Koniec miesiąca na warszawskim parkiecie, podobnie jak cały październik, należał do niedźwiedzi.
Nasz rynek wciąż pozostaje relatywnie słaby. I to nie tylko wobec zagranicznych tuzów, jak S&P 500, Nasdaq Composite czy DAX, ale także wobec indeksów regionu, jak węgierski BUX czy czeski PX. Kapitał nas omija, w co wpisuje się także słabość złotego.
Dolar powyżej 4 zł, euro powyżej 4,35 zł, a frank powyżej 4,62 zł. Debiut Żabki nie okazał się punktem zwrotnym, lecz bardziej – przynajmniej na ten moment – wpisał się w kiepskie nastroje. Do tego doszło zawieszenie oferty TTMS, co też potwierdza owe nastroje. Nie pomogła również nowelizacja budżetu na 2024 r. Nie da się też nie zauważyć, że co tydzień mamy innego kandydata do tytułu rynkowego ciężaru, od Pepco, przez Cyfrowy Polsat i Kęty, aż po Budimex. Ponad 5-proc. dzienne straty na akcjach wybranych blue chipów stały się ostatnio niebezpieczną normą.
Nie da się jednak ukryć, że największą wagę mają czynniki zagraniczne. Mowa o efekcie „Trump trade”, który zazielenił rynki zagraniczne, a nasz zaczerwienił. Wygrana republikanina to bowiem geopolityczna niepewność dotycząca Ukrainy.
Redukcja pozycji w związku z takimi obawami wydaje się więc całkowicie uzasadniona. Pytanie oczywiście, gdzie jest jej limit i czy wyniki wyborów mogą być faktycznym punktem zwrotnym?
Jest to o tyle istotne, że słaby październik sprowadził rodzime indeksy do ważnych wsparć. WIG20 przebił barierę 2260 pkt i zbliżył się do sierpniowego minimum na odległość zaledwie 12 pkt.
Niewiele zatem brakuje, by pogłębić dołek korekty i niebezpiecznie zmniejszyć dystans do progu 20-proc. straty od szczytu (drugi warunek bessy). Indeks mWIG40 przełamał w minionym tygodniu 6000 pkt, a sWIG80 zawrócił spod średnich z 50 i 200 sesji. Wypadkową tych zmian jest spadek WIG w październiku o ponad 4 proc. Nie sprawdziły się zatem statystyki historyczne, zgodnie z którymi indeks ten średnio zyskuje w dziesiątym miesiącu roku 1,9 proc. Generalnie ten rok łamie historyczne analogie, czego najlepszym dowodem jest fakt, że najlepszy historycznie miesiąc dla WIG, czyli lipiec, przyniósł spadek indeksu o 4,8 proc. i na ten moment jest to najgorszy miesiąc 2024 r. W tym kontekście statystyki listopadowe nie wyglądają źle. Średnio WIG zyskuje 0,9 proc., co plasuje go w gronie słabszych miesięcy. Jeśli z szeregu danych pominąć wartości skrajne, to średnia spada do zaledwie 0,55 proc. Być może więc listopad przyniesie kontrariański zwrot. Od 20 maja indeks szerokiego rynku znajduje się w układzie korekty.
To najdłuższe i najbardziej dotkliwe schłodzenie w trwającej dwa lata hossie. Jeśli ma pozostać schłodzeniem, to ów zwrot powinien dokonać się dość szybko. Średnia z 50 sesji zaczęła bowiem niepokojąco oddalać się w dół od 200-sesyjnej.
Zajrzyj na kanał autora: youtube.com/@finsite