Komentując konsensus prognoz ekonomistów zaprezentowany podczas Europejskiego Kongresu Finansowego, ocenił pan, że Polska pozostaje jednym z najsilniejszych przykładów konwergencji w Europie. Zwraca pan jednocześnie uwagę na prognozowane pewne spowolnienie tempa wzrostu pod koniec dekady - jako że sygnalizuje ono trudniejszą fazę konwergencji – lecz ocenia, że Polska wchodzi w nią z pozycji siły. Na czym opieramy tę siłę?
Polska zbudowała realny potencjał gospodarczy w ciągu ostatnich trzech dekad: zróżnicowaną bazę przemysłową, głęboką integrację z jednolitym rynkiem europejskim, silny kapitał ludzki, odporny rynek pracy, dobre wyniki w absorpcji inwestycji zagranicznych i funduszy UE. Odgrywa też coraz ważniejszą rolę w europejskim bezpieczeństwie i łańcuchach dostaw.
Wyzwaniem jest to, że dawne silniki konwergencji tracą na mocy. Konkurencyjne koszty pracy, korzyści z akcesji do UE i podstawowe nadrabianie zaległości instytucjonalnych nie zapewnią kolejnego etapu samoistnie. Polska musi teraz przekuć siłę w produktywność, innowacje, bezpieczeństwo energetyczne, inwestycje prywatne i wiarygodność fiskalną.
W kategoriach geopolitycznych, Polska jest według pana ważniejsza niż kiedykolwiek, zwłaszcza jako lider reform strukturalnych w Unii Europejskiej. Na czym dokładnie polegałaby ta rola lidera i w jakich obszarach Polska ma dziś najsilniejszy mandat, by dyktować warunki reform w Brukseli?
Europejskie przywództwo Polski nie powinno oznaczać „dyktowania” warunków w Brukseli, ale kształtowanie programu z pozycji wiarygodności. Polska ma silny mandat, ponieważ jest jedną z najbardziej udanych historii konwergencji w Europie, leży w kluczowym miejscu z punktu widzenia bezpieczeństwa UE, wydaje dużo na obronność, ma silną bazę przemysłową i rozumie strategiczne znaczenie Ukrainy oraz Europy Wschodniej.
Obszary, w których Polska może przewodzić, są jasne: integracja obronna, odbudowa Ukrainy, bezpieczeństwo energetyczne, infrastruktura transgraniczna, pogłębianie jednolitego rynku, rozwój rynku kapitałowego oraz bardziej praktyczna europejska strategia przemysłowa. Europa potrzebuje reformy strukturalnej, aby pozostać niezależnym i bogatym regionem, a Polska ma wyjątkowo dobrą pozycję, by argumentować, że nie jest to abstrakcyjny program Brukseli. To program bezpieczeństwa, wzrostu i konkurencyjności.
Czytaj więcej
NBP lekko podniósł prognozy inflacji na najbliższe dwa lata względem marcowej projekcji, ale generalnie wydźwięk lipcowego dokumentu jest optymisty...
Zadłużenie przedsiębiorstw niefinansowych w relacji do PKB jest w Polsce niemal najniższe w UE. Czy niski popyt na kredyt inwestycyjny przedsiębiorstw jest jednym z czynników ryzyka dla tempa wzrostu naszej gospodarki w dłuższym horyzoncie? Czy fakt, że to raczej polski sektor publiczny inwestuje, podczas gdy sektor prywatny charakteryzuje się wysoką skłonnością do oszczędzania, stwarza ryzyko dla tempa dalszego wzrostu gospodarczego?
Niski poziom zadłużenia przedsiębiorstw jest zarówno oznaką ostrożności, jak i objawem niedoinwestowania. Oznacza to, że Polska nie wchodzi w tę fazę z osłabionym bilansem sektora przedsiębiorstw, co jest pozytywne. Sugeruje to jednak również, że zbyt wiele firm pozostaje ostrożnych, zbyt małych lub niedostatecznie powiązanych z finansowaniem długoterminowym.
Inwestycje publiczne mogą być bardzo użyteczne, jeśli budują infrastrukturę, potencjał energetyczny, zdolności obronne i rozwiązania cyfrowe, które przyciągają kapitał prywatny. Stają się zaś ryzykiem, jeśli państwo staje się trwałym substytutem prywatnego podejmowania ryzyka, finansowanym przez deficyty, które podnoszą koszty zapożyczania się i niepewność polityczną. Kluczem jest wykorzystanie inwestycji publicznych jako platformy dla inwestycji prywatnych, a nie jako ich zastępstwa.
Wyzwaniem może być koszt długu, tymczasem prognozuje pan, że wyższe globalne stopy procentowe zostaną z nami na dłużej. Na jakich badaniach opiera się to przekonanie i co oznacza ono z punktu widzenia zdolności Polski do finansowania tak kosztownych projektów, jak transformacja energetyczna czy tarcza obronna?
