Co pokaże wstępny szacunek inflacji w czerwcu, który GUS opublikuje w piątek?

Spodziewamy się, że w czerwcu inflacja podskoczyła do 15,5 proc. rok do roku (z 13,9 proc. w maju – red.). Za przyspieszenie inflacji odpowiedzialny był przede wszystkim skokowy wzrost cen paliw, rzędu 10 proc. Szacujemy jednak, że inflacja bazowa (nieobejmująca cen paliw, energii i żywności – red.) też przyspieszyła, pokonując 9 proc. Żywność też drożała mocniej niż w maju, ale struktura wzrostu cen była już nieco inna.

Czy to będzie już szczyt inflacji? Akcję promocyjną na paliwa prowadzi Orlen, ich największy sprzedawca, co – jak uważa część ekonomistów – może znaleźć odzwierciedlenie we wskaźniku cen konsumpcyjnych.

Moim zdaniem zbliżamy się do szczytu. Czy on zostanie osiągnięty akurat w czerwcu, trudno obecnie wyrokować. To będzie zależało od sytuacji na rynku surowców, która jest bardzo dynamiczna, ale też tego, jak GUS potraktuje te wakacyjne promocje na stacjach. Jest jednak spora szansa na to, że w kolejnych miesiącach inflacja będzie w przedziale 15,5–16 proc. Jesteśmy więc blisko momentu, gdy inflacja nie będzie przyspieszała z miesiąca na miesiąc o 1 pkt proc., tylko o 0,2–0,3 pkt proc.

Czyli kolejne miesiące, te po wakacjach, to raczej stabilizacja inflacji na wysokim poziomie, a nie spadek, którego oczekiwał m.in. prezes NBP Adam Glapiński?

Inflacja zacznie się stopniowo obniżać, ale sporo będzie zależało od decyzji rządu co do terminu obowiązywania tarcz antyinflacyjnych. To będzie najistotniejszy czynnik wpływający na inflację pod koniec br. i na początku 2023 r. Przyjmując, że z politycznego punktu widzenia korzystne będzie przedłużenie tarcz aż do wyborów, prawdopodobieństwo, że ich ujemny wpływ na inflację odwróci się z początkiem 2023 r., wydaje się małe. Przy takich założeniach, to nawet przy podwyżkach cen energii elektrycznej i gazu, inflacja w przyszłym roku powinna opadać. Ale to nie będzie ostry spadek.

Kiedy inflacja znajdzie się poniżej 10 proc.?

W naszym bazowym scenariuszu zakładamy, że dopiero w drugiej połowie 2023 r. inflacja wróci do poziomu jednocyfrowego.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści parkiet.com za pół ceny

KUP TERAZ

W lipcu podwyżka stóp procentowych powinna wynieść co najmniej 1 pkt proc. – ocenił członek RPP Ludwik Kotecki. Ta wypowiedź pojawiła się po decyzji Narodowego Banku Węgier, który podwyższył swoją główną stopę o 1,85 pkt proc., zdecydowanie powyżej oczekiwań. U nas takie gwałtowne podwyżki stóp też są potrzebne?

Moim zdaniem nie. Różnica między Polską a Węgrami jest taka, że presja na osłabienie waluty jest tam większa niż u nas. Ma to podłoże budżetowe, polityczne. Złoty też jest słaby, ale nie jest pod taką presją jak forint. Jesteśmy w bardzo trudnym dla RPP momencie, bo sytuacja przestała być jednowymiarowa. Na horyzoncie mamy prawdopodobną recesję w strefie euro i poważne spowolnienie wzrostu gospodarczego w Polsce, ale jednocześnie inflacja wciąż jeszcze przyspiesza. Biorąc pod uwagę to, że spowolnienie jest tuż za rogiem, wskazana jest teraz ostrożność w zacieśnianiu polityki pieniężnej. Kolejne podwyżki stóp są potrzebne, żeby tonować oczekiwania inflacyjne, ale jeśli te podwyżki będą nadmierne, mogą zbyt mocno schłodzić gospodarkę. Opowiadałbym się za podwyżkami stóp o 0,75 pkt proc., jak w poprzednich miesiącach, ale w tym momencie – nie znając szybkiego szacunku inflacji – nie wykluczam, że RPP zdecyduje się w lipcu na podwyżkę o 0,50 pkt proc. Widzimy już sygnały, że dotychczasowe podwyżki działają, na przykład na popyt na kredyty i nieruchomości.

Wysoka inflacja i podwyżki stóp mocno wpływają na nastroje konsumentów, które w czerwcu były najgorsze w historii badań GUS. Na razie nie przekłada się to jednak wyraźnie na wydatki, choć dane są zaburzone przez napływ uchodźców. Czy należy oczekiwać, że z czasem wzrost konsumpcji wyraźnie wyhamuje? Jak przełoży się to na tempo wzrostu PKB?

Punktem wyjścia do oceny, co będzie się działo w gospodarce, jest bardzo niekorzystna struktura wzrostu gospodarczego w I kwartale. Bardzo duży wpływ na wzrost PKB miała wtedy zmiana zapasów. To jest zaś nietrwały czynnik wzrostu. Jednocześnie sygnały ze strefy euro pokazują, że tamtejsza gospodarka słabnie. A większość scenariuszy nie uwzględnia jeszcze ograniczenia dostaw gazu, co może nasilać tendencje recesyjne. U nas konsekwencje pojawią się z opóźnieniem. II kwartał będzie jeszcze solidny, ze wzrostem PKB w okolicy 6 proc. rok do roku. Ale w kolejnych kwartałach wzrost znajdzie się już w okolicy 2–3 proc. rok do roku, a w I kwartale 2023 r. niewiele powyżej 1 proc.

Wśród ekonomistów wciąż dominuje przekonanie, że spowolnienie – choć będzie wyraźne – nie uderzy mocno w rynek pracy i stopa bezrobocia nie wzrośnie. Czy to nie jest zbyt optymistyczne założenie?

W bazowym scenariuszu zakładam, że rynek pracy nieco się schłodzi, ale to będzie oznaczało przede wszystkim wolniejszy wzrost zatrudnienia i płac, a tylko niewielki wzrost stopy bezrobocia. To efekt problemów podażowych na tym rynku, tzn. niedoboru wykwalifikowanych pracowników.