REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka - Kraj

Krzysztof Ciesielski, RSM Poland: Nie bójmy się, że zaleje nas chiński kapitał

#PROSTOzPARKIETU. Krzysztof Ciesielski, dyrektor ds. fuzji i przejęć w RSM Poland: ożywienia na rynku fuzji i przejęć można oczekiwać jesienią.

Gościem Grzegorza Siemionczyka w Parkiet TV był Krzysztof Ciesielski, dyrektor ds. fuzji i przejęć w RSM Poland.

Foto: parkiet.com

W środowym „Parkiecie" pisaliśmy o tym, że pod wpływem kryzysu spowodowanego przez epidemię wyraźnie zmalała aktywność na rynku fuzji i przejęć. Jak to wygląda na tle poprzednich kryzysów, które uderzały w polską gospodarkę z mniejszą siłą?

Dwa poprzednie globalne kryzysy, ten związany z pęknięciem bańki internetowej na początku stulecia i ten z lat 2008–2009, nie tylko mniej nas dotknęły, ale też miały inny charakter. Miały podłoże ekonomiczne. Ten kryzys jest inny, a przez to nieco inaczej wpłynie na rynek fuzji i przejęć. W ostatnich tygodniach doszło na nim do nagłego zatrzymania. Wszyscy, którzy jeszcze w styczniu i w lutym pracowali przy transakcjach, zaczęli się zastanawiać, co dalej.

Transakcje zostały zawieszone i można oczekiwać ich wznowienia, czy zostały odwołane i trzeba teraz czekać na nowe pomysły?

Nie da się na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Sądzę, że po kryzysie rynek fuzji i przejęć będzie jednak nieco inny. Kryzys jest skoncentrowany w niektórych branżach, co naturalnie wpłynie na strukturę transakcji. Spodziewam się też, że ze względu na niepewność powrót dobrej koniunktury na rynku fuzji i przejęć będzie powolny.

Dlaczego? Kapitał jest tańszy niż kiedykolwiek wcześniej, wyceny firm zmalały. To przemawia raczej za boomem w sferze fuzji i przejęć.

Nie warto wszystkich branż wrzucać do jednego worka. W niektórych rzeczywiście może dojść do dynamicznego odbicia aktywności w sferze M&A, ale w innych zastój będzie trwał dłużej. Patrząc na cały rynek i kierując się doświadczeniami z przeszłości, przypuszczam, że spowolnienie potrwa do jesieni. Wyceny firm rzeczywiście są dziś niskie, co może być zachętą do przejmowania. Ale potencjalni inwestorzy muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, czy te przecenione podmioty po pandemii będą miały rację bytu. Nie sztuką jest kupić coś tanio. Sztuką jest kupić podmiot, którego niska cena jest nieadekwatna do perspektyw, do korzyści i synergii, jakich może oczekiwać przejmujący.

W jakich branżach może dojść do fali fuzji i przejęć?

W tych, które na kryzysie ewidentnie zyskują. To dotyczy wszelkich fintechów, firm e-commerce, wszystkich podmiotów związanych z branżą medyczną. Ale na drugim biegunie są branże, którym kryzys mocno dał się we znaki i których przyszłość jest niepewna. To na przykład branża transportowa, w szczególności międzynarodowi spedytorzy. W związku z zamknięciem granicy właściciele tych firm mają spore kłopoty. Jeśli handel międzynarodowy przez dłuższy czas nie będzie wracał do stanu sprzed kryzysu, będą musieli się zastanowić nad różnymi opcjami. Wtedy można oczekiwać transakcji sprzedaży części aktywów, ale też może likwidacji niektórych podmiotów.

W niedawnym raporcie dotyczącym fuzji i przejęć w ostatnim ćwierćwieczu pisał pan, że w ostatnich kilku latach liczba takich transakcji w Polsce rosła, ale ich sumaryczna wartość już nie. Brakowało dużych transakcji, a jednocześnie pieniędzy na rynku, na przykład w funduszach typu PE, było dużo. To się nie zmieniło, kapitału wciąż jest dużo?

Rzeczywiście w ostatnich latach było tak, że fundusze miały kapitał, ale nie miały w co inwestować, miały trudności ze znalezieniem podmiotów, które spełniałyby ich kryteria inwestycyjne. W najbliższym czasie te fundusze z pewnością będą się rozglądały na rynku, szukały okazji inwestycyjnych, ale nie jest jasne, czy tym razem znajdą podmioty wpisujące się w ich strategie i spełniające kryteria. Ewentualnych transakcji można się moim zdaniem spodziewać na jesieni, gdy odmrażanie gospodarki się zakończy i będzie można ocenić, co jest okazją. Z drugiej strony fundusze będą musiały więcej inwestować w swoje obecne spółki portfelowe, z których część może wymagać dokapitalizowania.

Fundusze to jedno, ale o ruchu na rynku fuzji i przejęć decydują też inwestorzy branżowi. Wiele firm niefinansowych może teraz szukać nowych dróg rozwoju, nowych strategii. Widzi pan zainteresowanie takich firm przejęciami?

Tak, widać już poszukiwanie okazji inwestycyjnych przez inwestorów branżowych, chociaż jest też wyczekiwanie. Transakcje M&A z udziałem inwestorów branżowych mogą jednak ruszyć wcześniej niż te z udziałem inwestorów finansowych, może już w wakacje. Warto zwrócić uwagę na jedną rzecz: przejęcia przez kapitał zagraniczny. Nie tylko w Polsce, ale też w całej Europie widać obawy, że kapitał z Chin zacznie przejmować na dużą skalę lokalne firmy. W RSM z takimi inwestorami często współpracujemy i z tej perspektywy mogę powiedzieć, że oni też mają określoną politykę inwestycyjną, sprecyzowane strategie. Nie kupują wszystkiego tylko dlatego, że jest tanio. Chcą inwestować w dobre biznesy i stawiają na ich rozwój.

Przejawem obaw, o których pan mówi, jest pomysł polskiego rządu, aby ograniczyć możliwości przejmowania polskich podmiotów przez zagraniczny kapitał. Niemcy już to zrobiły. To jest chybiony pomysł?

Jeśli chodzi o podmioty o znaczeniu strategicznym, to można je chronić przed przejęciami. A jeśli chodzi o biznes prywatny, to moim zdaniem państwo nie powinno mocno ingerować. Właściciele sami powinni decydować, co chcą robić, komu chcą sprzedać swój biznes. Zresztą pamiętajmy, że polskie doświadczenia z takimi inwestorami nie są złe. Taki kapitał często polskim firmom pomagał, kupując pakiety mniejszościowe. Wielu firmom otworzyło to nowe rynki.

A dostrzega pan w ogóle zainteresowanie chińskich inwestorów polskim rynkiem?

Na pewno mu się przyglądają. Ale robią to wszyscy inwestorzy, nie tylko azjatyccy.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA