Zjawisko to ma charakter światowy. Kraje Europy południowej od lat zmagają się z narastającym niedoborem wody, a sytuacja w Hiszpanii ma się pogorszyć w najbliższych dekadach. Jeszcze dramatyczniej wygląda sytuacja w Iraku i Pakistanie, gdzie zasoby wody kurczą się w tempie zagrażającym bezpieczeństwu żywnościowemu. Świat traci rocznie setki miliardów metrów sześciennych słodkiej wody, a ponad 2 miliardy ludzi wciąż nie ma dostępu do bezpiecznie zarządzanej wody pitnej.
W tym kontekście coraz większego znaczenia nabiera potrzeba wyodrębnienia wody jako odrębnej kategorii inwestycyjnej. Woda nie powinna być traktowana wyłącznie jako jeden z wielu elementów szerokiej agendy środowiskowej. Powinna stać się samodzielnym obszarem strategicznego finansowania, obejmującym zarówno infrastrukturę wodociągową i kanalizacyjną, jak i ochronę zasobów wodnych, poprawę jakości wody, zwiększanie efektywności jej wykorzystania, przeciwdziałanie skutkom suszy, odporność infrastruktury na ekstremalne zjawiska pogodowe oraz zapewnienie dostępu do wody i sanitacji. W przypadku Stanów Zjednoczonych wskazano, że luka między potrzebami inwestycyjnymi w zakresie infrastruktury wody pitnej, a aktualnym poziomem finansowania wynosi 309 mld USD i może wzrosnąć do 620 mld USD do 2043 r. To pokazuje, że bez zaangażowania kapitału prywatnego realizacja niezbędnych inwestycji będzie bardzo trudna.
Jednym z kierunków działań w tym zakresie jest tzw. blue economy, czyli błękitna gospodarka, która obejmuje działania gospodarcze, inwestycyjne i społeczne związane z odpowiedzialnym wykorzystaniem zasobów wodnych oraz ochroną ekosystemów wodnych i morskich. W szerszym rozumieniu dotyczy nie tylko mórz i oceanów, ale również infrastruktury wodnej, oczyszczania ścieków, gospodarki wodociągowej, retencji, monitoringu środowiskowego, dostępu do bezpiecznej wody oraz odporności infrastruktury na skutki zmian klimatu.
Realizacja projektów „blue economy” odbywa się obecnie za pośrednictwem tzw. niebieskich obligacji. To instrumenty dłużne, z których pozyskane środki są przeznaczane wyłącznie na projekty związane z infrastrukturą wodną, zdrowiem oceanów, odpornością obszarów przybrzeżnych, jakością wody oraz dostępem do wody. Ich przewaga nad tradycyjnymi „zielonymi obligacjami” polega na tym, że nadają projektom wodnym osobną, wyraźnie zdefiniowaną kategorię. Dzięki temu inwestorzy wiedzą, że kapitał zostanie skierowany konkretnie na cele wodne, a nie na szeroko rozumiane projekty środowiskowe, wśród których dominują często inwestycje energetyczne, zaś woda jest jednym z pobocznych tematów.
Dotychczas globalna wartość emisji „niebieskich obligacji” wyniosła około 7,2 mld USD, co jest niewielką kwotą w porównaniu do całego segmentu „zielonych obligacji”, ale rynek ten dynamicznie rośnie od pierwszej emisji z 2018 r. Ostatnim przykładem działań w tym zakresie jest emisja walorów o wartości 500 mln USD przeprowadzona przez firmę Xylem. Zgodnie z założeniami pozyskane środki mają zostać przeznaczone na finansowanie i refinansowanie portfela związanego m.in. z poprawą efektywności wykorzystania wody, jej jakości i dostępności, a także z monitoringiem środowiskowym i przygotowaniem na sytuacje kryzysowe, takie jak powodzie czy susze.
Również ważnym akceleratorem zmian mogą być banki pełniące funkcję organizatorów emisji „obligacji błękitnych”, doradców strukturyzujących transakcje oraz dostawców finansowania pomostowego. Mogą również wspierać samorządy i przedsiębiorstwa wodociągowe w przygotowaniu projektów inwestycyjnych, ocenie ich efektywności oraz dostosowaniu do wymogów inwestorów. Natomiast ubezpieczyciele i fundusze emerytalne, jako długoterminowi inwestorzy, mogą obejmować obligacje finansujące stabilne projekty infrastrukturalne, które generują przewidywalne przepływy i jednocześnie realizują cele środowiskowe.
O tym, że woda staje się cenniejsza niż złoto, potwierdzają inwestycje Michaela Burry’ego. Dla większości inwestorów stał się on guru, gdy przewidział kryzys na rynku nieruchomości w 2008 r. Teraz Burry inwestuje w wodę. Kupuje żyzne, bogate w wodę grunty rolne, na których uprawia rośliny wymagające dużych ilości wody, po czym transportuje żywność do regionów dotkniętych jej niedoborem. Burry zaczął konsekwentnie lokować kapitał w tego rodzaju aktywa już na początku poprzedniej dekady, wskazując, że produktywne ziemie rolne z dostępem do wody na miejscu staną się w przyszłości niezwykle wartościowe. Jego fundusz Scion Asset Management traktuje wodę i grunty rolne jako aktywa o charakterze długoterminowym. Na koniec ubiegłego roku wartość aktywów tego funduszu szacowano na około 1,4 mld USD. Warto jednak podkreślić, że dane te nie obejmują inwestycji w grunty rolne i aktywa wodne, które nie podlegają obowiązkowi raportowania.
Dlatego podczas letniego odpoczynku nad słodką czy słoną wodą warto pomyśleć, że ten sam żywioł, który daje nam wytchnienie i beztroskę, jednocześnie gdzieś indziej wysycha, staje się przedmiotem sporów i coraz częściej wojen. Bo woda coraz bardziej staje się nie tylko zasobem naturalnym wymagającym ochrony, ale również strategicznym obszarem inwestycji, wokół którego można budować nową kategorię zrównoważonych instrumentów finansowych.