Gdy w ubiegłym tygodniu GUS podał, że w II kwartale polska gospodarka powiększyła się o 5,1 proc. rok do roku, po 5,2 proc. w poprzednich trzech miesiącach, ekonomiści zgodnie oceniali, że to był ostatni kwartał tak spektakularnego tempa rozwoju. Poniedziałkowe dane dotyczące aktywności w budownictwie i przemyśle na początku bieżącego kwartału wpisują się w ten scenariusz łagodnego hamowania wzrostu PKB Polski.
Wybory pomogą
Na razie spowolnienie jest widoczne głównie w sektorze budowlanym. Jego produkcja w lipcu zwiększyła się o 18,7 proc. rok do roku, po zwyżce o 24,7 proc. w czerwcu. Ankietowani przez „Parkiet" ekonomiści spodziewali się wyhamowania wzrostu produkcji budowlano-montażowej, ale średnio do 22 proc. rocznie.
Dane przedstawiają się jeszcze gorzej po oczyszczeniu z wpływu czynników sezonowych i kalendarzowych (lipiec liczył w tym roku o jeden dzień roboczy więcej niż przed rokiem, podczas gdy czerwiec liczył tyle samo). W takim ujęciu produkcja budowlano-montażowa zwiększyła się o 16,6 proc. rok do roku, po blisko 24 proc. w czerwcu.
Spadek rocznej dynamiki produkcji budowlanej to częściowo efekt czysto statystyczny. W połowie ub.r. rozpoczęło się bowiem ożywienie w tym sektorze. – Z racji trwale wyższej bazy odniesienia II połowa roku powinna stać pod znakiem wyraźnie niższej niż pierwsza dynamiki produkcji budowlanej w ujęciu rocznym – tłumaczy Piotr Piękoś, ekonomista z banku Pekao.
Są też jednak bardziej fundamentalne przyczyny pogorszenia koniunktury w budownictwie. – Wyraźne niedobory siły roboczej w tym sektorze musiały z czasem doprowadzić do wyhamowania dynamiki produkcji – wyjaśnia Grzegorz Ogonek, ekonomista z Banku Zachodniego WBK.