REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Astrologia finansowa, czyli czytanie trendów z gwiazd

Na wielu rynkach bardzo wyraźny wzrost stóp zwrotu można zaobserwować w kresach tuż przed i po przełomie miesięcy księżycowych – zdanie to nie jest wyimkiem z okultystycznego czasopisma, tylko konkluzją 14 starszych analityków giełdowych renomowanego australijskiego banku inwestycyjnego Macquarie Securities
Foto: Archiwum

Opublikowany pod koniec 2009 r. raport tej firmy, podobnie jak publikacja azjatyckiego domu maklerskiego CLSA o analogicznym wydźwięku, wciąż jeszcze traktowane są w kategorii ciekawostek. Sugerują jednak, że tzw. finansowa astrologia powoli wdziera się do głównego nurtu rynkowej prognostyki.

Także w Polsce jej popularność wyraźnie wzrasta. Liczba subskrybentów płatnego serwisu internetowego Astrobiznes w ciągu roku się podwoiła – wskazuje jego założyciel Wojciech Suchomski. Jego wcześniejszy projekt, bezpłatny blog o tej samej nazwie, odwiedzało codziennie nawet 2 tys. osób. Z Suchomskim konkuruje witryna Astro Elliott Surfing, prowadzona przez Pawła Męcińskiego.

[srodtytul]Bogate instrumentarium astrologa[/srodtytul]

– Ten efekt nie dotyczy tylko rynków azjatyckich, lecz występuje na całym świecie – zastrzegli eksperci Macquarie, uprzedzając zarzuty, że wiarę w ich wnioski mogą dać wyłącznie Azjaci, gdzie teoria inwestowania na podstawie obserwacji firmamentu tradycyjnie cieszy się największą popularnością. Swoją konkluzję oparli na analizie zmian 32 indeksów giełdowych na przestrzeni dwóch dekad. –Nawszystkich rynkach, którym się przyjrzeliśmy, średnie stopy zwrotu były ponadprzeciętne w okolicy nowiu, a na wielu z nich średnie stopy zwrotu w pozostałych okresach były ujemne lub bliskie zera – podkreślili. Śledzenie faz Księżyca to jednak tylko jedno – najmniej kontrowersyjne – spośród narzędzi astrologii finansowej.

Stosujący tę technikę analitycy, z których najbardziej znani to Amerykanie Raymond Merriman, Patrick Mikula i Bill Meridian, koncentrują się przede wszystkim na wzajemnych położeniach planet oraz Słońca, nazywanych aspektami, a także na cyklach planetarnych. Dla wielu z nich znaczenie ma również to, w której z 12 równych części ekliptyki, czyli w którym znaku zodiaku, znajdują się poszczególne planety. Jak twierdzą, konfiguracje te można powiązać z obserwowanymi w gospodarce i na giełdach zjawiskami. I tak, zdaniem adeptów astrologii finansowej, bliższe Ziemi ciała niebieskie odpowiadają za krótkoterminowy klimat na rynkach, dalsze zaś za długoterminowy. Przy tym poszczególnym planetom i znakom zodiaku przypisuje się korelację z odmiennymi aktywami, a nawet sektorami. – Większość rynków posiada przynajmniej jedną kombinację planet, która zwykle zbiega się ze zmianą trendu.

Na rynku złota jest to koniunkcja (jeden z pięciu głównych aspektów, w którym odległość kątowa między ciałami niebieskimi względem Ziemi równa się 0 stopni) Słońca i Merkurego – twierdzi Meridian, autor książki „Planetary stock trading”. Ogólniejsze prawidła formułuje Henry Weingarten, założyciel wykorzystującego techniki astrologiczne funduszu inwestycyjnego Astrologers Fund. Jak wskazuje, układy z Jowiszem na ważnej pozycji sprzyjają tendencji wzrostowej na rynkach, a konfiguracje z Saturnem tendencji spadkowej. Trend boczny oraz niepewność sygnalizuje jakoby Neptun. Inna szkoła astrologów finansowych posługuje się również horoskopami dla poszczególnych spółek, indeksów i rynków. W tym celu porównują układ ciał niebieskich w dniu ich debiutu lub powstania z obecną konfiguracją na nieboskłonie.

[srodtytul]Krytyka ostra, lecz nie zawsze uzasadniona[/srodtytul]

Sugestia, że koniunktura na giełdzie jest skorelowana z cyklami Księżyca, nie jest tak kontrowersyjna, jak mogłoby się wydawać graczom nawykłym do bardziej „przyziemnych” technik inwestycyjnych.

Naukowcy nie wykluczają, że siły grawitacyjne ziemskiego satelity, które odpowiadają przecież za szereg zjawisk fizycznych, takich jak pływy morskie, mogą oddziaływać także na organizm człowieka, w tym na jego nastrój. „Księżycowa teoria” inwestowania może się więc wpisywać w powszechne przekonanie, że rynkami rządzą emocje. Jednak oddziaływanie na Ziemię planet jest bardziej dyskusyjne, co stanowi jedną z najczęstszych obiekcji wobec prawomocności astrologii finansowej. Wątpliwości pogłębia ogromna liczba możliwych do wyróżnienia układów ciał niebieskich, niekiedy czysto hipotetycznych. Wydaje się więc, że pośród nich zawsze da się dobrać taki, który wujęciu historycznym wykazywał korelację z danym giełdowym indeksem, co jednak może być nic nieznaczącą koincydencją.

Zwolennikom astrologii finansowej nietrudno ten zarzut odeprzeć. Jak wskazują, analiza cykli planetarnych ma czysto empiryczny charakter, a dostrzeganie synchroniczności pewnych zjawisk astrologicznych i giełdowych nie wymaga założenia przyczynowo-skutkowej relacji między nimi. – Nie jestem astrofizykiem, więc nie mówię o relacjach przyczynowych między cyklami planetarnymi a tym, co się dzieje na Ziemi. Stwier- dzam jedynie korelację – argumentuje Suchomski. –Po prostu porównałem krótko- i długookresowe cykle giełdowe z cyklami planet i okazało się, że często się one pokrywają. Pewne aspekty planet z przeszłości można powiązać z górkami i dołkami na rynku – dodaje, porównując cykle planetarne do zegara wybijającego określone godziny zwrotów na giełdzie.

Suchomski wytyka też tradycyjnym analitykom hipokryzję. – Oni także dostrzegają sezonowość na giełdzie. Mówią np., że akcje generalnie tanieją we wrześniu, a w grudniu i styczniu drożeją. W języku astrologii można by powiedzieć, że kiedy Słońce jest w znaku Panny i Wagi, to giełda spada, a kiedy jest w znaku Koziorożca, to rośnie. Ale żaden analityk nie użyje tych zakazanych słów – mówi. Ten argument łatwo podważyć, takie bowiem zjawiska jak rajd św. Mikołaja i efekt stycznia mają ekonomiczne uzasadnienie. Trzeba jednak przyznać, że mało wiarygodnymi krytykami astrologii finansowej są analitycy techniczni. Wykorzystywane przez nich metody prognozowania też pozbawione są przyczynowej interpretacji i opierają się na wątpliwych z punktu widzenia współczesnej ekonomii założeniach.

[srodtytul]Liczy się tylko skuteczność[/srodtytul]

Wobec niektórych metod astrologicznej analizy rynków wytaczane są jednak zarzuty cięższego kalibru. Jeden z nich dotyczy arbitralnego przypisywania planetom i znakom zodiaku symbolicznych znaczeń, które pozwalają wiązać je z różnymi aktywami (np. Wenus z miedzią czy Słońce ze złotem) i postulować, że pewne znaki zodiaku „sprzyjają” danym ciałom niebieskim. Horoskopy finansowe uchodzą więc najczęściej za pseudonaukę albo wręcz szarlatanerię. – Astrologii nie da się naukowo udowodnić – ucina Paweł Męciński z Astro Elliot Surfing. Jak zresztą twierdzi, nie ma to większego znaczenia. Jedynym sensownym kryterium oceny teorii inwestycyjnych jest bowiem ich skuteczność, a tej akurat – jak twierdzą ich zwolennicy –metodom astrologicznym nie brakuje.

Z lubością przywołują przykłady ludzi sukcesu, którzy swoje finansowe decyzje konsultowali z astrologami. Najbardziej znany jest przykład legendarnego bankiera Johna P. Morgana, który mawiał podobno, że „milionerzy nie korzystają z usług astrologów, ale miliarderzy owszem”. Sugerują też, że metody astrologiczne wykorzystuje wiele uznanych instytucji finansowych i skutecznych inwestorów, którzy jednak nie przyznają się do tego z obawy przed kompromitacją. – Po co mieliby się zresztą przyznawać? Osiągają lepsze wyniki niż inni i nie mają powodu do zwiększania konkurencji – tłumaczył w jednym z wywiadów Weingarten. Ze wspomnianego raportu Macquarie dowiemy się, że opieranie decyzji inwestycyjnych na obserwacji księżyca jest bardziej wiarygodne niż popularne założenie, że „atrakcyjnie wycenione akcje w długiej perspektywie będą wyprzedzały rynek”.

– Oprócz garstki analityków technicznych okazało się, że tylko astrologowie byli w stanie przewidzieć kryzys finansowy z ostatnich lat – potwierdza Męciński. Zarówno on, jak i Suchomski wskazują, że dowody na trafność ich przedkryzysowych przewidywań łatwo znaleźć w archiwach ich blogów. – Komentarze tradycyjnych analityków zawierają na ogół dwa, a nawet trzy scenariusze. Natomiast obserwacja cykli planetarnych pozwala mi na jednoznaczne prognozy, co czytelnicy uwielbiają, choć zdarza mi się mylić – dodaje założyciel portalu Astrobiznes. Henry Weingarten przypisuje sobie znacznie dłuższe niż Polacy pasmo sukcesów.

Gdy w latach 80. rozpoczynał karierę astrologa finansowego, udało mu się jakoby w ciągu czterech miesięcy pomnożyć na rynkach surowcowych 40 tys. USD do blisko 3 mln USD. Później przepowiedzieć miał m.in. załamanie na japońskim rynku akcji w 1990 r., kryzys azjatycki z 1997 r., a także bessę, która nastąpiła w USA po atakach terrorystycznych z 11 września. Choć twierdzenia te trudno dziś zweryfikować, nie ulega wątpliwości, że załamanie na amerykańskim rynku nieruchomości i wiele jego konsekwencji przewidział trafnie. Przykładowo, we wrześniu 2007 r., gdy za uncję złota płacono 730 USD, wskazywał, że w perspektywie trzech – pięciu lat ceny tego kruszcu skoczą do 1200 USD za uncję. Sięgnęły tego poziomu pod koniec 2009 r.

[srodtytul]Nadchodzi azjatycka rewolucja?[/srodtytul]

Złośliwi przyznają, że przewidywania Weingartena często są trafne, lecz dotyczy to wyłącznie tych, które oparł na tradycyjnych metodach prognostycznych. Astrologowie finansowi przyznają bowiem, że ich metody należy traktować jako uzupełnienie innych rodzajów giełdowej analizy, a nie ich alternatywę. – Astrologia finansowa jest narzędziem dodatkowym i nie chodzi w niej o to, aby grać na giełdzie z całkowitym pominięciem wskaźników technicznych czy tego, co się dzieje na świecie – mówi Męciński. Nie ukrywa również pewnych ograniczeń w propagowanych przez niego metodach.

– Astrologia finansowa jest najbardziej precyzyjna, jeśli chodzi o wyznaczanie czasu ważnych wydarzeń na rynkach. Jeśli mamy jakiś ważny układ planetarny, to wiadomo, że rynek się ruszy. Inną sprawą jest jednak ustalenie kierunku zmian. Stąd najłatwiej wykorzystać tę metodę, inwestując na rynku opcji – wyjaśnia. Wskazuje też, że o ile na podstawie ruchu planet można prognozować zmiany notowań poszczególnych akcji czy surowców, w długoterminowym horyzoncie pewnej trudności nastręczają indeksy akcyjne. –W skład indeksów wchodzą spółki o różnym profilu sektorowym. Wraz ze zmianami dominujących gałęzi gospodarki zmieniać się będą wiodące branże, a więc także skład indeksów. Za kilka lat będzie skorelowany z cyklem innej planety niż obecnie – wyjaśnia.

Choć na razie astrologia finansowa otoczona jest atmosferą sceptycyzmu, okoliczności wydają się sprzyjać popularyzacji tej metody inwestycyjnej. Po pierwsze, w przededniu kryzysu tradycyjni analitycy w większości zawiedli, podkopując swoją reputację. Po drugie, w świecie finansów coraz większą rolę odgrywają wschodzące państwa Azji. – Najbliższy czas nie należy już do naszej, „racjonalistycznej” kultury. Teraz do gry wchodzą Azjaci, którzy będą przynosili ze sobą swoje praktyki, m.in. w postaci astrologii czy feng shui, które na Zachodzie często odrzucamy, bo nie można ich naukowo udowodnić –wskazuje założyciel Astro Elliott Surfing.

[ramka]

masz pytanie do autora?grzegorz.siemionczyk@parkiet.com]

[/ramka]

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA