Dokument ten mnie nie w pełni zadowala, bo – jako inicjator – chciałem w nim zawrzeć bardziej ambitne tezy i propozycje rozwiązań, niemniej jest to zdecydowanie krok do przodu w identyfikacji problemów, jakie emitenci napotykają na rynku regulowanym. Wprawdzie oryginalne propozycje zostały mocno stępione i rozrzedzone dodaniem wielu innych wątków, niemniej i tak należy odebrać to jako sukces. Po raz pierwszy bowiem wskazujemy, że spółki giełdowe kreują wspólne dobro, za które nie otrzymują żadnej rekompensaty. I co mogłoby tą rekompensatą być.
Zastanówmy się na początek, z jakiego rodzaju problemami muszą się mierzyć emitenci. Poza stosowaniem wszystkich przepisów dotyczących „normalnych” spółek, muszą spełniać bardzo wiele dodatkowych wymogów, z których część nie ma zresztą żadnego uzasadnienia merytorycznego. Ponadto, w niektórych obszarach nałożenie na siebie tych dwóch nieprzystających do siebie porządków prawnych powoduje wiele bardzo poważnych komplikacji. Jednak największym wyzwaniem nie są koszty finansowe czy organizacyjne związane z koniecznością zapewnienia zgodności z regulacjami. Jest nim zapewnienie bardzo wysokiego poziomu otwartości informacyjnej, co utrudnia konkurowanie z nienotowanymi podmiotami.
Czym natomiast jest to wspólne dobro kreowane przez emitentów? Jest nim właśnie ta przejrzystość informacyjna, wymuszająca – poprzez kontrolę społeczną – stosowanie najwyższych standardów środowiskowych, społecznych czy pracowniczych. Spółka prywatna, prowadząc działalność w ciszy i spokoju, jest nieporównanie mniej narażona na pojawienie się w przestrzeni publicznej informacji, które mogą postawić ją w złym świetle. Ponadto, spółki giełdowe płacą wyższe podatki – nie tylko dlatego, że poziom przejrzystości uniemożliwia „schowanie” jakichś dochodów, ale także dlatego, że są jedynymi podmiotami zainteresowanymi wykazaniem jak największego zysku. Warto dodać, że tymi wysokimi standardami emitent „zaraża” swoich kontrahentów, przez co z jednej strony to dobro wspólne jest jeszcze większe, ale z drugiej – utrudnia to nawiązywanie relacji biznesowych, a więc także generowanie zysków.
Należy podkreślić, że to dobro wspólne staje się coraz cenniejsze dla społeczeństwa i gospodarki (i coraz droższe dla emitentów), gdyż wymogi dotyczące przejrzystości spółek giełdowych stają się coraz wyższe. Jednakże nagroda za wytwarzanie tego dobra stawała się w ostatnich dekadach coraz mniejsza i do dziś w zasadzie zanikła. Tą nagrodą były preferencyjne warunki dostępu do kapitału. Obecnie jednak mnogość i dostępność form finansowania powodują, że notowanie na giełdzie przestaje mieć znaczenie. Dowodem empirycznym jest fakt, że notowane spółki nie finansują swojego rozwoju poprzez emisje akcji. A zatem nie mają powodu, aby pozostawać na giełdzie i tłumnie ją opuszczają. W ciągu ostatniej dekady ubyło z rynku 16% emitentów netto.
Przeciwdziałanie temu zjawisku wymaga zmniejszenia luki informacyjnej pomiędzy emitentami a ich nienotowanymi konkurentami oraz stworzenia systemu rekompensat za wytwarzane dobro wspólne. Należałoby zatem zwiększyć poziom przejrzystości informacyjnej nienotowanych spółek i obniżyć ten poziom w przypadku emitentów, zwłaszcza w odniesieniu do podmiotów, które objęte są niektórymi wymogami bez uzasadnienia merytorycznego. Chodzi zwłaszcza o spółki, które wprawdzie są notowane, ale nie są handlowane, a zatem nie ma tam potencjału do wykorzystania informacji poufnej, więc moglibyśmy z wielu procedur zrezygnować bez obniżania poziomu bezpieczeństwa rynku.
Natomiast w kontekście rekompensat należałoby je wprost powiązać z kreowanym przez emitentów dobrem wspólnym. Jeśli przyczyniają się oni do podniesienia standardów i bezpieczeństwa obrotu gospodarczego w dużo większym stopniu niż spółki nienotowane, to do nich w pierwszej kolejności powinniśmy kierować strumienie pieniędzy publicznych. Ma to bardzo głębokie uzasadnienie merytoryczne – przecież zależy nam na wydawaniu tych pieniędzy w jak najbardziej przejrzysty sposób i z zachowaniem najwyższych standardów. A zatem w procedurach przetargów publicznych powinien być uwzględniony poziom przejrzystości wydatkowania otrzymanych środków. Przy czym warunkiem otrzymania dodatkowych punktów nie musiałby być fakt notowania, ale zobowiązanie właśnie do zachowania zasad przejrzystości, którym podlegają spółki giełdowe. Tworzyłoby to równe warunki gry i sprzyjałoby lepszemu wykorzystaniu środków publicznych.
Ciekawych pomysłów jest więcej, zachęcam do lektury tego bardzo krótkiego dokumentu (7 stron), bo może on być inspiracją do podjęcia działań również na poziomie krajowym. Przecież nie w każdym przypadku musimy czekać na impuls z zewnątrz, jeśli uznamy, że jakieś koncepcje mogą sprzyjać rozwojowi polskiego rynku kapitałowego.