Połączenie LitPol Link było brakującym ogniwem w tzw. pierścieniu bałtyckim łączącym systemy energetyczne dziewięciu krajów. Jego domknięcie zwiększa bezpieczeństwo energetyczne w sytuacjach kryzysowych, ale to wpływa na rynkowe ceny.

– W ciągu dwóch dni handlowych łączącym nas ze Szwecja kablem wpłynęło do nas 10 tys. MWh energii. Z kolei na Litwę wysłaliśmy ok. 2 tys. MW – mówił Ireneusz Łazor, prezes Towarowej Giełdy Energii, podczas debaty „Polityka klimatyczna a gospodarka – kiedy znajdziemy punkt równowagi?", która odbyła się w ramach kongresu Corporate Banking.

Jak tłumaczył, ilość energii wpływającej i wypływającej ma związek z różnym poziomem cen w poszczególnych krajach. Szwedzki prąd pochodzi w większości z elektrowni wodnych i atomowych, dlatego jest tańszy niż nasz wytwarzany z węgla. Z kolei na Litwie ceny są wyższe.

– Na połączeniu polsko-szwedzkim cena MWh była o 50 groszy niższa od tej w zleceniach składanych na pozostałym obszarze, gdzie energią handlowano po 154 zł za MWh – zwraca uwagę Łazor.

Te spadki będą bardziej widoczne po uruchomieniu między Litwą a Szwecją bezpośredniego połączenia (NordBalt), które zostanie otwarte w poniedziałek, oraz po zamontowaniu na granicy z Niemcami transformatorów blokujących niekontrolowane przepływy, uwalniające moce do wymiany handlowej.

– Do Polski będzie wpływało więcej tańszej energii. A droższe technologie jej wytwarzania będą wypierane – dodał Łazor.