Gospodarka - Kraj

Wzrost gospodarczy wraca do normy

Pytania do Łukasza Tarnawy, głównego ekonomisty Banku Ochrony Środowiska

Łukasz Tarnawa

Foto: materiały prasowe

Jakie procesy w polskiej gospodarce w 2018 r. były najtrudniejsze do prognozowania, co było największym zaskoczeniem?

Największą niespodzianką minionego roku była trwałość i siła wzrostu gospodarczego. Szczególnie że już z początku roku pojawiły się wyraźne symptomy pogorszenia koniunktury w strefie euro. U progu 2018 r. mało kto przewidywał, że w czterech kolejnych kwartałach z rzędu (począwszy od IV kw. 2017 r.) tempo wzrostu PKB utrzyma się na poziomie 5 proc. rok do roku lub wyżej. W tym kontekście trzeba zwrócić uwagę na zaskakująco silny wzrost zatrudnienia w gospodarce. Był on nie tylko skutkiem doskonałej koniunktury, ale także po części jej przyczyną. Wzrost podaży pracy m.in. dzięki napływowi pracowników głównie zza wschodniej granicy mitygował napięcia na rynku pracy, pozwalając gospodarce na szybszy rozwój. Sprzyjał też poprawie stanu finansów publicznych (m.in. poprzez wyraźny wzrost wpływów FUS).

Jaki jest państwa scenariusz na 2019 r.?

Prognozujemy, że bieżący rok przyniesie obniżenie tempa wzrostu PKB polskiej gospodarki do 4 proc. Przewidujemy, że w trakcie roku dynamika PKB będzie się obniżała z około 4,5 proc. rok do roku do 3,5 proc. w ostatnim kwartale. Głównym tego powodem będzie postępujące spowolnienie wzrostu w strefie euro, którego wpływ na naszą gospodarkę ujawni się w tym roku. Oczekujemy ponadto stopniowego hamowania wzrostu konsumpcji prywatnej, a do tego ustanie bardzo pozytywny wpływ silnych inwestycji samorządów.

To powiedziawszy, zakładając uniknięcie „twardego lądowania" gospodarki strefy euro, przewidujemy, że osłabienie koniunktury w Polsce będzie ograniczone i stopniowe, a wzrost na poziomie 4 proc. wciąż będzie dobrym rezultatem. Jeśli otoczenie zewnętrzne naszej gospodarki nie przyniesie bardzo negatywnych impulsów, jest szansa na przyspieszenie wzrostu inwestycji przedsiębiorstw.

Firmy będą zwiększały inwestycje pomimo pogorszenia perspektyw wzrostu popytu?

Dane dotyczące inwestycji przedsiębiorstw wskazują na ich solidne odbicie przede wszystkim dzięki dynamicznemu wzrostowi nakładów spółek Skarbu Państwa. To w dużej mierze projekty inwestycyjne tych firm, które odnotowały silny regres inwestycji w latach 2016–2017, powinny w nadchodzących kwartałach stabilizować krajową koniunkturę.

Co musiałoby się stać, aby – wbrew dominującym oczekiwaniom – ten rok okazał się niemal równie dobry jak dwa minione?

Doświadczenia ostatnich lat, gdy nasza gospodarka zaskakiwała wyraźnie in plus, każą z pokorą podchodzić do formułowania jednoznacznych sądów. Jednak ze względu na dużo mniej sprzyjające otoczenie zewnętrzne prawdopodobieństwo, że nasza gospodarka ponownie sprawi niespodziankę i PKB wzrośnie o około 5 proc., jest niskie. Odpowiadając wprost na pana pytanie: aby spełnił się taki scenariusz, musiałoby przede wszystkim nastąpić silne odbicie koniunktury w gospodarce strefy euro. Oprócz pozytywnego efektu dla eksportu, sprzyjałoby to silniejszemu od oczekiwań wzrostowi inwestycji przedsiębiorstw prywatnych.

Jak długie będzie spowolnienie? W 2020 r. gospodarka będzie dalej traciła impet czy znów przyspieszy?

Pamiętajmy, że według badań NBP potencjalne tempo wzrostu polskiej gospodarki to nieco ponad 3,0 proc., a zatem jej wyniki z ostatnich dwóch lat należy traktować jako wyjątek, a nie normę. Przyjmując, że tempo wzrostu PKB naturalnie będzie zbiegać w kierunku wzrostu potencjalnego, obecnie najbardziej prawdopodobny jest scenariusz dalszego obniżania się dynamiki PKB w 2020 r. w kierunku 3,5 proc. Wzrost tłumiło będzie m.in. oczekiwane dalsze osłabienie koniunktury światowej oraz słabnący wpływ absorbcji funduszy unijnych.

Na ile prawdopodobny jest scenariusz, że wolniejszemu wzrostowi towarzyszyła będzie wyraźnie wyższa inflacja, tzn. przekraczająca cel NBP?

W 2019 r. taki scenariusz jest mało prawdopodobny. Po uchwaleniu ustawy ograniczającej wzrost cen energii elektrycznej ryzyko silnego wzrostu inflacji powyżej celu NBP w tym roku wyraźnie spadło. Prognozujemy, że praktycznie przez cały bieżący rok wzrost CPI (indeks cen konsumpcyjnych – red.) utrzyma się nieco poniżej 2,0 proc. rok do roku. Nietrudno jest sobie jednak wyobrazić sytuację, w której przy ograniczonej skali spowolnienia gospodarki, utrzymujących się napięciach na rynku pracy i odreagowaniu efektów obniżających dotychczas tzw. inflację bazową (np. opłaty za ubezpieczenia czy usługi telekomunikacyjne), zaobserwujemy silniejszy wzrost tej ostatniej. Dodając do tego ewentualną kumulację wzrostu cen związanego z czynnikami regulacyjnymi (np. opłaty za prąd), otrzymamy inflację wyraźnie powyżej 2,5 proc. Taki scenariusz może się zmaterializować w 2020 r. GS

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.