzieży i obuwia). Z drugiej, zdaniem analityków PKO BP, deficyt towarowy może się w kolejnych miesiącach nieznacznie pogłębiać w efekcie powolnego ożywienia w gospodarkach głównych partnerów handlowych oraz właśnie ze względu na rosnącą konkurencję eksportu z Chin. Niemniej w listopadzie, według średnich prognoz ekonomistów (dane poznamy w połowie stycznia), wciąż eksport mógł w ujęciu rocznym rosnąć szybciej niż import.