Kryptowaluty

Szczepan Bentyn: Halving to pułapka. Nowy rekord bitcoina za minimum 1,5 roku

Szczepan Bentyn, youtuber, współautor książki "Kryptowaluty" był gościem Piotra Zająca w piątkowym Parkiet TV. Temat rozmowy? Wpływ halvingu na cenę bitcoina.

Szczepan Bentyn, youtuber, współautor książki "Kryptowaluty" był gościem Piotra Zająca w piątkowym Parkiet TV

Foto: parkiet.com

W poniedziałek halving bitcoina, czyli zmniejszenie nagrody za wykopanie bloku o połowę. W piątek w nocy kurs sięgnął 10 000 USD, czyli od marcowego dołka zyskał już ponad 100 proc. Czy twoim zdaniem to jest gra pod halving i jak długo może ona potrwać?

Pozwolę sobie zaryzykować stwierdzenie, że w takim kontekście giełdowym jest już po "grze na halvingu". Patrząc historycznie, ostatni spadek nagrody był w 2016 r. Wtedy, na krótko przed halvingiem bitcoin osiągnął swój szczyt, potem mocno spadł i przez kolejne miesiące te straty odrabiał. Z kolei na litecoinie, który jest nazywany "testnetem bitcoina", spadek ceny nastąpił już na dwa tygodnie przed ubiegłorocznym halvingiem. Na rynku trwa jednak euforia, która jest uzasadniona, bo mamy do czynienia z ciekawym wydarzeniem, które zdarza się raz na cztery lata.

Wiele osób zastanawia się jednak, czy w takim szerszym ujęciu czasowym, będzie powtórka z historii. Bo po poprzednich dwóch halvingach bitcoin w końcu swóje nowe ATH wyznaczał. Z drugiej strony istnieje ryzyko, że efekt ten jest już w cenach i jego wpływ się wyczerpał. Jakie jest twoje zdanie?

W krótkim terminie halving jest pułapką na inwestorów, która zaraz może skończyć się korektą. W dłuższym horyzoncie czasowym natomiast będzie miał wpływ na wycenę. Będzie bowiem mniejsza presja sprzedażowa – część górników odłączy się od sieci z uwagi na niską rentowność, a poza tym wydobywanych będzie mniej monet. Jeśli popyt się nie zmieni, to wpływ na cenę wydaje się w dłuższym terminie oczywisty.

Jesteś w stanie oszacować ten dłuższy termin i moment nowego ATH?

Mogę się tylko podzielić tym, pod co ja gram. A gram długoterminowo i żyjw w przekonaniu, że co najmniej 1,5 roku trzeba będzie poczekać, by bitcoin wyznaczył nowy rekord. Zaznaczam jednak, że to jest prognoza na ten moment. Pół roku temu moje przewidywania były inne. Ale teraz sporo się zmieniło. Mamy pandemię, która sprawiła, że banki centralne ścigają się w luzowaniu ilościowym. W tym kontekście bitcoin stoi moim zdaniem na straży nowej filozofii monetarnej. Zamiast się bowiem ilościowo luzować, on się ilościowo zaciska. Ta różnica może sprzyjać wycenie bitcoina, ale ten wpływ jest trudny do oszacowania.

Zatrzymując się na chwilę przy koronawirusie, skoro już go wywołałeś, uważasz, że jego wpływ na kryptowaluty jest generalnie pozytywny?

Tak. Myślę, że sytuacja sprzyja kryptowalutom, bo pojawiły się ograniczenia w przepływie kapitału, awarie systemów bankowych. To pokazuje, że jest zapotrzebowanie na globalną, cyfrową walutę, która nie zna granic i nie ma centralnego nadzorcy.

Wspomniałeś o górnikach. Zastanawiam się, jak na ich rentowność w długim terminie będzie wpływać halving. Za kolejne cztery lata nagroda znów spadnie, itd. Czy nie ma zagrożenia, że w przyszłości nie będzie się nikomu opłacało utrzymywać sieci?

Zawsze komuś to się będzie opłacało. Po pierwsze dlatego, że sama nagroda nie jest jedynym wynagrodzeniem górnika. Są jeszcze prowizje za zatwierdzanie transakcji w sieci. Zdarzało się już, w takich ekstremalnych momentach historii BTC, że te opłaty były wyższe niż nagroda za blok. Po drugie bitcoin coraz bardziej zadomawia się w mainstreamie. Przykładu daleko szukać nie trzeba – w czwartek pojawiła się informacja, że jedna z ikon Wall Street – Paul Tudor Jones, inwestuje w bitcoina. Po trzecie pojawiają się projekty ze strony dużych elektrowni, by wykorzystać nadwyżki prądu do miningu. Dlatego uważam, że będzie się go opłacało kopać tak długo, jak długo będzie używany.

Zakładając, że nagroda za blok wynosi 0. Czy przy obecnej aktywności w sieci, górnicy byliby w stanie utrzymać się z prowizji?

Trzeba pamiętać, że bitcoin pod względem przetwarzania transakcji będzie działał tak samo dobrze, jak obecnie, nawet gdy będzie miał dwóch górników. Byłby jednak mniej zdecentralizowany, dlatego należałoby zastanowić się nad nieco innym pytaniem: Czy w sytuacji utrzymywania się górników z samych prowizji, bitcoin zachowa swoje cechy, czyli rozproszenie i bezpieczeństwo? I tu jest wiele możliwości, bo wiele zależy od skali. Być może nie będzie się wtedy opłacało kopać dużym kopalniom, ale będzie się to opłacało milionom smartfonów? Scenariuszów jest wiele i nie da się na twoje pytanie odpowiedzieć wprost. Uważam jednak, że ryzykowne jest stwierdzenie, że spadek nagrody za blok do 0 zniszczy bitcoina.

Jak pierwszy raz rozmawialiśmy w Parkiet TV o bitcoinie, czyli dwa lata temu, to kryptowaluty były uważane za zabawkę, chwilową ciekawostkę, a nierzadko za piramidę finansową. Od tego czasu sporo się zmieniło. Myślisz, że weszły już na dobre w świat tradycyjnych finansów?

Pytasz człowieka, który patrzy "zza płotu". Z mojej perspektywy to tradycyjny świat finansów jeszcze się nie dostosował do świata kryptowalut. To u nas jest świat finansów, ten oparty na blockchainie, zdecentralizowanych giełdach i tokenizacji. To tutaj powstaje nowa ekonomia, a świat finansów, o który pytasz, nie widzi tego tygla, w którym kipi od innowacji i wolności gospodarczej. Wydaje mi się, że Wall Street trochę z zazdrością patrzy na ten nasz świat...

Czyli to nie bitcoin jest cyfrowym złotem, ale złoto jest namacalną wersją bitcoina?

Jeden z członków naszej społeczności policzył ostatnio, ile według równania Einsteina E=mc2 waży jeden bitcoin. Bo skoro do jego produkcji potrzeba jest energia, to znaczy, że ma on masę. Okazuje się zatem, że każdy fizyk na świecie przyzna, że bitcoin ma masę i jest fizycznym aktywem, więc porównania do złota są uzasadnione...

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.