Odczyt +8,7 proc. r/r okazał się wyraźnie wyższy od średniej prognoz ekonomistów dla „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” (5,5 proc.). Względem lutego sprzedaż detaliczna urosła aż o 18,1 proc. Na te wyniki pewien wpływ miały czynniki sezonowe, ale po odsezonowaniu przez GUS sprzedaż detaliczna urosła o 7 proc. r/r i o 3,3 proc. m/m.
W szczegółach względem marca 2025 r. najmocniej urosła sprzedaż w kategorii paliw, o 16,2 proc. r/r i o 19 proc. w porównaniu z lutym. To jedne z największych wzrostów od pełnoskalowego ataku Rosji na Ukrainę. Takie wyniki sugerują, że w marcu kupowaliśmy sporo paliwa na zapas, w związku z blokadą Cieśniny Ormuz i wzrostem cen ropy. Co warto podkreślić, to wzrosty w ujęciu cen stałych, czyli o tyle więcej paliw niż rok i miesiąc temu kupiliśmy. Nie można więc skali tych wzrostów tłumaczyć wyższymi cenami. W ujęciu cen bieżących, czyli z uwzględnieniem tego, o ile więcej zapłaciliśmy za zakupione paliwo, wzrosty były jeszcze okazalsze, o ponad 25 proc. r/r i 32,5 proc. m/m.
W marcu robiliśmy też spore zakupy odzieżowo-obuwnicze (wzrost sprzedaży o 13,6 proc. r/r i ponad 42 proc. względem lutego). Wyraźnie wzrosła też sprzedaż mebli i sprzętu RTV/AGD (o 7,9 proc. r/r i 23 proc. m/m). O ponad 10 proc. r/r urosła sprzedaż w kategorii farmaceutyków i kosmetyków, o ponad 4 proc. r/r żywności, o blisko 8 proc. – samochodów, a o ponad 15 proc. – sprzedaż pozostałych towarów.
Sprzedaż detaliczna w górę m.in. ze względu na bazę, wiosnę i zakupy na zapas
Co należy podkreślić, o ile w przypadku paliw oczywiście odnotowano duży wzrost cen sprzedaży, o tyle w przypadku innych towarów takiego efektu nie widać. Dane o deflatorze sprzedaży detalicznej (czyli różnicy między tym, ile kupiliśmy a ile za to zapłaciliśmy) za marzec są dość zbieżne z lutowymi. To potwierdza, że przynajmniej na razie szok naftowy nie wpłynął na ceny sprzedaży innych towarów. Za zakupioną żywność zapłaciliśmy o około 2,8 proc. więcej niż przed rokiem, ale za to wciąż mniej m.in. za meble i sprzęt RTV/AGD (o około 1,5 proc. r/r) oraz odzież i obuwie (o około 3,3 proc.). Te spadki można tłumaczyć m.in. dużą konkurencją, napędzaną tanim importem z Chin.
Dane o sprzedaży detalicznej za marzec zdają się potwierdzać, że marcowy wzrost cen paliw i generalnej niepewności geopolitycznej dotychczas nie uderzył istotnie w naszą skłonność do wydatków. Wręcz przeciwnie: dane są podbite przez tankowanie na zapas. To jednak niejedyne tłumaczenie: ekonomiści Pekao zwracają też uwagę na wcześniejszą niż rok temu Wielkanoc (część zakupów była realizowana już w marcu) oraz korzystną różnicę dni handlowych, niską bazę sprzed roku oraz nadejście wiosny (co z reguły sprzyja wydatkom).
Co dalej z polskim konsumentem?
Na razie ekonomiści nie spodziewają się drastycznego przełożenia efektów wojny w Zatoce Perskiej na nasze zachowania w sklepach. Owszem, rewidują prognozy konsumpcji w 2026 r. w dół, tłumacząc to wzrostem inflacji i brakiem dalszych jednej-dwóch obniżek stóp procentowych (oczekiwanych, gdyby nie konflikt na Bliskim Wschodzie), ale raczej w sposób umiarkowany, o kilka dziesiątych procenta. Nadal bazowym scenariuszem jest solidny wzrost konsumpcji w tym roku, o około 3,5 proc. r/r. Wygładzaniu konsumpcji służą m.in. odbudowane poduszki finansowe oraz rządowe działania osłonowe na cenach paliw. Wydaje się, że dopóki klienci nie zobaczą naprawdę szokowego scenariusza – np. istotnego wzrostu cen paliw mimo tarczy CPN, jej likwidacji przy wciąż wysokich cenach na stacjach, braków paliw i innych surowców, czy dużego wzrostu cen innych często kupowanych towarów – to konsumpcja powinna pozostawać kluczowym motorem polskiego wzrostu gospodarczego w 2026 r.
– Marcowe dane z handlu potwierdzają, że konsumpcja w dalszym ciągu pozostaje kołem zamachowym polskiej gospodarki, chociaż spowolnienie tempa wzrostu realnych dochodów do dyspozycji oraz niepewność związana z konfliktem na Bliskim Wschodzie mogą nieco ograniczyć skłonność gospodarstw domowych do zakupów w dalszej części roku – komentuje Adam Antoniak, ekonomista ING Banku Śląskiego.