Dzisiaj regulatorzy, inwestorzy i klienci oczekują od przedsiębiorstw znacznie więcej. Chcą wiedzieć nie tylko, gdzie produkt został wyprodukowany, ale również w jakich warunkach powstał, kto uczestniczył w jego wytworzeniu oraz czy na którymkolwiek etapie łańcucha wartości nie doszło do naruszenia podstawowych praw człowieka lub praw pracowniczych.

Łańcuch dostaw przestał być niewidoczny

Przez dziesięciolecia globalizacja opierała się na prostym założeniu, tj. produkcję należy lokować tam, gdzie jest najbardziej efektywna kosztowo. W rezultacie powstały niezwykle złożone, wielopoziomowe łańcuchy dostaw obejmujące setki, a czasem tysiące dostawców rozsianych po całym świecie.

Jednocześnie tylko niewielka część przedsiębiorstw posiadała rzeczywistą wiedzę o tym, co dzieje się poza pierwszym poziomem dostawców. Wielu producentów znało swoich bezpośrednich partnerów handlowych, ale nie miało informacji o poddostawcach, źródłach surowców czy warunkach zatrudnienia w kolejnych ogniwach łańcucha. Model ten funkcjonował do momentu, gdy kwestie praw człowieka, pracy przymusowej czy pracy dzieci zaczęły mieć bezpośredni wpływ na handel międzynarodowy, decyzje inwestorów oraz zachowania konsumentów.

Europa zmienia sposób myślenia

Unia Europejska wyraźnie odchodzi od podejścia, w którym odpowiedzialność przedsiębiorstwa kończy się na jego własnej działalności. Nowe regulacje dotyczące należytej staranności oraz produktów powstałych z wykorzystaniem pracy przymusowej zmieniają punkt ciężkości z deklaracji na realne działania. Od przedsiębiorstw oczekuje się identyfikowania ryzyk, oceny dostawców, wdrażania działań naprawczych oraz dokumentowania prowadzonych procesów. Nie oznacza to, że firmy mają zagwarantować brak jakichkolwiek naruszeń w całym świecie. Oznacza natomiast obowiązek wykazania, że ryzyka są identyfikowane, analizowane i ograniczane w sposób systemowy. To zasadnicza różnica.

To nie tylko kwestia zgodności z przepisami

W wielu organizacjach nowe obowiązki są nadal postrzegane jako kolejny projekt compliance. Takie podejście może okazać się kosztownym błędem. Problemy w łańcuchu dostaw bardzo rzadko kończą się na naruszeniu przepisów. Znacznie częściej prowadzą do opóźnień produkcji, konieczności poszukiwania nowych dostawców, sporów kontraktowych czy utraty zaufania klientów.

Historia ostatnich lat pokazuje, że przedsiębiorstwa są równie silne, jak ich najsłabszy dostawca. Pandemia, wojna w Ukrainie, napięcia geopolityczne oraz ograniczenia w handlu międzynarodowym pokazały, jak szybko lokalny problem może przerodzić się w globalne zakłócenie działalności przedsiębiorstw.

Zarządy będą potrzebowały nowych danych

Jeszcze do niedawna raporty dotyczące zakupów koncentrowały się na kosztach, terminowości dostaw oraz jakości produktów, a to już nie wystarczy. Coraz częściej zarządy będą oczekiwały odpowiedzi na znacznie bardziej złożone pytania. Które regiony świata generują największe ryzyko związane z prawami człowieka? Ilu dostawców zostało objętych oceną ryzyka? Czy firma zna swoich dostawców drugiego i trzeciego poziomu? Jakie działania zostały podjęte wobec partnerów, u których zidentyfikowano nieprawidłowości?

Odpowiedzi na te pytania staną się równie ważne jak informacje finansowe czy operacyjne. To oznacza, że zarządzanie łańcuchem dostaw będzie coraz ściślej powiązane z zarządzaniem ryzykiem przedsiębiorstwa.

Czas wykorzystać na przygotowanie

Największym błędem byłoby czekanie na moment, w którym nowe obowiązki zaczną obowiązywać wszystkie przedsiębiorstwa. Budowanie przejrzystości łańcucha dostaw wymaga czasu. Konieczne jest zidentyfikowanie dostawców, uporządkowanie danych, opracowanie metod oceny ryzyka, przygotowanie procedur due diligence oraz rozwijanie współpracy z partnerami biznesowymi. W wielu organizacjach oznacza to również inwestycje w systemy cyfrowe oraz nowe kompetencje pracowników.

To proces, którego nie da się przeprowadzić w ciągu kilku miesięcy. Firmy, które rozpoczną przygotowania wcześniej, zyskają przewagę nie tylko pod względem zgodności z regulacjami, ale również efektywności operacyjnej. Lepsza znajomość własnego łańcucha dostaw oznacza szybsze reagowanie na kryzysy, większą odporność na zakłócenia oraz lepsze decyzje co do zakupów.

Odpowiedzialność staje się elementem konkurencyjności

Współczesny łańcuch dostaw nie jest już wyłącznie systemem przepływu towarów. Stał się źródłem informacji o przedsiębiorstwie, jego kulturze organizacyjnej i sposobie zarządzania. Coraz częściej to właśnie transparentność decyduje o możliwości pozyskania finansowania, zdobycia dużego kontraktu czy wejścia na nowy rynek. Dlatego pytanie nie brzmi już, czy przedsiębiorstwa powinny znać swój łańcuch dostaw.

Pytanie brzmi, czy będą potrafiły wykorzystać tę wiedzę jako źródło przewagi konkurencyjnej. Europa wysłała biznesowi jednoznaczny sygnał. Era niewidzialnych łańcuchów dostaw dobiegła końca. Przedsiębiorstwa, które potraktują ten sygnał wyłącznie jako kolejny obowiązek regulacyjny, będą działały reaktywnie. Te, które dostrzegą w nim impuls do zmiany sposobu zarządzania, zbudują organizacje bardziej odporne, bardziej wiarygodne i lepiej przygotowane na wyzwania globalnej gospodarki.