Czy oczekiwanie wzrostu indeksów na początku roku jest uzasadnione?

Statystyki pokazują, że zwyżki indeksów na przełomie lat lubią się powtarzać. Można zauważyć udany grudzień, ale raczej w warunkach dobrej koniunktury. Kiedy sytuacja gospodarcza się pogarsza, prawidłowości te już nie zawsze się potwierdzają.

Uważa pan, że nadchodzący przełom roku będzie dla inwestorów udany?

Wszystko zależy od tego, czy rynki dostaną w najbliższych dniach kolejną dawkę informacji, która je uspokoi. Giełdowe indeksy są wrażliwe na komunikaty płynące ze szczytów, dotyczące kryzysu zadłużenia w strefie euro. Uważam, że nie ma możliwości rozwiązania problemu w krótkim terminie. Kluczowa jest kwestia przekonania inwestorów do tego, że decydenci są w stanie kontrolować obecną trudną sytuację.

Czy są jakieś branże, spółki, którym końcówka roku pomoże bardziej niż innym?

W składzie WIG20, po spadku kursu KGHM w związku z opodatkowaniem, brakuje wyraźnych liderów, którzy mogliby zapewnić ruch w górę. Sektor bankowy, choć wydaje się w długim terminie ciekawy, to obecnie z uwagi na ryzyko związane z kryzysem zadłużenia powinien być ciągle niedoważany. Małe spółki zniechęcają z racji niskiej płynności.

Na jakim poziomie będzie WIG20 w styczniu?

Dotychczas zakładałem przedział 2350–2400 pkt. Po osłabieniu KGHM i obniżce cen docelowych innym firmom sądzę, że będzie to poziom 2200–2250 pkt. Nie widzę powodów do szybkiego spadku poniżej sierpniowych minimów.