Mój pogląd, że globalne stopy procentowe pozostaną wyższe niż w świecie sprzed pandemii, wynika z szerszego programu badawczego IIF dotyczącego stóp długoterminowych, presji fiskalnej i konkurencji o zasoby realne. Światowa gospodarka jest obecnie stawiana przed koniecznością jednoczesnego finansowania obronności, transformacji energetycznej, infrastruktury AI, odporności łańcuchów dostaw, skutków starzenia się społeczeństw oraz rosnącego długu publicznego. Wskazuje to na środowisko wyższej stopy neutralnej oraz wyższe premie za terminowość niż w latach nadmiarowych oszczędności i bardzo niskiej inflacji.
Dla Polski nie oznacza to, że duże projekty nie mogą zostać sfinansowane. Oznacza to jednak, że znacznie większe znaczenie zyskują etapowanie, wiarygodność oraz podział ryzyka. Transformacja energetyczna i inwestycje obronne wymagają funduszy unijnych, krajowej dyscypliny fiskalnej, kapitału prywatnego oraz jasnych harmonogramów projektowych. Sam wzrost gospodarczy nie wystarczy: inwestorzy będą oczekiwać również wiarygodnej, średnioterminowej kotwicy fiskalnej.
Czytaj więcej
Rząd powinien podjąć bardziej zdecydowane działania po stronie wydatkowej, w celu redukcji ponad 7-procentowego deficytu fiskalnego – uważają niema...
Transformacja energetyczna to krytyczne wyzwanie, szczególnie biorąc pod uwagę niezwykle wysoki popyt na energię napędzany przez nowe technologie: boom na centra danych i AI. Czy Polska ma szanse stać się magnesem dla tych sektorów, czy też grozi nam przegrana w tym cyfrowym wyścigu już na starcie z powodu wysokich kosztów energii?
Polska może konkurować o centra danych i inwestycje związane z AI, ale tylko wtedy, gdy polityka energetyczna będzie traktowana jako polityka przemysłowa. Centra danych nie wybierają lokalizacji wyłącznie na podstawie poziomu kosztów pracy czy położenia geograficznego. Potrzebują niezawodnej energii, dostępu do sieci, przewidywalnych regulacji, konkurencyjnych cen i w coraz większym stopniu niskoemisyjnej elektryczności.
Polska ma atuty: skalę, położenie, talent, integrację z UE i kluczowe znaczenie dla europejskiego bezpieczeństwa. Jednak wysokie i zmienne koszty energii mogą być poważną przeszkodą. Wyścig wygrają kraje, które będą w stanie wystarczająco szybko dostarczyć stabilną, czystszą i niezawodną energię. Dlatego kluczem do cyfrowej konkurencyjności Polski będą inwestycje w sieci przesyłowe, sprawniejsze procedury wydawania pozwoleń, magazyny energii, czystsze źródła wytwarzania oraz stabilność przepisów.
Mówił pan też, że Polska musi skupić się na inwestycjach w produktywność. To zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że rynek pracy staje się coraz ciaśniejszy ze względów demograficznych. Czego konkretnie tu potrzeba?
Polska będzie potrzebować silniejszych umiejętności, lepszej dyfuzji technologii, bardziej innowacyjnych firm i głębszego krajowego rynku kapitałowego.
Gdzie leży główna bariera?
Barierą dla dyfuzji technologii jest nie tylko brak technologii, ale zdolność firm do jej absorpcji. Polska ma wiele małych i średnich przedsiębiorstw, a mniejszym firmom często brakuje potencjału zarządczego, kapitału ryzyka, umiejętności cyfrowych i skali potrzebnej do inwestowania w wartości niematerialne i prawne.
Czy rynek kapitałowy mógłby skutecznie wspierać te procesy?
Głębszy rynek kapitałowy pomaga, ponieważ innowacje nie zawsze są dobrze finansowane przez tradycyjne kredyty bankowe. Nowe technologie wymagają kapitału własnego, venture capital, kapitału cierpliwego i rynków, które pozwalają udanym firmom na skalowanie. System bankowy pozostanie ważny, ale Polska potrzebuje silniejszego pomostu między krajowymi oszczędnościami a produktywnym podejmowaniem ryzyka.
Skoro mowa o bankach: papiery wartościowe skarbu państwa odgrywają dużą rolę w ich bilansach. Niektórzy polscy ekonomiści ostrzegają przed tzw. pętlą sprzężenia zwrotnego – sytuacją, w której kryzys występuje w finansach publicznych. Automatycznie „zainfekowałoby” to sektor bankowy, co z kolei mogłoby jeszcze bardziej pogorszyć sytuację budżetu państwa. Jak realne jest to zagrożenie?
Pętla sprzężenia zwrotnego między długiem państwa a bankami to realne ryzyko, choć w przypadku Polski nie nazwałbym tego bezpośrednim zagrożeniem. Zagrożenie pojawia się w momencie, gdy rynki zaczynają wątpić w stabilność finansów publicznych. W takiej sytuacji ceny obligacji skarbowych mogą spadać, banki posiadające duże ilości tych papierów wartościowych mogą odnotować straty w wycenach, dostęp do kredytu spada, a samo państwo zaczyna wyglądać na jeszcze słabsze.
Polski system bankowy wciąż jest jednak filarem odporności, a gospodarka rośnie, więc to nie jest historia o kryzysie. To raczej przestroga, jak silnie polityka fiskalna powiązana jest ze stabilnością finansową. Wiarygodna kotwica fiskalna to nie tylko sprawa samego budżetu – to również narzędzie stabilności.