Od ostatniego mojego tekstu minął miesiąc i sytuacja na rynkach akcji w USA nadal pokazywała, że inwestorzy lekceważą to, co dzieje się w Iranie. Na rynku trwała hossa. O powodach poniżej, ale warto spojrzeć przez chwilę na to, co działo się na rynku ropy.

W połowie kwietnia (17.04.) cena baryłki ropy WTI spadła do 80 dolarów za baryłkę. Powodem było to, że prezydent USA Donald Trump wyraził nadzieję na szybkie rozwiązanie konfliktu, sugerując, że Iran zgodził się na kluczowe warunki, w tym ograniczenie ambicji nuklearnych i ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz. Trump ogłosił również 10-dniowe zawieszenie broni między Izraelem a Libanem. To ostatnie postrzegane było jako element szerszych działań na rzecz wsparcia dalszych negocjacji z Teheranem.

Co dalej się działo, to wszyscy wiemy. Iran nie otworzył cieśniny. W głównych mediach karierę robił akronim NACHO (Not A Chance Hormuz Opens), z którego wyzierała niewiara w możliwość otwarcia cieśniny. Mimo tego, prezydent Trump złożył Iranowi jednostronicową propozycję rozejmu. Prawdę mówiąc, spowodowałaby ona powrót do stanu sprzed wojny, a do tego sankcje na Iran zostałyby zniesione i odmrożone irańskie konta. Wydawałoby się, że to de facto oznaczałoby wygraną Iranu.

Skąd tak dobra propozycja? Po prostu Trump jest w bardzo trudnej sytuacji. Miał spotkać się w Chinach z Xi Jinpingiem, przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej, sojusznikiem Iranu. A konflikt uniemożliwia transport irańskiej ropy przez Cieśninę Ormuz. Ta ropa odpowiada za 7 proc. potrzeb energetycznych Chin.

To jednak nie wszystko. Może to jest nieco śmieszne, ale chyba nie dla Trumpa – 14 czerwca będzie obchodził 80. urodziny. Poza tym 11 czerwca rozpoczyna się mundial (USA–Meksyk–Kanada). Na dodatek 4 lipca są 250. urodziny USA. I na koniec ostatnie, ale nie najmniej ważne – na początku listopada Amerykanie wybiorą całą Izbę Reprezentantów i 1/3 Senatu.

Nastroje Amerykanów są coraz gorsze. Ponad 60 proc. nie popiera irańskiej awantury. Trump mówi, że nie obchodzą go nastroje Amerykanów, że ważne jest tylko to, żeby Iran nie miał broni atomowej. I tak wiadomo, że tej broni by nie zdobył, a dzięki wojnie Iran zobaczył, że Cieśnina Ormuz jest bardziej istotna niż bomba atomowa. Za to wypowiedź Trumpa, w której lekceważy to, co myśli elektorat może go drogo kosztować.

Wszyscy wiedzą to, o czym wyżej napisałem. Wiedzą to również Irańczycy. Wiedzą też to, co niedawno podał „The Washington Post”. Informował, że CIA twierdzi, iż Iran nie odczuje poważnej presji ekonomicznej z powodu blokady irańskich portów przez USA przez kolejne cztery miesiące. Poza tym globalne zapasy ropy naftowej są już bliskie najniższego poziomu od 2018 r., co zmniejsza bufor chroniący świat przed szokami podażowymi.

Nie można się więc było dziwić tym, że Iran zwlekał z odpowiedzią. Można było z góry założyć, że Irańczycy będą się starali uzyskać więcej niż oferują im USA. I rzeczywiście – odpowiedzieli po czterech dniach wyczekiwania całego świata (co już samo w sobie było upokorzeniem USA). Kilkunastostronicowa propozycja zawierała żądania, których USA nie mogły przyjąć. Trump powiedział nawet, że do końca jej nie przeczytał. Nic dziwnego, bo wieść gminna niesie, że nie lubi czytać długich dokumentów.

Tak więc w połowie maja nie posunęliśmy się ani o krok w kierunku otwarcia Ormuzu. Cena ropy WTI wróciła ponad 100 dolarów. Szybko zapomnieliśmy o minimum z połowy kwietnia. Poza tym inflacja CPI i PPI w USA zaskakiwały wysokością, a rentowności obligacji rosły. Rentowności 30-letnich obligacji przekroczyły 5 proc. i wróciły do poziomów z lata 2025 r.

Czy to doprowadziło do spadku indeksów na Wall Street? W żadnym wypadku. Indeksy prawie bez przerwy biły rekordy wszech czasów. Oprócz mechanizmu, który już opisywałem wielokrotnie doszły wyniki kwartalne spółek. Przypomnę, że ten mechanizm wygląda tak: złe informacje to małe spadki cen i indeksów, a każda dobra pogłoska rodzi euforię, bo „przecież wszyscy wiedzą, że ta wojna musi się szybko skończyć”. Tak uważa olbrzymia większość inwestorów mimo że mija już 11 tydzień wojny.

Były rzeczywiście bardzo dobre, ale zaskakujące było to, że w styczniu wydatki inwestycyjne „Wspaniałej Siódemki” doprowadzały do spadków cen akcji, a tym razem inwestorzy byli zachwyceni tym, że spółki z sektora AI wydadzą 700 miliardów dolarów. To poprowadziło do góry ceny akcji producentów półprzewodników, a to z kolei pomogło całemu rynkowi. I wszystko byłoby na dobrej drodze, ale według mnie tak nie jest.

Uważam, że na Wall Street zapanowało FOMO (Fear Of the Missing Out), czyli obawa o to, że pociąg odjeżdża, a my do niego nie wsiedliśmy. W ciągu jednego miesiąca indeks sektora producentów układów scalonych zyskał ponad 60 proc. Akcje Intela zyskały 170 proc., a AMD 100 proc., Samsunga 60 proc. To wszystko w ciągu nieco więcej niż 30 dni. To jest prawdziwa bańka spekulacyjna, która czeka na przebicie. Widziałem jednak w swoim życiu (ponad 33 lata z rynkami) wiele baniek i wiem, że mogą trwać długo. Dużo dłużej niż podpowiadałby rozsądek. Nie ma bowiem analityka, który przewidzi jak wysoko podczas hossy zagna ceny ludzka chciwość.

Niepokoi jeszcze jedna sprawa. Rekordy na Wall Street zachęcają Trumpa do decyzji niebezpiecznych dla całego świata. Na panikę na Wall Street prezydent reaguje zawsze zgodnie z akronimem TACO (Trump Always Chickens Out – Trump zawsze w końcu się wycofuje). Hossa na Wall Street daje mu carte blanche – będzie uważał, że może zrobić wszystko. Przed wyborami do Kongresu USA może to spowodować działania, które świat i rynki finansowe mogą drogo kosztować. Może się więc okazać, że czarne łabędzie już pływają w stawie Trumpa...