Gospodarka - Kraj

Inflacja znów zaskoczyła

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w kwietniu o 4,3 proc. rok do roku, najbardziej od marca 2020 r., po zwyżce o 4,2 proc. w marcu. W maju inflacja może dojść do 5 proc., ale większość ekonomistów wciąż uważa, że będzie to zjawisko przejściowe.
Foto: AdobeStock

Ekonomiści powszechnie spodziewali się przyspieszenia inflacji, ale nie tak ostrego. W ankiecie „Parkietu" przeciętnie szacowali, że wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI) wzrósł w kwietniu o 4 proc. rok do roku. Skrajne szacunki wskazywały na wzrost CPI o 4,2 proc. rok do roku.

W porównaniu do marca, CPI wzrósł o 0,7 proc. Licząc w ten sposób, wzrost cen nieco wyhamował. W marcu CPI podskoczył o 0,9 proc., a w styczniu aż o 1,3 proc.

Do przyspieszenia inflacji przyczyniają się w dużej mierze tzw. efekty niskiej bazy odniesienia. Dotyczy to przede wszystkim cen paliw, które wiosną ub.r., w pierwszych miesiącach pandemii, wyraźnie spadły. Odbicie cen ropy naftowej na światowych rynkach sprawiło, że w kwietniu paliwa do prywatnych środków transportu podrożały o 28,1 proc. rok do roku, po zwyżce o 7,6 proc. w marcu.

W porównaniu do marca, wyraźnie przyspieszył też wzrost cen żywności i napojów bezalkoholowych. Towary z tej kategorii podrożały o 1,2 proc. rok do roku, po 0,5 proc. miesiąc wcześniej. Wstępne, a przez to ograniczone, dane GUS pokazują również, że w kwietniu wyhamował nieco wzrost cen nośników energii: do 3,9 z 4,2 proc. w marcu.

Choć ekonomiści zdawali sobie sprawę z tego, że w kwietniu inflację podbijały będą efekty niskiej bazy odniesienia, ich skala jest trudna do oszacowania. Stąd źródeł niespodzianki większość z nich i tak upatruje we wzroście cen paliw. Przykładowo, analitycy z banku PKO BP wskazują, że inflacja bazowa – nie obejmująca cen paliw, energii i żywności – prawdopodobnie wyhamowała w kwietniu do 3,7 proc. rok do roku z 3,9 proc. w marcu. Takie same były ich oczekiwania przed wstępnym szacunkiem CPI.

Większość ekonomistów spodziewa się, że inflacja bazowa – w największym stopniu reagująca na zmiany popytu w kraju – będzie nadal stopniowo malała. Jeszcze jesienią ub.r. sięgała ona 4,3 proc., najwięcej od 20 lat. To z kolei przyczyni się do wyhamowania inflacji ogółem, choć dopiero w II połowie roku. W najbliższych miesiącach wzrost CPI wciąż napędzały będą bowiem ceny paliw. W całym 2021 r. inflacja będzie jednak prawdopodobnie wyższa niż ekonomiści zakładali jeszcze kilka miesięcy temu. W ocenie analityków z ING Banku Śląskiego, wyniesie średnio w roku 3,9 proc., po 3,4 proc. w 2020 r. To byłby wynik najwyższy od 2011 r.

- Presja inflacyjna w gospodarce utrzymuje się na podwyższonym poziomie. Jest to trend widoczny nie tylko w Polsce, ale też globalnie. Czynnik bazy statystycznej wywinduje wzrost CPI w maju do ok. 4,5 proc. rok do roku – ocenia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista banku Millennium. - W dalszej części roku spodziewamy się wyhamowania inflacji, jednak będzie się ona utrzymywać powyżej górnej granicy (3,5 proc. – red.) pasma dopuszczalnych odchyleń od celu NBP (2,5 proc.) – dodaje.

Maliszewski podkreśla, że inflację na podwyższonym poziomie podtrzymywały będą wciąż czynniki o charakterze podażowym, na które nie ma wpływu ani koniunktura w kraju, ani krajowa polityka pieniężna. Te czynniki są zaś z natury przejściowe. W tym momencie wciąż można więc oczekiwać, że w 2022 r. inflacja nieco wyhamuje. Takie będzie też prawdopodobnie stanowisko większości członków Rady Polityki Pieniężnej. A to oznacza, że do czasu dużych zmian w składzie tego gremium, do których dojdzie w pierwszych miesiącach 2022 r., ekonomiści nie spodziewają się podwyżek stóp procentowych. Przybywa jednak głosów, że RPP powinna przynajmniej zasygnalizować gotowość do normalizacji polityki pieniężnej w razie, gdyby inflacja zaczęła się utrwalać.

Powodów do obaw, że tak się stanie, stale przybywa. – Podwyższona inflacja w Polsce to, obok efektów niskiej bazy z 2020, również skutek rosnących cen usług i kosztów po stronie produkcji. W marcu wskaźnik cen produkcji sprzedanej (PPI) w Polsce przyspieszył do 3,9 proc. rok do roku z 2,2 proc. w lutym, w kwietniu wzrost PPI może być już blisko 5 proc. Rosną ceny surowców na co nakładają się zaburzenia w łańcuchach dostaw. Wraz z otwieraniem się gospodarki dołoży się jeszcze silniejsza presja popytowa – tłumaczy Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Powodów do obaw, że tak się stanie, stale przybywa. – Podwyższona inflacja w Polsce to, obok efektów niskiej bazy z 2020, również skutek rosnących cen usług i kosztów po stronie produkcji. W marcu wskaźnik cen produkcji sprzedanej (PPI) w Polsce przyspieszył do 3,9 proc. rok do roku z 2,2 proc. w lutym, w kwietniu wzrost PPI może być już blisko 5 proc. Rosną ceny surowców na co nakładają się zaburzenia w łańcuchach dostaw. Wraz z otwieraniem się gospodarki dołoży się jeszcze silniejsza presja popytowa – tłumaczy Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Wyniki ankietowych badań Komisji Europejskiej wśród firm i konsumentów, opublikowane w czwartek, sugerują, że polskie przedsiębiorstwa przemysłowe spodziewają się w najbliższych miesiącach największych wzrostów cen swoich produktów od 2007 r. W handlu detalicznym oczekiwania na podwyżki cen są najsilniejsze od 2012 r.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.