Konsolidacja rozdrobnionej branży deweloperów mieszkaniowych to temat powracający jak bumerang i chociaż w ostatnich latach nie brakowało głośnych transakcji oraz wzrosło zainteresowanie modelem joint venture, to trudno mówić o wyraźnym przyspieszeniu trendu. Według raportu, który „Parkiet” poznał przedpremierowo, autorstwa JLL (analiza rynku) i Crido (aspekty podatkowe), okoliczności zaczynają się zmieniać, a katalizatorem zmian staje się demografia.
Wiele spółek bez planu sukcesji
Jak czytamy w raporcie, wielu założycieli firm deweloperskich, którzy zaczęli działalność na przełomie wieków, zbliża się do wieku emerytalnego, często bez jasno określonego planu wewnętrznej sukcesji w spółce.
Analitycy JLL wzięli pod lupę 200 firm deweloperskich. Po odliczeniu 44 spółek z kapitałem zagranicznym i polskim instytucjonalnym oraz 52 z kapitałem polskim, gdzie sukcesja wydaje się zapewniona, zostaje 30 podmiotów, w których właściciele są przed pięćdziesiątką, 48 z właścicielami w wieku 50-60 lat i 26, gdzie właściciele mają już ponad 60 lat. Wartość projektów deweloperskich realizowanych przez te trzy kluczowe grupy to łącznie 26 mld zł (podczas gdy dla całej grupy 200 spółek to 90 mld zł). Co ciekawe, 2/3 wartości projektów w sprzedaży w grupie firm „60+” skoncentrowane jest we Wrocławiu, Warszawie i Krakowie.
Jak zaznaczają eksperci JLL, w skali całej gospodarki 2/3 rodzinnych firm zarządzanych jest wciąż przez założycieli i chociaż 85 proc. z nich chciałoby przekazać firmę kolejnemu pokoleniu, to tylko 15 proc. sukcesorów jest tym zainteresowanych. W branży deweloperskiej najgłośniejszym chyba tego przykładem był Archicom, zbudowany przez małżeństwo Śródków. W ciągu trzech dekad z gracza wrocławskiego spółka stała się deweloperem ogólnopolskim, notowanym na warszawskiej giełdzie. Dzieci założycieli nie były zainteresowane przejęciem sterów. Markę i główną, wrocławską część biznesu kupiło więc Echo Investment, reszta działalności pozostała w spółce art.Locum i w rękach Śródków.
Większość z wytypowanych przez JLL spółek „do wzięcia” to deweloperzy o umiarkowanej skali, z wartością projektów w sprzedaży do 400 mln zł. Zdaniem ekspertów, chętnych na te aktywa nie powinno zabraknąć, bo fundamenty rynku mieszkaniowego w Polsce są mocne. Przejęcie to sposób na zwiększenie skali działalności. W obliczu rosnących cen i ograniczonej dostępności atrakcyjnych działek w największych miastach i zaciętej konkurencji o parcele, bank ziemi staje się najcenniejszym aktywem dewelopera.