REKLAMA
Czytaj e-wydanie
REKLAMA

Budownictwo

Wirus zarazi budownictwo?

Rynkowi eksperci na gorąco prognozują, jak może rozwinąć się sytuacja.
Foto: materiały prasowe

Indeks WIG-budownictwo w czwartek spadał o nawet 11,1 proc., do 1837 pkt. Poprzedni dołek notowań, licząc dla zamknięcia sesji, to 1869 pkt. w październiku ub.r.

Kurs lidera indeksu, Budimeksu (48 proc. udziału), spadał o nawet 12,3 proc., do 149,4 zł. Pod koniec stycznia za walory płacono 190 zł – po dobrych wynikach i sugestii sowitej dywidendy.>

Co dalej z budownictwem? Jaki może być wpływ wirusa na branżę? Przepytujemy ekspertów.

Szymon Jungiewicz, główny analityk rynku budowlanego w firmie PMR:

Mamy do czynienia z gigantyczną niepewnością. Pierwszy bezpośredni wpływ można przewidywać na te części rynku, które narażone są na przerwanie łańcuchów dostaw  - np. ogniwa fotowoltaiczne produkowane w Chinach.

Budowlańcy nie mogą pracować zdalnie, stąd jeżeli nasilą się zachorowania i pojawią się ogniska wymagające kwarantanny – na pewno wystąpią opóźnienia w realizacji inwestycji.

Kluczowe znaczenie dla rozwoju rynku budowlanego będą mieć jednak wpływ otoczenia makroekonomicznego i polityki inwestycyjnej. Dziś wszyscy są zgodni co do ścinania prognoz tempa wzrostu gospodarczego i nakładów inwestycyjnych, odbije się to z pewnością na niższych budżetach na budynki, szczególnie w budownictwie komercyjnym, gdzie inwestorzy muszą zorganizować finansowanie. W zdecydowanie mniejszym stopniu powinno to dotknąć inwestycji infrastrukturalnych, jednak tutaj można sobie wyobrazić zagrożenie przekierowaniem środków na ochronę zdrowia.

Sytuacja jest bardzo dynamiczna – jeżeli rozprzestrzenianie się wirusa zostanie zahamowane, silnie wyhamowany rynek może szybko przyspieszyć, pytanie tylko, czy wróci do tych poziomów aktywności, które były notowane przed wybuchem epidemii.

Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa:

Budownictwo powinno odczuć skutki epidemii koronawirusa w mniejszym stopniu niż branża logistyczna, transportowa, czy turystyczna. Większość dużych firm budowlanych wprowadza rygorystyczne procedury w zakresie przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się choroby, które polegają na zachęcaniu pracowników biurowych do pracy zdalnej, anulowaniu szkoleń, ograniczaniu kontaktów i wyjazdów służbowych oraz przestrzeganiu zasad higieny na budowach. Wprowadzone obostrzenia mogą utrudnić funkcjonowanie przedsiębiorstw, spowolnić proces decyzyjny i wygenerować ogromne problemy organizacyjne i finansowe w sytuacji, gdy pracownicy nie będą mieli możliwości świadczenia pracy w związku z decyzją o chorobie i kwarantannie dużej części personelu. Takie zagrożenie w istotny sposób wpływa na wzrost ryzyka opóźnień w realizacji obiektów infrastrukturalnych i kubaturowych, jednak skala tego zjawiska jest na tym etapie bardzo trudna do przewidzenia.

Do opóźnień robót budowlanych mogą przyczynić się także zerwane łańcuchy dostaw już nie tylko z kierunku chińskiego, ale paraliż zaczyna obejmować cały rynek europejski. Problem ten dotyczy przede wszystkim dostaw maszyn, urządzeń i niektórych materiałów budowlanych, natomiast w mniejszym stopniu odnosi się do surowców, których produkcja ma bardziej lokalny charakter, np. kruszyw.

Z powodu koronawirusa inwestorzy powinni być przygotowani na napływ roszczeń wykonawców o przedłużenie czasu na ukończenie robót lub o dodatkową płatność. Będą oni chcieli w ten sposób uniknąć naliczenia kar umownych za niedotrzymanie terminu realizacji inwestycji w związku z epidemią i zminimalizować koszty tego opóźnienia, które będą musieli z tego tytułu ponieść. W niektórych przypadkach pomocne może okazać się skorzystanie z pakietu antykryzysowego przygotowywanego przez polski rząd w zakresie dostępu do taniego kapitału obrotowego i elastycznego podejścia do rozliczeń z fiskusem.

Bartłomiej Sosna, ekspert rynku budowlanego w firmie Spectis:

Jak wszystkie branże polskiej gospodarki, także sektor budowlany odczuje skutki bieżących wydarzeń, jednak w mojej opinii odczuje je w stopniu umiarkowanym. Podstawową aktywnością firm budowlanych jest bowiem wznoszenie obiektów z lokalnych surowców oraz materiałów i przy wykorzystaniu podstawowej siły roboczej. Korzystny dla budownictwa jest także fakt, że jest to działalność wykonywana w dużej części na świeżym powietrzu. Dotkliwiej sytuację odczuć mogą dostawcy dla budownictwa prowadzący działalność w halach produkcyjnych.

Dodatkowym ryzykiem obciążone są branże, w których Chiny lub Włochy są istotnymi elementami w łańcuchu dostaw. Co gorsza, za dwa, trzy tygodnie do tej listy mogą zostać dodane kolejne europejskie kraje i lepiej byłoby dla polskiej gospodarki, żeby nie były to Niemcy lub Francja, bo wtedy sytuacja zacznie się dużo bardziej komplikować. Dotyczy to takich grup produktowych jak sprzęt budowlany czy osprzęt instalacyjny z obszaru wentylacji, klimatyzacji, instalacji elektrycznych czy oświetlenia. Brak ciągłości dostaw w tych branżach może wpłynąć na opóźnienia w realizacji inwestycji, zwłaszcza kubaturowych.

Należy jednak pamiętać, ze budownictwo to nie tylko pracownicy fizyczni – blisko połowa pracujących w budownictwie to pracownicy na stanowiskach umysłowych. W wielu firmach pracownicy przejdą na pracę zdalną. Nasuwa się jednak pytanie, jak firmy budowlane są przygotowane na masową pracę zdalną.

Istnieje też ryzyko, że możliwy kryzys makroekonomiczny w gospodarce światowej spowodowany pandemią odbije się negatywnie na kondycji finansowej niektórych polskich firm, również budowlanych, w przypadku np. gdy banki zaostrzą kryteria kredytowe. Możliwe są też zmiany planów inwestycyjnych rządu i samorządów, jeśli dojdzie do nowelizacji budżetu, z uwagi na nadzwyczajną sytuację. Wszystko zależy od tego, jak szybko uda się zahamować wzrost zachorowań na świecie.

Dużo mocniej niż budownictwo obecne spowolnienie odczuje szeroko rozumiany rynek nieruchomości, szczególnie branża hotelowa, targowa i konferencyjna, w przypadku których odnotowane w marcu straty będą już nie do odrobienia w dalszej części roku. Jednak paraliż ruchu o charakterze turystycznym i biznesowym to problem nie tylko hoteli, ale także inwestorów indywidualnych zarabiających na wynajmie krótkoterminowym. W przypadku mieszkań kupionych za gotówkę, inwestorzy po prostu mniej zarobią na wynajmie. Większym problemem będą jednak mieszkania kupione w celach inwestycyjnych sfinansowane kredytem.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA