Polskie majątki prywatne zaczęły powstawać stosunkowo niedawno, bo dopiero w latach 90. XX wieku, czyli około 30 lat temu. Większość przedsiębiorców, która wtedy zaczynała tworzyć swoje firmy, dzisiaj wchodzi w wiek emerytalny. Ci, którzy odnieśli największe sukcesy, nie czekali na ten moment, aby zacząć pobierać świadczenia, bo bezpieczeństwo finansowe zapewnili sobie już znacznie wcześniej. Dziś wchodzą jednak w kolejny etap życia. Coraz większego znaczenia nabierają dla nich komfort oraz bezpieczeństwo własne i ich najbliższych, a nie dalsze rozwijanie biznesowych imperiów. Najbardziej intuicyjną drogą wydaje się przekazanie firmy młodszym pokoleniom. Coraz częściej zdarza się jednak, że z wielu względów ta opcja nie jest brana pod uwagę. W takich sytuacjach przedsiębiorstwo jest zazwyczaj sprzedawane, a majątek trzeba zainwestować w inny sposób.

Sprzedaż firmy to dopiero początek decyzji

Obligacje, akcje, nieruchomości mieszkaniowe lub komercyjne, surowce, inwestycje typu private debt to tylko kilka z wielu dostępnych opcji. Rzadko kiedy jednak ten zamożny inwestor jest biegły i kompetentny w inwestycjach w wymienione klasy aktywów, niuansach podatkowych czy kwestiach operacyjnych. Ponadto, na tym etapie życia raczej nie chce poświęcać wiele czasu na edukację w tych zakresach, tylko chce otoczyć się gronem zaufanych osób, które zajmą się tym za niego. I tu zaczyna się problem.

Brak polskiego family office wypycha kapitał za granicę

Polskie prawo nie zna instytucji typu family office, które już od dekad są bardzo popularne w krajach rozwiniętych i często wykorzystywane właśnie w zarządzaniu majątkiem zamożnych inwestorów. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat powstawało sporo podmiotów, które próbowały tę niszę zagospodarować, ale wszystkie prędzej lub później kończyły swoją działalność ze względu na wiele wątpliwości prawnych co do zakresu usług, które mogą być przez nie świadczone. Chyba najbliższym rozwiązaniem do family office jest otwarcie domu maklerskiego z licencją na zarządzanie aktywami, ale to pokrywa tylko część problemu, tę dotyczącą rynku kapitałowego. Uzupełnieniem tego może być stworzenie swojego towarzystwa funduszy inwestycyjnych, w którym będą prowadzone fundusze aktywów niepublicznych zajmujące się inwestowaniem w alternatywne klasy aktywów, ale to nadal w ogóle nie rozwiązuje tematu sukcesji. Do tego stworzenie takiej struktury zawierającej dom maklerski oraz TFI to proces długotrwały, czasochłonny i często kończący się fiaskiem, a próg wejścia jest bardzo wysoki. Z tych powodów najzamożniejsi Polacy od wielu lat wybierali znacznie prostszą drogę, czyli skorzystanie z usług zachodnich Family Office, które mogą pochwalić się wieloletnim doświadczeniem i renomą.

Takie rozwiązanie ma jednak sporo minusów dla polskiej gospodarki. Polski kapitał wypływa poza granicę naszego kraju, tam daje miejsca pracy, tam pobierane są od niego opłaty czy podatki. Co więcej, zagraniczni zarządzający będą znacznie chętniej inwestowali pieniądze na rynkach rozwiniętych niż w Polsce ze względu na większą przewidywalność prawa i mniejsze ryzyko geopolityczne. Pomimo świadomości tego problemu niewiele w naszym kraju się zmienia, żeby go rozwiązać.

Powstanie instytucji fundacji rodzinnych to krok w bardzo dobrą stronę. Umożliwiają one zarządzanie wieloma różnymi klasami aktywów, a jednocześnie oferują znacznie niższy poziom wejścia. Pozwalają również dokładnie zaplanować sukcesję i zabezpieczyć pozostałych członków rodziny. Fundator może precyzyjnie określić, w jakich sytuacjach będą oni mogli liczyć na wsparcie. Niestety błędy w ustawodawstwie spowodowały, że część inwestorów wykorzystała fundacje rodzinne do zbyt agresywnej optymalizacji podatkowej, która była niezgodna z intencjami ustawodawców, a doprowadziła do uszczerbku przychodów Państwa. To spowodowało, że właściwie od samego początku o fundacjach mówi się tyle samo złego, co dobrego. Dodatkowo części społeczeństwa bardzo nie podoba się pewien rodzaj uprzywilejowania podatkowego fundatorów i beneficjentów fundacji. Kolejne wątpliwości budzi fakt, że za rejestrację wszystkich fundacji rodzinnych w Polsce odpowiada jeden sąd, czyli Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim. Do niedawna dokumentacja była tam obsługiwana wyłącznie w formie papierowej, co doprowadziło do powstania ogromnych kolejek i wielomiesięcznego oczekiwania na załatwienie formalności. Jednocześnie wśród polityków regularnie powraca temat likwidacji „przywilejów dla najbogatszych”. W tej sytuacji wielu polskich inwestorów podważa sens przenoszenia swoich aktywów do fundacji rodzinnych. Obserwując od lat otoczenie polityczne, można mieć uzasadnione obawy o przyszłość tych podmiotów. Nowe regulacje mogą bowiem znacząco ograniczyć swobodę i zakres ich funkcjonowania, podważając tym samym sens całego projektu.

Lepiej opodatkować miliardy w Polsce niż patrzeć, jak odpływają

Niezależnie od tego, czy rozwiązanie będzie oparte na fundacjach rodzinnych, domach maklerskich, TFI czy nowych regulacjach umożliwiających powstawanie podmiotów typu family office, warto, aby Państwo miało odpowiednią propozycję dla najzamożniejszych Polaków.

Powinna ona umożliwiać efektywne zarządzanie majątkiem, również po śmierci spadkodawcy oraz skuteczne zaplanowanie sukcesji. Jednocześnie musi zachęcać właścicieli do pozostawiania jak największej części aktywów w kraju. W przeciwnym razie nadal będziemy obserwować „emigrację” znacznej części polskich majątków za granicę.

Tymczasem kapitał ten mógłby wspierać rozwój polskiej gospodarki, tworzyć miejsca pracy i generować wpływy podatkowe w naszym kraju. Nawet przy zastosowaniu preferencyjnych stawek lepiej uzyskiwać niższe wpływy podatkowe od miliardów złotych niż wysokie oprocentowanie od niczego.