Reklama

Globalizacja po przejściach

Mniej kontenerów, więcej algorytmów – tak wygląda globalizacja po przejściach.

Publikacja: 28.01.2026 06:00

Janusz Jankowiak, Ex CEO Arvato Polska

Janusz Jankowiak, Ex CEO Arvato Polska

Foto: materiały prasowe

Marceli Hązła, doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu

Marceli Hązła, doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu

Foto: materiały prasowe

Od czasu zakończenia zimnej wojny globalizacja na trzy dekady stała się opowieścią, która łączyła świat biznesu, polityki i kultury w spójny – a przede wszystkim prosty i trafiający do wyobraźni decydentów politycznych oraz biznesmenów – obraz. Wydłużanie łańcuchów dostaw, międzynarodowa specjalizacja produkcji i ciągły wzrost wartości transnarodowych przepływów towarów i kapitału sprawiały, że geografia traciła na znaczeniu, a cały świat coraz bardziej przypominał wielki, zintegrowany rynek.

Wydarzenia trzeciej dekady XXI w. brutalnie zweryfikowały ten pogląd. Pandemia, wojny w Ukrainie i Strefie Gazy, kryzys energetyczny w Europie, rosnące napięcia wokół Tajwanu i sektora półprzewodników czy też chaos w polityce handlowej Stanów Zjednoczonych udowodniły, że globalizacja nie jest procesem liniowym ani nieuchronnym. Co więcej, po latach obiecywania wyższych marż przedsiębiorstwom, obecnie coraz częściej staje się raczej źródłem ryzyka, a tym samym kosztów. Nie oznacza to jednak końca globalizacji, a raczej zasadniczą zmianę formy jej dotychczasowej formuły.

Z perspektywy biznesu kluczowa różnica polega bowiem na tym, że globalizacja przestaje być opowieścią o masowym eksporcie dóbr, a coraz bardziej staje się grą o wartość dodaną, nowe technologie i dostęp do informacji. Trwałe przewagi konkurencyjne nie wynikają już więc z rosnącego wolumenu towarów przekraczających granice, a raczej z umiejętności przedsiębiorstw do wykorzystania nowej wiedzy, efektywnych algorytmów i innowacyjnych procesów.

Ten zwrot dobrze widać w danych. Udział korporacji transnarodowych w globalnym eksporcie dóbr i usług spada (z 86 proc. w 2000 r. do 83,3 proc. w 2023 r.), podczas gdy ich udział w wytwarzanej wartości dodanej rośnie (z 7,23 proc. w 2000 r. do 10,9 proc. w 2023 r.). Zapewne będzie to widać jeszcze wyraźniej po udostępnieniu przez UNCTAD danych za lata 2024-2025, jednak już teraz można stwierdzić, że globalizacja zmienia swoją formę z ilościowej, ekstensywnej na bardziej jakościową, intensywną.

Reklama
Reklama

Wyjątkowo wyraźnie przejawia się to na przykładzie doświadczeń firm działających w sektorze usługowym. Tam przewagę zyskują te podmioty, które potrafią zaprojektować i sprzedać najlepsze rozwiązanie danego problemu; systemy zarządzania procesami, automatyzację, analitykę danych czy optymalizację kosztów. W praktyce oznacza to, że zamiast wysyłać milion kartonów, bardziej opłaca się sprzedać jedno narzędzie, które pozwoli zapakować te kartony w szybszy i tańszy sposób niż u konkurencji.

Oczywiście technologia jest kluczowym katalizatorem wspomnianych zmian. Automatyzacja, systemy BI czy rozwiązania określane zbiorczo mianem sztucznej inteligencji nie wywracają jednak globalizacji do góry nogami, a raczej ją zagęszczają. Zmniejszają znaczenie pracy prostej, a zwiększają rolę kapitału, kompetencji i zdolności organizacyjnych, stając się swoistym akceleratorem dla biznesu. W tym sensie wpływ AI na działalność przedsiębiorstw jest więc raczej porównywalny do integracji Internetu w latach 2000 – nie jest to zaś żaden „technologiczny czarny łabędź”, który odmieni oblicze logiki biznesowej.

Równolegle jednak narasta presja polityczna na okiełznanie globalizacji. Społeczeństwa Zachodu coraz wyraźniej buntują się przeciwko modelowi rozwoju, który przyniósł tanie produkty, ale jednocześnie doprowadził do deindustrializacji całych regionów i erozji klasy średniej. Tym samym do łask wraca protekcjonizm – i to często w chaotycznej, a tym samym niepotrzebnie kosztownej formie, co można było zaobserwować na przestrzeni 2025 r. ze strony Stanów Zjednoczonych. Próby cofania globalizacji są jednak skazane na porażkę. Kapitał i technologia nie znoszą próżni, a świat nie cofnie się do epoki samowystarczalnych gospodarek narodowych – choć niewykluczone, że na znaczeniu będzie zyskiwać regionalna perspektywa, w ramach ściśle zintegrowanych i współpracujących ze sobą grup państw – jak Unia Europejska, ASEAN czy Mercosur.

W kontekście wspomnianych trendów Polska znajduje się w nieoczywistej sytuacji. Nie jesteśmy globalnym mocarstwem, ale też nie jesteśmy peryferyjną gospodarką pozbawioną znaczenia – na koniec 2025 r. nasz kraj trafił wszak do pierwszej dwudziestki, przekraczając symboliczną granicę biliona dolarów PKB. Naszą realną przewagą jest kapitał ludzki, zaplecze technologiczne oraz członkostwo w Unii Europejskiej. Przykładowo, sektor nowoczesnych usług biznesowych zatrudnia dziś w Polsce około pół miliona osób – czyli więcej niż całe górnictwo – a mimo to wciąż bywa marginalizowany w publicznej debacie o „strategicznych” gałęziach gospodarki.

Fragmentacja świata może zadziałać na naszą korzyść, jeśli zrozumiemy jej logikę. Polska nie musi być fabryką o niskich kosztach pracy ani krajem opartym na surowcach, których i tak mamy niewiele. Może natomiast pełnić rolę pośrednika, integratora i centrum kompetencyjnego – miejsca, w którym globalne procesy są projektowane, zarządzane i optymalizowane. Warunkiem jest jednak konsekwentne inwestowanie w edukację, naukę i nowe technologie oraz zaakceptowanie faktu, że przewagi przyszłości są niematerialne.

Felietony
Słowo roku na rynku kapitałowym
Felietony
Sukcesja po polsku
Felietony
Dekada delistingów – problem
Felietony
Granice decentralizacji w finansach
Felietony
Marcin Mazurek: Powell się stawia, a to wywraca stolik
Felietony
Dekada delistingów – przyczyna
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama