W ciągu 11 miesięcy 2019 r. produkcja budowlano-montażowa w Polsce wzrosła o 2,8 proc. rok do roku, podczas gdy w analogicznym okresie 2018 r. notowany był niemal 20-proc wzrost. W październiku i listopadzie ub.r. rynek się kurczył – wyniki okazały się najsłabsze od lutego 2017 r.
Co czeka branżę w 2020 r.?
Z wysokiego C
– Perspektywy dla budownictwa w tym roku są zdecydowanie bardziej optymistyczne w porównaniu z trudnymi latami 2018–2019 – ocenia dr Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – Branża najpierw znalazła się na krawędzi załamania na skutek kumulacji prac we wszystkich segmentach rynku oraz gwałtownych zwyżek cen surowców, materiałów i robocizny, a w ostatnich kwartałach doczekała się względnej stabilizacji z powodu umiarkowanego spadku liczby realizowanych inwestycji – dodaje.
Profil działalności firm jest jednak na tyle zróżnicowany, że nie wszyscy będą odczuwać poprawę, część może borykać się z umiarkowanym pogorszeniem.
– W mojej ocenie na wyhamowaniu dynamiki krajowej produkcji budowlano-montażowej najbardziej stracą małe i średnie firmy. Do tej pory odnotowywały rekordowe wyniki, które zdecydowanie przewyższały rezultaty osiągane przez duże przedsiębiorstwa. Teraz powinny się jednak przygotować na rosnącą konkurencję o nowe zlecenia podwykonawcze, co może doprowadzić do nieznacznego spadku ich rentowności – dodaje.
Zdaniem eksperta zdecydowanie najlepszymi wynikami finansowymi będą się mogli szczycić generalni wykonawcy z mocno zdywersyfikowanymi portfelami zamówień, pochodzącymi głównie od inwestorów prywatnych z rynku budownictwa kubaturowego.
– Coraz lepsze, ale wciąż dalekie od ideału, wyniki będą odnotowywały firmy z rynku infrastruktury drogowej. Spółki powoli finalizują feralne pod względem rentowności kontrakty z lat 2015–2017, a nowe umowy, pozyskane w ostatnich miesiącach, powinny przynieść już lepsze marże – mówi Kaźmierczak. Te nowe zlecenia będą wchodzić w fazę realizacji w II półroczu, dlatego na przełomie 2020 i 2021 r. ekspert spodziewa się kolejnej kumulacji prac. Może się to przyczynić do dalszych zwyżek cen materiałów i wykonawstwa w niektórych regionach kraju.
Ze stosunkowo dobrej rentowności kontraktów powinny się cieszyć firmy z mniej konkurencyjnego rynku infrastruktury kolejowej. Coraz lepsze marże może wypracowywać także część firm działających w bardzo trudnym segmencie energetycznym.
– Jednocześnie wykonawcy muszą radzić sobie z dużym spadkiem inwestycji w samorządach, których nie najlepsza sytuacja budżetowa nie daje podstaw do prognozowania poprawy sytuacji w kolejnych kwartałach – mówi Kaźmierczak.
Bartłomiej Sosna, ekspert rynku budowlanego firmy analitycznej Spectis, spodziewa się, że 2020 r. przyniesie kontynuację obserwowanego w ostatnich miesiącach spowolnienia, stopniowego schodzenia z górki inwestycyjnej.
– Dynamika rynku budowlanego nieuchronnie będzie się więc zbliżać do zera. Spowolnienia nie należy jednak traktować jako gwałtownej korekty, ale bardziej jako stabilizację na rekordowo wysokim poziomie – zastrzega.
Zdaniem analityka, jeśli spojrzeć na bieżące wskaźniki wyprzedzające, należy oczekiwać, że spowolnienie aktywności inwestycyjnej będzie szybciej odczuwane w budownictwie niemieszkaniowym i inżynieryjnym (zwłaszcza w samorządach). Mieszkaniówka pozostaje silna, notując kolejne rekordy liczby wydanych pozwoleń na budowę i startów inwestycji. Przełoży się to na wysokie przeroby na budowach w 2020 r. Sosna oczekuje również, że ten rok przyniesie stabilizację rentowności spółek w efekcie malejącej presji cenowej na rynku. Już w zeszłym roku widać było poprawę sytuacji i pierwsze spadki cen wybranych materiałów (stal, asfalt, materiały termoizolacje). – Mniejsza liczba znaczących inwestycji przełoży się także na spadek niedoboru pracowników, a tym samym na mniejszą presję na płace – podsumowuje Sosna.
Samorządy pod presją
Jak perspektywy w 2020 r. oceniają najwięksi gracze?
Zdaniem Dariusza Blochera, prezesa Budimeksu, kluczem dla rynku budowlanego będzie stymulowanie rozwoju przez sektor publiczny i prywatny.
– Tempo wzrostu w budownictwie było już w 2019 r., zgodnie z naszymi prognozami, jednocyfrowe. Trend utrzyma się w tym roku – uważa. – Ważna jest dobra dynamika przetargów prowadzonych przez największych inwestorów publicznych w infrastrukturze, czyli PKP PLK i GDDKiA oraz w samorządach. Obecne sygnały ze strony samorządów są na razie mniej optymistyczne niż partnerów publicznych – dodaje. Menedżer podkreśla, że zbliżamy się do schyłku obecnej perspektywy unijnej, jeśli chodzi o kontraktowanie inwestycji drogowych i kolejowych. Od decydentów zależy, czy będziemy mieć do czynienia z intensywnym, stymulującym rynek finiszem w zakresie przetargów, czy opóźnieniami.
– Niedobory kadrowe będą niższe niż rok czy dwa lata temu. Wyzwaniem jest bardzo niska rentowność dużych firm budowlanych, rzędu 1 proc. Wszystkie te czynniki będą oddziaływać na wzrost cen w budownictwie, ale w bardziej umiarkowanym stopniu niż w ostatnich dwóch latach. Duży wpływ na ceny będą miały jak zawsze aspekty makroekonomiczne: presja płacowa, ceny ropy na rynkach światowych, poziom bezrobocia i migracji nowych pracowników do Polski – podsumowuje Blocher.
Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabagu, przypomina o problemie waloryzacji kontraktów infrastrukturalnych, która powinna obejmować nie tylko podwyżki bezpośrednich kosztów wykonawców, ale i koszty kontrahentów wynikające np. z podwyżek cen prądu czy płacy minimalnej. Menedżer ocenia, że istnieją fundamentalne podstawy do oczekiwania dalszego wzrostu kosztów w 2020 r., na co będą mieć wpływ m.in.: kumulacja inwestycji, wzrost płac, cen energii, ograniczona baza firm podwykonawczych. Skala podwyżek powinna być jednak mniejsza niż w latach 2017–2018. Strabag z niepokojem obserwuje sytuację samorządów, które muszą wydawać coraz więcej na utrzymanie infrastruktury i przestrzegają, że spadać będą nakłady na inwestycje.
Michal Jurka, prezes Skanska Central Europe, zaznacza, że wyhamowanie koniunktury nie jest jeszcze podstawą do wyciągania konkretnych wniosków: bazą jest wciąż boom inwestycyjny, lekkie spowolnienie jest więc czymś naturalnym. – Dla firm kluczowy będzie dobór rentownych projektów, zapewniających wymierny zysk, nie zaś skupianie się na skali prowadzonego biznesu – mówi Jurka.