Polacy błędnie łączą wysokie oprocentowanie lokat z ryzykiem utraty pieniędzy. Z badania platformy Raisin wynika, że 56,7 proc. badanych albo wierzy w taką zależność, albo nie potrafi jej jednoznacznie ocenić. Tylko 39,5 proc. ją odrzuca.

Jak zauważają eksperci, podobna zasada rzeczywiście funkcjonuje, ale w świecie inwestycji. Komisja Nadzoru Finansowego w opublikowanej w sierpniu kampanii „Inwestuj świadomie!” przypomina, że im wyższa możliwa stopa zwrotu z inwestycji, tym wyższe ryzyko. Specjaliści zwracają jednak uwagę, że przenoszenie tej samej zasady wprost na oprocentowanie gwarantowanych depozytów bankowych prowadzi do mylnych wniosków.

– Oszczędzający tracą realne pieniądze, ponieważ błędnie przenoszą reguły z rynku giełdowego na gwarantowane depozyty bankowe. Gdy konsument uzna, że lokata na 5 proc. jest „zbyt ryzykowna” i godzi się na 2 proc. w swoim głównym banku, wcale nie unika ryzyka – zwyczajnie bezpowrotnie rezygnuje z gwarantowanego zysku – mówi Michał Piątek, dyrektor generalny Raisin w Polsce.

Czytaj więcej

Niecałe 40 proc. Polaków bez trudności pokrywa podstawowe wydatki

Błędne oceny lokat

Okazuje się, że najczęściej w błędzie pozostają osoby w wieku 35-44 lat. Aż 41,2 proc. z nich uważa, że wyższe oprocentowanie lokaty to większe ryzyko strat. Dodatkowe 20,6 proc. nie potrafi jednoznacznie ocenić tej zależności.

Niewiele lepiej wypadają 25-34-latkowie. W tej grupie w zależność między oprocentowaniem a większym ryzykiem wierzy 39,9 proc. badanych. Po 45. roku życia ten wynik spada poniżej 24 proc.

Co ciekawe, gwarancje depozytów rzadko decydują o tym, gdzie trzymamy oszczędności. Wskazało je tylko 13,5 proc. Polaków. Znacznie częściej patrzymy na możliwy zysk. Jak pokazały wcześniej wyniki tego samego badania, wysokość oprocentowania wskazało 30,4 proc. badanych.

Zasady ochrony depozytów nie zależą od tego, ile bank płaci za lokatę. Bankowy Fundusz Gwarancyjny podaje, że środki deponenta są chronione w całości do równowartości 100 tys. euro. Limit obejmuje łącznie środki zgromadzone przez jedną osobę w danym banku, wraz z należnymi odsetkami.

Ten sam poziom ochrony obowiązuje w całej Unii Europejskiej, choć poszczególne banki mogą należeć do systemów gwarantowania depozytów w różnych krajach.

Czytaj więcej

Coraz więcej osób wpada w pułapkę BNPL, nie rozumiejąc jego zasad

Konkurencja

EBC wskazuje, że stawki oferowane klientom różnią się w zależności od rynku. Jednym z czynników jest poziom konkurencji między bankami.

– Wyższe oprocentowanie może być po prostu metodą na przyciągnięcie większej liczby depozytów. Znaczenie mają potrzeby finansowania banku, konkurencja na rynku czy ogólna sytuacja gospodarcza. Sama wysokość oprocentowania nie mówi więc, czy nasze pieniądze są bezpieczniejsze lub mniej bezpieczne. Bank oferujący 5 proc. nie staje się automatycznie bardziej ryzykowny od tego, który oferuje 3 proc. O ochronie zdeponowanych pieniędzy decyduje system gwarantowania depozytów – wyjaśnia Michał Piątek.

Te różnice dobrze widać w aktualnych ofertach banków. Oprocentowanie czołowych promocyjnych lokat przekracza 6 proc., a najlepszych ofert bez dodatkowych warunków oscyluje wokół 4 proc. Dzięki integracji europejskiej polscy oszczędzający nie są jednak ograniczeni wyłącznie do rynku krajowego – mogą bezpiecznie sięgać po atrakcyjniejsze odsetki w bankach z innych krajów UE, korzystając z dokładnie tego samego, jednolitego poziomu ochrony depozytów do 100 tys. euro.

Stopy bez zmian

Na razie jednak poziom oprocentowania lokat powinien się ustabilizować. Nie zanosi się bowiem na zmiany stóp procentowych NBP, a jeżeli już – na ich podwyżkę.

Inflacja CPI w Polsce wyniosła w sierpniu 3,4 proc. r/r, tyle samo co we wstępnym szacunku GUS i wobec 3 proc. w lipcu. – Sierpniowy odczyt mieści się w paśmie odchyleń od celu NBP, ale nie jest to wynik komfortowy dla RPP. Został częściowo obniżony przez program CPN działający na stacjach w drugiej połowie miesiąca, a od września tego efektu już nie ma. Jednocześnie ropa ponownie mocno drożeje, więc paliwa będą dalej podbijać inflację.

Pełne dane pokazują też, że problem nie dotyczy wyłącznie energii. Ceny usług rosną o 5,6 proc. r/r, więc krajowa presja cen nadal pozostaje wysoka. W takim otoczeniu nie ma przestrzeni do dalszych obniżek stóp procentowych. Nie spodziewamy się jednak podwyżek w tym roku, ponieważ obecny szok ma charakter zewnętrzny, a RPP nie ma wpływu na światowe ceny ropy. Naszym zdaniem stopa referencyjna pozostanie na poziomie 3,75 proc. do końca roku – komentował Andrzej Gwiżdż, analityk platformy inwestycyjnej Portu.