Surowce i paliwa

Ceny gazu ziemnego w Polsce i Europie nadal mocno zwyżkują

Błękitne paliwo na TGE kosztuje już ponad 220 zł, podczas gdy rok temu oscylowało w pobliżu 40 zł. Ogromne zwyżki są konsekwencją rosnącego popytu, niewystarczającej podaży i polityki prowadzonej przez głównego dostawcę.

Wysoki kurs gazu ma w średnim terminie pozytywny wpływ na wyniki PGNiG kierowanego przez Pawła Majewskiego.

Foto: materiały prasowe

We wtorek na rynku dnia następnego Towarowej Giełdy Energii za 1 MWh (megawatogodzinę) gazu ziemnego inwestorzy płacili 222,98 zł, co oznaczało wzrost kursu aż o 5,5 proc. To najwyższy jego poziom nie tylko w tym roku, ale co najmniej od kilku lat. Dla porównania miesiąc temu cena wynosiła 169,13 zł, na początku roku 90,99 zł, a rok temu jednie 39,39 zł. Sytuacja panująca w Polsce to wprost odzwierciedlenie tego, co dzieje się na giełdach Europy Zachodniej. Tam ceny błękitnego paliwa już kilka dni temu przekroczyły 45 euro. Obecnie na niektórych rynkach są nawet na poziomie ponad 48 euro.

Liczne przyczyny

– Bardzo wysoki kurs gazu zimnego w Polsce i Europie to konsekwencja kumulacji kilku czynników. Przede wszystkim duży popyt na ten surowiec zgłasza energetyka, co związane jest z sytuacją panującą na rynku węgla energetycznego i uprawnień do emisji CO2 – mówi Michał Kozak, analityk Trigon DM. Jego zdaniem do tego dochodzą działania podejmowane przez Rosjan, którzy nie zwiększają dostaw błękitnego paliwa do Europy, co widać m.in. po braku rezerwacji na wrzesień dodatkowych mocy przesyłowych w ukraińskich gazociągach tranzytowych. W ten sposób chcą wymóc na swoich europejskich partnerach działania przyczyniające się do szybszego uruchomienia gazociągu Nord Stream 2.

Foto: GG Parkiet

Kolejny czynnik to niskie stany magazynowe, które przed zbliżającym się sezonem grzewczym trzeba teraz uzupełnić w większym stopniu, niż miało to miejsce w porównywalnych okresach lat poprzednich. Do tego dochodzą wysokie temperatury powietrza i związany z tym wzrost pracy klimatyzatorów, a w konsekwencji popytu na gaz służący do produkcji energii na ich potrzeby.

– Poziomy kontraktów terminowych na gaz wskazują, że obecne wysokie ceny tego surowca mogą się jeszcze utrzymać przez co najmniej kilka miesięcy. W dłuższej perspektywie są jednak nie do utrzymania, co widać chociażby po notowaniach dwu- i trzyletnich kontraktów terminowych, których cena oscyluje obecnie w pobliżu 20 euro (względem obecnej ceny spot rzędu 47 euro za 1 MWh) – twierdzi Kozak.

Większość traci

Drożejący gaz ma negatywny wpływ na wyniki wielu firm działających w Polsce, w tym tych notowanych na GPW. Wysokie ceny szczególnie dotkliwe są dla największych odbiorców. – Zdecydowanie na drogim gazie traci Grupa Azoty, która nie jest w stanie przenieść w pełni rosnących kosztów na ceny sprzedawanych nawozów. Traci też Orlen, w przypadku którego istotne ilości błękitnego paliwa zużywają instalacje energetyczne, rafineryjne i petrochemiczne – twierdzi Kozak. Grupa Azoty nie opublikowała jeszcze wyników ani nawet szacunków za II kwartał. Przyznaje jednak, że gwałtownie rosnące ceny gazu przekładają się wprost na wyższy koszt produkcji nawozów i na biznes chemii opartej na moczniku. W konsekwencji próbuje przenieść te koszty na ceny swoich produktów, ale nie zawsze w pełni to się udaje.

– Wysokie ceny gazu w średnim terminie mają zdecydowanie pozytywny wpływ na kondycję grupy PGNiG dzięki biznesowi wydobywczemu. Krótkoterminowo powodują jednak pewne perturbacje, co widać było po stratach poniesionych przez koncern w II kwartale tego roku w biznesie obrotu i magazynowania – zauważa Kozak. Z szacunkowych danych za ten okres wynika, że koncern poniósł na działalności handlowej 0,35 mld zł straty EBITDA.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.