Kwietniowe dane potwierdzają wyraźne odbicie inflacji i powrót CPI w okolice górnego pasma odchyleń od celu NBP. Kluczowym driverem pozostają paliwa, które, rosnąc o blisko 60 proc. rdr, zaczynają szerzej przenikać do cen w całej gospodarce. Widać też klasyczny efekt „drugiej rundy” – drożeją usługi, energia i kategorie wrażliwe na koszty operacyjne. To sugeruje, że proces dezinflacji został zatrzymany, a kolejne miesiące mogą utrzymać CPI powyżej 3 proc.
Dla rynku oznacza to niżse prawdopodobieństwo szybkich obniżek stóp i potencjalnie większą presję na wyceny aktywów wrażliwych na koszt pieniądza. Biorąc pod uwagę, że hossa w dużej mierze ma charakter inflacyjny, a za wzrostem WIG20 stoją głównie banki, piątkowe dane nie muszą być negatywnym sygnałem dla akcyjnych byków. Indeks oscyluje wokół 3600 pkt., co oznacza, że do ATH z 2007 r. brakuje ok. 350 punktów. Zwyżka o około 10 proc. to nie zwykły marsz na północ, co raczej mozolna wspinaczka. Jak na razie atak szczytowy na czterotysięcznik postępuje powoli, ale wciąż we właściwym kierunku.
Druga linia nie przeszkadza, a mWIG40 pozostaje tuż pod rekordami hossy. Problemem jest jednak słabość maluchów oraz kondycja złotego. EUR/PLN nie potwierdza szczytów na WIG czy WIG20, a sWIG80 już czwarty miesiąc utrzymuje się poniżej ATH.
Teoretycznie nic złego się jeszcze nie dzieje – szczególnie patrząc na WIG30, który konsoliduje się nad lutowymi szczytami.