Sektor stracił około 2 bilionów dolarów kapitalizacji między styczniem a lutym 2026 r., a słowo „apokalipsa”, a właściwie „SaaS apokalipsa”, jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Pytanie, które zadaje sobie dziś rynek, nie brzmi już, ile warta jest ta spółka, lecz czy model, na którym ją zbudowano, ma jeszcze przyszłość.

Żeby to ocenić, warto przypomnieć, czym właściwie są spółki SaaS i skąd wzięła się ich wyjątkowa pozycja. SaaS, czyli Software as a Service, to model dostarczania oprogramowania przez internet w formie abonamentu: zamiast jednorazowej licencji instalowanej na komputerze, klient płaci miesięcznie lub rocznie za dostęp do aplikacji działającej w chmurze. Na początku 2025 r. na całym świecie działało ponad 30 tys. firm świadczących tego typu usługi, a sam model stał się dominującą formą dystrybucji oprogramowania biznesowego. Największe spółki branży to nazwy dobrze znane każdemu uczestnikowi rynku kapitałowego. Salesforce, pionier modelu SaaS, wypracował w 2025 r. przychody w wysokości 36 miliardów dolarów. ServiceNow, platforma automatyzacji procesów korporacyjnych, osiągnęła w 2025 r. przychody na poziomie 13 miliardów dolarów. Jednak dla przeciętnego pracownika biurowego najwięcej będą mówić takie marki jak Microsoft z pakietem Microsoft 365, Adobe Creative Cloud czy Oracle, które w ciągu ostatnich dwóch dekad stały się integralnym elementem infrastruktury biznesowej.

Wśród stymulatorów rozwoju spółek SaaS wskazuje się na trzy główne siły. Pierwsza to pandemia, która w ciągu kilku miesięcy wypchnęła firmy ze świata stacjonarnych biur do domowej przestrzeni oraz cyfrowej rzeczywistości i sprawiła, że narzędzia do pracy zdalnej, zarządzania projektami i obsługi klienta stały się nie opcją, lecz koniecznością. Druga siła to historycznie niskie stopy procentowe, które funkcjonowały w drugiej dekadzie obecnego wieku, a w tym czasie tani kapitał premiował spółki wzrostowe. Trzecia siła to sam model biznesowy firm SaaS: przewidywalny, powtarzalny strumień przychodów z subskrypcji, niskie koszty marginalne, możliwość globalnej skali bez proporcjonalnego wzrostu kosztów.

Po wielu latach prosperity w 2021 r. przyszedł pierwszy cios. W wyniku zacieśnienia polityki monetarnej, której efektem były podwyżki stóp procentowych, doszło do odwrotu od spółek SaaS w stronę podmiotów, które zapewniają rentowność i generowanie gotówki. Kolejny cios nastąpił w 2025 r., kiedy mediana tempa wzrostu przychodów spółek SaaS spadła do 12 proc., czyli dwukrotnie mniej niż w okresie koniunktury. Zmiana ta wynikała z powiększającej się bazy przychodów, rosnącego nasycenia rynku i naturalnego dojrzewania modelu.

Ale to początek tego roku okazał się największym źródłem spadków i wynikał z rosnącego znaczenia sztucznej inteligencji. W przypadku spółek SaaS okazało się, że zastosowanie agentów AI do takich zadań, jak zarządzanie projektami, aktualizowanie CRM, generowanie raportów czy obsługa klienta, pozwala na rezygnację z oprogramowania do zarządzania projektami. Nowa forma pracy ma wpływ na model licencyjny. Firma, która posiada agenta AI, która wykona setki czynności, nie potrzebuje wykupować setek licencji, bo wystarczy tylko jedna. Wreszcie AI pozwala na tworzenie oprogramowania na żądanie, dzięki któremu każda firma może zbudować własny model złożonych funkcjonalności będących dotychczas domeną platform SaaS.

Czy obecna sytuacja oznacza schyłek całej branży? Wydaje się, że warto jednak zachować chłodną ocenę. Po pierwsze, nie można do wszystkich firm podchodzić tak samo. Podmioty, które dostarczają oprogramowanie do rozliczeń finansowych, ERP czy systemy płatności wymagają stuprocentowej niezawodności, bo tutaj nie może być „prawie się zgadza” i dlatego tych systemów agent AI nie zastąpi w przewidywalnym czasie. Druga ważna obserwacja odnosi się do działań samych firm, bo liderzy sektora nie czekają biernie na wyrok. Obecnie takie firmy jak Oracle, Salesforce czy ServiceNow przyspieszają transformację w kierunku modelu AI-first, budując własne modele agentów AI, szczególnie w regulowanych branżach, gdzie wiedza z danej dziedziny jest trudna do skopiowania. Widoczna jest też silna tendencja do specjalizacji: powstaje dedykowane oprogramowanie dla ochrony zdrowia, produkcji, budownictwa czy finansów. Każdy z takich systemów oferuje własne dane i głęboką integrację z procesami regulowanymi. Wreszcie kluczową zmianą jest rewolucja cenowa. Model subskrypcyjny jest zastępowany modelem użytkownika, bo bazowanie na zasadach wynikających z liczby miejsc traci rację bytu w świecie agentów AI.

Dlatego dziś trudno jednoznacznie ogłosić koniec epoki SaaS. Niewątpliwie sam fakt bycia spółką SaaS przestał automatycznie gwarantować premię rynkową. Jednak platformy, które będą potrafiły elastycznie dostosować się do nowych warunków rynkowych, wprowadzić nowe funkcjonalności i zmienić modele sprzedaży, mają szansę dalszego utrzymania swojej działalności. Apokalipsa SaaS to nie koniec oprogramowania, to koniec pewnej epoki konkretnego modelu biznesowego, który przez dwie dekady świetnie się sprawdzał.