REKLAMA
REKLAMA

Banki

Sądowe sprawy frankowe uderzą także w gospodarkę

Polski złoty, obligacje skarbowe, rating, akcja kredytowa i tempo wzrostu gospodarczego mogą odczuć negatywny wpływ przegrywanych przez banki batalii sądowych.
Foto: Bloomberg

Za franka szwajcarskiego płaci się już 3,96 zł, najwięcej od wiosny 2017 r. Kurs tylko przez ostatnie trzy miesiące urósł o prawie 5,4 proc. To czynnik, który może dodatkowo, obok oczekiwanego wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i ostatnich pozytywnych orzeczeń polskich sądów, zachęcić frankowiczów do batalii z bankami.

Nie tylko akcjonariusze

W razie pozytywnego dla klientów wyroku TSUE, który może zapaść we wrześniu, sektor poniesie spore koszty, bo sądy w Polsce mogłyby częściej unieważniać umowy hipotek walutowych lub konwertować je na złote, zostawiając stawkę LIBOR, która jest ujemna. W obu przypadkach skutkiem byłoby przewalutowanie po kursie z dnia zaciągnięcia. W najbardziej pesymistycznym scenariuszu Związek Banków Polskich szacuje koszt dla sektora na 60–80 mld zł. To nie pozostałoby bez wpływu na całą polską gospodarkę – ostrzegają ekonomiści ING Banku Śląskiego.

Czytaj także: Frankowe banki najtańsze od słów Kaczyńskiego

Wskazują, że koszty takiej operacji uzależnione będą od kursu CHF/PLN (im wyższy, tym większe straty dla banków – frankowych hipotek udzielano średnio po kursie ok. 2,5 zł). To rodzi istotne ryzyko dla banków, bo jest spora groźba, że z biegiem czasu kurs CHF/PLN by się umacniał, szczególnie jeśli polskie sądy zaczęłyby orzekać zgodnie z wytycznymi TSUE. Niektóre banki mogą zechcieć się zabezpieczyć przed tym, kupując z wyprzedzeniem szwajcarską walutę. To oznaczałoby przecenę złotego w kolejnych kwartałach – dodają.

Straty banków nie pojawią się z dnia na dzień, ich wysokość będzie zdaniem różnych ekspertów najprawdopodobniej znacznie mniejsza niż wspomniane 60 mld zł (roczny zysk netto sektora to ok. 15 mld zł). Sami prawnicy spierają się, na ile wiążący dla polskich sądów, bo to one ostatecznie będą podejmować decyzje, będzie wyrok TSUE. Istnieje ryzyko, że sądom w razie zalania nowymi sprawami będzie po prostu łatwiej powołać się na ten wyrok bez dogłębnego analizowania, czy unieważnienie umowy lub przewalutowanie jej z pozostawieniem stawki LIBOR byłoby – jak przekonują banki – niesprawiedliwe, zaburzałoby równowagę stron i zasady współżycia społecznego.

Zdaniem ekonomistów ING BSK prawdopodobieństwo niekorzystnych dla banków wyroków może wzrosnąć po korzystnym wyroku TSUE. To z kolei gwałtownie zwiększyłoby liczbę wytaczanych spraw. Banki mogą szybko odczuć ten problem, gdyby się okazało, że audytorzy zalecają im zawiązanie rezerw na sprawy sądowe, szczególnie jeśli prawdopodobieństwo ich przegrania przekroczy 50 proc.

Ekonomiści dodają, że wtedy większość banków w Polsce, szczególnie tych mających największy udział walutowych hipotek, wymagałaby dokapitalizowania, bo rezerwy kilkakrotnie przekroczyłyby ich roczne zyski. Największy udział mają Getin Noble, Millennium, mBank i PKO BP.

Według ekspertów ING BSK korzystny dla klientów wyrok TSUE nie sprzyjałby polskim obligacjom skarbowym, choć tu wpływ nie jest jednoznaczny. Z jednej strony zwiększone rezerwy banków zwiększyłyby popyt na obligacje skarbowe (w nich byłyby lokowane), z drugiej jednak skokowy wzrost rezerw, bijący w kapitały, zmusiłby je do zamrożenia akcji kredytowej na kilka kwartałów. Banki niefrankowe prawdopodobnie nie zdołałyby zapewnić brakującego finansowania gospodarce, wzrost PKB byłby dławiony, co stanowiłoby ryzyko dla większego deficytu sektora rządowego i zwiększyłoby potrzeby pożyczkowe państwa. To przyniosłoby wzrost premii za ryzyko polskich skarbówek i ich rentowności.

Splot złych czynników

– W najczarniejszym scenariuszu, którego się nie spodziewam, wyniki i wyceny banków spadłyby dramatycznie, pojawiłaby się konieczność ich dokapitalizowania, tąpnęłaby akcja kredytowa. To zdestabilizowałoby system finansowy, więc wpłynęłoby na rating Polski, bo wszystkie wiodące agencje mocno podkreślały do tej pory jego dobrą kondycję – mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole.

Foto: GG Parkiet

Doszłoby do tego w złym momencie, bo w przyszłym roku spowolnienie gospodarcze ma być wyraźniejsze, nawet jeśli nastąpi oczekiwane odbicie w światowym handlu. Są jednak ryzyka. – Jeśli nastąpi eskalacja napięć na linii Chiny–USA, największe gospodarki ograniczą inwestycje i wymianę handlową, a dodatkowo dojdzie do eskalacji na linii USA–UE i na to nałożymy prognozowane hamowanie cyklu w budownictwie w związku z mniejszą absorpcją środków UE, to wszystko razem zaowocowałoby znacznie większym spowolnieniem. W scenariuszu wzrostu PKB w tempie poniżej 3 proc. i dodatkowych problemów z frankami sytuacja stałaby się bardzo trudna – mówi Borowski.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA