Choć początek tygodnia mógł wskazywać na powrót optymizmu, to wtorkowa sesja rozwiała nadzieję na szybki powrót głównych polskich indeksów do trendu wzrostowego. W pierwszych godzinach co prawda rynek poruszał się głównie w bok, ale już brak kontynuacji poniedziałkowego wystrzału mógł wzbudzać obawy, szczególnie po raczej słabej sesji w Azji. Indeksy europejskie początkowo próbowały iść własną ścieżką, ale początek handlu kasowego w USA sprowadził je na ziemię, a ściślej – pod wodę. WIG20 pod koniec dnia tracił 1,6 proc., redukując w praktyce całość poniedziałkowej zwyżki. Rynek przed głębszą przeceną powstrzymał tylko sektor handlowy, ale i on osłabł po południu. Najgorzej z dużych spółek prezentowało się w ostatniej godzinie handlu KGHM, które traciło ponad 6 proc. w reakcji na przecenę metali. Spore spadki dotknęły banki. WIG-banki, podobnie jak WIG20, również wymazał wzrost z pierwszego dnia tygodnia. Wygląda więc na to, że krajowy parkiet stracił w oczach inwestorów zagranicznych, a odwrót z rejonu lokalnych szczytów z zeszłego tygodnia mógł być tym punktem dla polskiego rynku, który zaważy o nastrojach nad Wisłą nawet w średnim terminie. Takie wnioski można wysnuć z zachowania walut. Kurs USD/PLN rósł po południu o 0,75 proc., do 3,66 zł, tj. najwyższego pułapu od ponad miesiąca. Do tego rosnące rentowności obligacji na całym świecie do poziomów najwyższych przynajmniej od kilku miesięcy sprawiają, że rynek obligacji staje się coraz bardziej konkurencyjny wobec akcji, z kolei umacniający się dolar dodatkowo odwraca uwagę od ryzykownych aktywów.
Wreszcie też widać słabość amerykańskiego rynku akcji. Nasdaq rozpoczął dzień ze spadkiem o 1,2 proc., a S&P 500 tracił 0,86 proc. Inwestorzy odwracali się od tegorocznych gwiazd, czyli firm półprzewodnikowych.