Parkiet PLUS

Piotr Zielonka. Inwestorze uważaj! Emocje biorą górę nad rozsądkiem

Z dr hab. Piotrem Zielonką, prof. SGGW, autorem książek "Giełda i psychologia" oraz "Punkt odniesienia", rozmawia Piotr Zając.

Piotr Zielonka, dr. hab. prof. Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, specjalizującego się w finansach behawioralnych

Foto: parkiet.com

Obecnie panuje na świecie atmosfera podwyższonej niepewności, poczucia lęku i strachu. Czy w takich okolicznościach ludzki mózg jest szczególnie narażony na błędy poznawcze?

W sytuacji, kiedy działają silne emocje, a z taką mamy niewątpliwie do czynienia, procesy poznawcze są osłabione. Pojawia się zjawisko, nazywane infuzją afektu. To proces, w którym informacja niosąca ładunek emocjonalny, wywiera wpływ na nasze procesy poznawcze. W dodatku zostaje przez te procesy wchłonięta, co oznacza, że człowiek nie zdaje sobie sprawy, że opinie, które wyraża, postawy, które przyjmuje lub decyzje, które podejmuje, wywołane są emocjami. Można więc powiedzieć, że emocje ingerują teraz w przemyślenia inwestora i modyfikują finalną decyzję. Im bardziej złożona i nietypowa jest sytuacja, która podlega analizie, tym infuzja afektu silniejsza. Czyli, jeżeli mamy do czynienia z rzeczywistością, której nigdy wcześniej nie doświadczaliśmy, to emocje szczególnie mocno wpływają na nasze procesy poznawcze.

Jak bardzo zniekształca się w takich warunkach ludzka zdolność do oceny prawdopodobieństwa i szacowania ryzyka?

Ludzie generalnie mają kłopoty z poprawnym wnioskowaniem statystycznym, czy probabilistycznym. A w przypadku, kiedy działają silne emocje, są niemal bezradni. To co podpowiadają nam emocje, wydaje się słuszne. I co podkreślam – w ogóle nie jesteśmy świadomi, że to poczucie słuszności wynika z naszych emocji, a nie z chłodnych kalkulacji i analiz.

W tym kontekście ocena ryzyka na rynku finansowym może być teraz mocno zniekształcona?

Ryzyko może być przeszacowane lub niedoszacowane i to zależy od różnic indywidualnych między inwestorami. Ale szansa na to, że decyzja będzie nieadekwatna do rzeczywistości jest faktycznie bardzo duża. Zupełnie inaczej podejmuje się decyzje bez emocji, niż wtedy, gdy strach jest paraliżujący i za wszelką cenę chcemy go pokonać.

Domy maklerskie informowały w ostatnim czasie, że klienci aktywują stare konta albo zakładają nowe. Wygląda na to, że inwestorzy zaczęli traktować rynek giełdowy, jak jedną wielką promocję cenową. Czy w kontekście omawianej przez pana infuzji afektu, mamy do czynienia z takim emocjonalnym pędem?

Możliwe. Warto jednak zauważyć, że ludzie częściej stosują strategie momentum, czyli prognozują kontynuację tego, co było ostatnio i grają z trendem. Są przekonani, że będzie tak samo, jak było wcześniej. I jest to podejście, które angażuje niewiele zasobów poznawczych. W odniesieniu do obecnych warunków wydaje się, że większość osób widzi przyszłość w czarnych barwach i nie dostrzega jakiegokolwiek światełka w tunelu. Zakładam więc, że większość inwestorów ulega ogólnie panującemu poczuciu przygnębienia i raczej nie kupuje w tej chwili akcji. Jeśli jednak ktoś w tak dramatycznych okolicznościach potrafi zdobyć się na jakiś optymizm, to nie jest to na pewno proces automatyczny. To wymaga sporej siły woli i głębszych przemyśleń. Ci, którzy teraz odwiedzają biura maklerskie, to mogą być inwestorzy korzystający z zasady, by kupować wtedy, gdy dzieje się źle. Korzystają więc ze strategi kontrariańskiej, która angażuje niezmiernie dużo zasobów poznawczych i jak pokazuje historia – może być dochodowym podejściem. Nie chcę jednak wartościować tej strategii. To czy jest błędna czy nie zależy od wielu zmiennych, w tym od horyzontu czasowego i odporności inwestora na fluktuacje, które w obecnych warunkach są bardzo prawdopodobne.

A czy to nie jest tak, że to nie żadne głębsze przemyślenia, ale zwykły efekt FOMO (lęk przed utraconą okazją), pcha tych ludzi na rynek?

Oczywiście, że efekt ten ma miejsce. Niewykluczone też, że analiza rynku i kupowanie akcji stanowią pewien rodzaj oderwania się od smutnej rzeczywistości i chęć odreagowania.

Analizując spółki i podejmując decyzje inwestycyjne zawsze podlegamy pewnym heurystykom, czyli uproszczonym procesom myślowym, mogącym wprowadzać nas w błąd. Czy w obecnych warunkach, któreś z tych heurystyk mogą się uaktywniać znacznie bardziej niż zwykle i inwestorzy, który są na rynku mogą być na nie bardziej narażeni?

Chciałbym wspomnieć o efekcie, który nie jest powszechnie znany, a może być w obecnych warunkach szczególnie groźny. Ten efekt nazwałbym przekleństwem storytellingu. Ludzie nie patrzą na twarde dane, ale ze względu na emocje, które nimi targają, skupiają się na pojedynczych historiach. Te historie mogą być przeróżne, od tragicznych w swej wymowie do ultra optymistycznych. Niemniej, one silnie determinują ludzkie zachowanie, niekoniecznie w sposób adekwatny do rzeczywistości. Jeśli wysłuchamy dwóch naładowanych emocjonalnie historii, jednej o pięcioletnim dziecku, które zmarło z powodu koronawirusa, a drugiej o stulatku, który został wyleczony, opowieści te wpłyną na nasze postrzeganie rzeczywistości. Dlatego będąc już na rynku, trzeba pamiętać, by oddzielać pojedyncze historie od twardych danych, które rzeczywiście tym rynkiem rządzą w dłuższej perspektywie. To jest oczywiście trudne, ale w obecnych warunkach warto na to zwracać szczególną uwagę.

Na zakończenie chciałbym jeszcze zapytać o to, jak studzić inwestorską głowę w takich warunkach? Jesteśmy bowiem bombardowani informacyjnym szumem, zalewani ogromem danych, a do tego wszystkiego podlegamy spotęgowanym emocjom.

Koronawirus w starciu z ludzkim umysłem prędzej czy później przegra. Myślę, że warto brać pod uwagę to, że w nieodległej przyszłości zdarzy się coś pozytywnego, że ludzie wpadną na pomysł, o którym dziś jeszcze nikomu się nie śni. Już teraz pojawia się idea powszechnego, podwójnego testowania ludzi, na obecność koronawirusa i na odporność. Pozwoli to wyodrębnić osoby, które przeszły (także bezobjawowo) infekcję i mogą w miarę bezpiecznie pracować z osobami osłabionymi bądź starszymi. Jeśli uda się tanie testy szybko wprowadzić w życie, to pozwoli to znacznie lepiej zarządzać kryzysem, do czasu kiedy zostanie opracowana szczepionka. Podsumowując, mam wrażenie, że świadomość tego, że wkrótce może zdarzyć się coś równie niespodziewanego, jak koronawirus, ale tym razem pozytywnego, bardzo naszej psychice pomoże.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.