Finanse

Warszawska giełda rzuca się na głębokie zagraniczne wody

Jeszcze w tym roku może ruszyć projekt GlobalConnect. Kilka lat temu byłby rewolucją. Teraz budzi mieszane uczucia, a jego sukces jest uzależniony od wielu czynników.
Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Warszawska giełda jest coraz bliżej uruchomienia rynku GlobalConnect. Miałyby być na nim notowane największe spółki z zagranicznych giełd. Wbrew pozorom pomysł ten nie jest abstrakcją. Istnieje bowiem możliwość wprowadzania tego typu rozwiązań bez zgody samych emitentów. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, już niedługo w Warszawie możemy handlować nie tylko akcjami KGHM, PZU czy też PKO BP, ale także takich firm jak Adidas, Apple, Twitter czy Tesla.

Gdyby taka możliwość pojawiła się kilka lat temu, łatwiej byłoby jej zyskać uznanie i poparcie. Dzisiaj jest co do tego dużo więcej wątpliwości, a inicjatywa ta ma zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Na koniec wszystko zapewne sprowadzi się do szczegółów, które zdecydują, czy faktycznie okaże się ona sukcesem czy jednak niepotrzebną fanaberią.

Brakujące elementy

Foto: GG Parkiet

Pomysł GPW też nie wziął się znikąd. Jest odpowiedzią na coraz większą popularność rynków zagranicznych wśród polskich inwestorów indywidualnych. Nie mają oni już kompleksów i coraz odważniej handlują na Wall Street, we Frankfurcie czy też w Londynie. Trend ten nasiliła pandemia. Sprawiła, że w biurach i domach maklerskich przychody z rynków zagranicznych zaczęły osiągać nienotowane wcześniej poziomy, chociaż trzeba też podkreślić, że wciąż zdecydowaną większość wpływów generuje rynek polski.

Dla inwestorów zagraniczne akcje czy też ETF-y stały się jednak już nie tylko uzupełnieniem portfela inwestycyjnego, ale dla części nawet alternatywą w stosunku do oferty rodzimego rynku. GPW nie chce tanio sprzedawać skóry i postanowiła powalczyć o ten kapitał właśnie poprzez rynek GlobalConnect, który przy sprzyjających okolicznościach może ruszyć jeszcze w tym roku.

Foto: GG Parkiet

– W IV kwartale uzyskamy gotowość operacyjną do uruchomienia rynku GlobalConnect. Ważne są natomiast dwa czynniki, które mogą mieć wpływ na termin uruchomienia tego rynku. Przede wszystkim prowadzimy na ten temat rozmowy i uzgodnienia z nadzorcą. Druga kwestia to animator rynku. Rynek ten jest tak zorganizowany, że akcje będą wprowadzone bez zgody emitenta. Za to ma odpowiadać animator będący członkiem GPW. Rynek zacznie działać, kiedy sam animator zdecyduje się na wprowadzenie tych instrumentów. Jako giełda będziemy na pewno gotowi w IV kwartale – wskazywała ostatnio Izabela Olszewska, członek zarządu GPW. – GPW złożyła do nas zapytanie w sprawie GlobalConnect. Obecnie trwają wewnętrzne konsultacje w Urzędzie dotyczące założeń przedłożonych przez GPW. Dlatego z naszej strony jest obecnie za wcześnie na komentowanie tej sprawy – usłyszeliśmy w KNF.

Wśród brokerów, od których też będzie zależało powodzenie tej inicjatywy, panują mieszane uczucia. Wielu z nich od wielu lat mocno rozwija rynki zagraniczne. To doprowadziło do sytuacji, w której handel na zagranicznych parkietach odbywa się dzisiaj praktycznie na takich samych zasadach jak na GPW. Gdyby GlobalConnect ruszał więc kilka lat temu, entuzjazm brokerów z pewnością byłby większy i mógłby to być prawdziwy hit. – Większość czołowych biur maklerskich od kilku już lat oferuje dostęp do rynków zagranicznych i intensywnie inwestuje w ten obszar. Z tego też względu projekt GlobalConnect wydaje się trochę spóźniony. Aczkolwiek niewątpliwie będzie atrakcyjny dla biur bez dostępu do rynków zagranicznych – mówi szef jednego z pośredników. – Dużym plusem z punktu widzenia inwestorów będzie niższa prowizja minimalna. Generalnie, dla biur z dostępem do rynków zagranicznych projekt ma charakter neutralny – uważa nasz rozmówca.

Szansa dla niektórych brokerów

Wśród biur, które nie mają w ofercie dostępu do rynków zagranicznych, entuzjazm związany z GlobalConnect faktycznie jest zdecydowanie większy.

– Każda inicjatywa uatrakcyjniająca ofertę instrumentów na giełdzie, a tym samym zwiększająca liczbę klientów handlujących na GPW warta jest wspierania. Tak więc od momentu, kiedy po raz pierwszy dowiedzieliśmy się o GlobalConnect, obserwujemy ten projekt z zainteresowaniem i planujemy w nim uczestniczyć. Dobrze wpisuje się on w nasz model działania, który zakłada dostarczanie naszym klientom przejrzystych, zrozumiałych oraz łatwych w obsłudze usług – mówi Marcin Słomianowski, dyrektor BM ING Banku Śląskiego. Jak dodaje, do tej pory dowodzona przez niego firma świadomie nie wprowadzała rynków zagranicznych do oferty, gdyż związane jest to z wysokimi kosztami handlu, utrudnionym dostępem do notowań czy kwestiami związanymi z ryzykiem walutowym. – GlobalConnect te problemy eliminuje, a poprzez obecność najbardziej rozpoznawalnych wśród inwestorów indywidualnych spółek zagranicznych może zaspokoić potrzebę klientów inwestowania na innych rynkach niż polski, stanowiąc dobre uzupełnienie naszej dotychczasowej oferty. Nie bez znaczenia dla naszej decyzji były głosy klientów, którzy coraz częściej o taką możliwość pytali. Nie chcąc pozostawić ich samym sobie, ale jednocześnie mając świadomość wyzwań związanych z inwestowaniem na rynkach zagranicznych w obecnej formie, GlobalConnect stanowi dla nas bardzo perspektywiczny segment rynku – wskazuje Słomianowski.

Z nadzieją na projekt GlobalConnect patrzą też maklerzy z Alior Banku. Co ciekawe, mimo że projekt giełdowy może niedługo ruszyć, to nie przeszkadza to Aliorowi w pracach nad rynkami zagranicznymi w ramach biura maklerskiego

– BM Alior Banku popiera wszelkie inicjatywy GPW, które mogą mieć pozytywny wpływ na zainteresowanie inwestorów indywidualnych rynkiem kapitałowym. GlobalConnect jest jedną z takich inicjatyw, w których zamierzamy brać aktywny udział. Należy jednak pamiętać, że projekt giełdy będzie skupiał się jedynie na spółkach „zagranicznych gigantów", a BM Alior Banku nie chce ograniczać możliwości inwestycyjnych swoim klientom. Dlatego nadal pracujemy nad uruchomieniem inwestycji na rynkach zagranicznych z dużo większym wachlarzem spółek, w które nasi klienci będą mogli inwestować – mówi Grzegorz Koczwara, dyrektor w BM Alior Banku. Jego zdaniem projekt GPW ma natomiast szansę jeszcze bardziej spopularyzować inwestowanie za granicą. – W naszej ocenie projekt giełdy będzie odgrywał niejako rolę kampanii promocyjnej rynków zagranicznych, dzięki czemu poziom zainteresowania inwestorów indywidualnych spółkami spoza GPW będzie wzrastał, a wdrażając w naszym biurze maklerskim możliwość inwestycji na rynkach zagranicznych, chcemy odpowiedzieć na oczekiwania naszych klientów – mówi Koczwara.

Skala wyzwania

Oczywiście giełda będzie się musiała też zmierzyć w wieloma wyzwaniami. Pojawią się pytania o to, ile faktycznie animatorów uda się przyciągnąć GPW, jaka będzie płynność i w jakim tempie będą wprowadzane kolejne instrumenty. GPW w pierwszej kolejności chce mieć w ofercie akcje spółek z Europy Zachodniej, a później ze Stanów Zjednoczonych. Tymczasem to jednak rynek amerykański jest najpopularniejszy wśród inwestorów. – Akcjami europejskimi interesuje się znacznie mniejsza liczba inwestorów. Oczywiście w początkowej fazie kluczowy będzie animator i tu pojawia się pytanie, jakie instytucje będą za to odpowiedzialne. Druga problematyczna kwestia to rozliczenie dywidend i inne zdarzenia korporacyjne, szczególnie w chwili gdy dołączą spółki amerykańskie. Uważamy, że ten projekt ma spore szanse powodzenia pod warunkiem, że będzie konsekwentnie rozwijany w długim okresie – uważa jeden z naszych rozmówców.

Na trudności i kwestie techniczne związane z rynkami zagranicznymi wskazuje też Maksymilian Skolik, dyrektor BM mBanku. – Pomysł GlobalConnect jest nam znany od kilku miesięcy. Oceniamy go pozytywnie, wzbogaca ofertę GPW o nowe globalne spółki, może zachęcić do handlu nowych klientów i nie jest konkurencją dla obecnej oferty naszego ani innych biur. Jest jednak kilka wątpliwości regulacyjnych, a najpoważniejsza z nich to sprawa opodatkowania dywidend z akcji amerykańskich – zwraca uwagę Skolik. Na czym polega trudność? – Większość brokerów i depozytariuszy na świecie (w tym w Polsce), którzy umożliwiają klientom zakup i depozyt papierów ze Stanów Zjednoczonych, znajduje się pod regulacyjną presją dotyczącą uzyskania statusu QI (Qualified Intermediary). Źródłem presji jest amerykański urząd podatkowy (IRS), który oczekuje od wspomnianych podmiotów m.in. monitoringu klientów otrzymujących dywidendy, pobierania odpowiedniego podatku od klientów zgodnie z ich rezydencją podatkową, odprowadzania odpowiedniego podatku do IRS oraz regularnego raportowania. Przyjmując status QI, instytucja zobowiązuje się do spełnienia wspomnianych obowiązków. Niewywiązanie się z nich wiąże się z szeregiem dotkliwych kar, w tym utratą statusu QI i możliwości oferowania klientom akcji z USA – mówi Skolik. Jak wskazuje, obecnie grupa brokerów i banków w Polsce prowadzi przygotowania do uzyskania statusu QI, co jest związane z prowadzoną już działalnością na rynkach zagranicznych. – Z naszych informacji wynika, że KDPW nie planuje uzyskania statusu QI w najbliższym czasie. Według opinii naszego doradcy podatkowego, specjalizującego się w tematyce podatków amerykańskich, współpraca z depozytariuszem lub powiernikiem, który nie posiada statusu QI i nie jest w stanie zagwarantować odprowadzenia odpowiedniego podatku do IRS, czy zapewnić nam odpowiednich informacji i wsparcia do rocznego raportowania, wiąże się z dużym ryzykiem. Ryzyko to mogłoby doprowadzić do surowych kar lub utraty statusu QI w przypadku, gdy bank czy broker taki status już posiada – wyjaśnia Skolik

To pokazuje, że projekt GlobalConnect czeka wiele wyzwań i jego sukces wcale nie jest tak oczywisty, jak mogłoby się wydawać w pierwszym odczuciu i jaki mógłby być jeszcze kilka lat temu.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.