Analizy

Wysoka inflacja szansą i wyzwaniem dla spółek

Najwyższe od 20 lat tempo wzrostu cen w gospodarce nie pozostaje bez wpływu na wyniki finansowe giełdowych firm.
Foto: Adobestock

Przyspieszająca inflacja jest jednym z kluczowych czynników, z którym muszą się mierzyć spółki. Dla wielu z nich stanowi to nie lada wyzwanie, wywierając presję na rentowność ich biznesów. Równocześnie nie brakuje beneficjentów, którzy w takim otoczeniu rynkowym mogą liczyć na większe przychody i zyski.

Cena czyni cuda

Wpływ rosnącej inflacji na sytuację finansową spółek z warszawskiej giełdy jest bardzo zróżnicowany i w dużej mierze zależy od reprezentowanej branży. – Kluczowymi czynnikami, które mogą okazać się decydujące, są m.in. struktura kosztów danego przedsiębiorstwa, wrażliwość popytu konsumentów na zmianę ceny, konkurencja w branży, dostępność substytutów na rynku dla posiadanej oferty czy charakter podpisanych kontraktów – wskazuje Mateusz Namysł, analityk mBanku.

W ogólnym ujęciu z inflacji korzystają spółki i branże, które w najlepszy sposób są w stanie przełożyć rosnące ceny zarówno na przychody, jak i też na zyski na różnych poziomach. – Klasycznym przykładem są spółki surowcowe, gdzie wzrost cen nie wpływa istotnie na popyt, a mocno wspiera przychody ze sprzedaży. Nieco inaczej wygląda sytuacja spółek energetycznych. Niezaprzeczalny wzrost cen energii obserwowany w ostatnich latach nie w pełni przekładał się na generowane wyniki z uwagi na ograniczenia w części regulowanej. Obecnie również to się nie stanie, jakkolwiek skłonność do przyjęcia podwyżek przez końcowych odbiorców detalicznych jest dużo wyższa niż jeszcze kilka lat temu z uwagi na wszechobecny temat inflacji – wskazuje Kamil Hajdamowicz, doradca inwestycyjny w Vienna Life TU na Życie.

Foto: GG Parkiet

Wiele branż odczuło wzrost cen znacznie mocniej, niż wskazują na to oficjalne dane o inflacji. Kluczowe są jednak możliwości spółek w zakresie kształtowania swoich cen.

– Dynamika rosnących cen, z jaką mierzą się spółki z GPW, powoduje, że w szybkim tempie ich sytuacja finansowa się zmienia. Wzrost cen surowców energetycznych i metali wpływa pozytywnie na spółki surowcowe (KGHM, Bogdanka, JSW), co szybko wykorzystują inwestorzy do zakupów ich akcji. Za wzrostem cen surowców podążają ceny podstawowych dóbr konsumpcyjnych w sklepach. Spółki takie jak Dino, Pepco przerzucają wzrost kosztów i cen na klientów, co pozwala im utrzymywać zadowalające marże. Poza sklepami stacjonarnymi dużo większy biznes jest w świecie online, gdzie wyższe ceny wielu kategorii zakupowych to wyższe prowizje dla pośredników (Allegro) – wskazuje Bartłomiej Zalewski, menedżer ds. inwestycyjnych w BM Alior Banku.

W otoczeniu rosnących cen w gospodarce stosunkowo dobrze radzą sobie spółki handlujące żywnością i producenci dóbr FMCG. – Co prawda na tym poziomie inflacja jest już mocno dwucyfrowa i zajmuje coraz większą część wydatkowego koszyka konsumentów, ale dość trudno z nich zrezygnować pomimo rosnących cen. Tutaj też najsilniej działają nawyki konsumpcyjne, co wpływa na elastyczność popytu – wyjaśnia Hajdamowicz.

Spółki przemysłowe nie mają lekko

W mniej komfortowej sytuacji pozostają natomiast przedstawiciele branży przemysłowej. – W ich przypadku dużo zależy od tego, w którym miejscu łańcucha dostaw się znajdują i jak to wpływa na relację wzrostu cen produktów końcowych tych spółek w zestawieniu ze wzrostem cen komponentów produkcji (półproduktów, surowców, itp.). Przyspieszająca inflacja najsilniej uderza w spółki, gdzie wzrosty cen są trudne do przełożenia na finalnego klienta – zauważa Hajdamowicz. W najtrudniejszej sytuacji są producenci związani długoterminowymi umowami. To w połączeniu np. ze słabszą pozycją negocjacyjną może ograniczać ich możliwości w zakresie podnoszenia cen, co ma miejsce np. w branży automotive.

W lepszej sytuacji są natomiast spółki nastawione na import towarów czy materiałów. – O ile nie dojdzie do osłabienia złotego, to beneficjentem obecnej sytuacji mogą być różnego rodzaju importerzy, którym łatwiej może być podnosić ceny w środowisku inflacji przy niekoniecznym wzroście kosztów zakupów za granicą – zauważa Namysł.

Inflacja zwiększa presję na podwyżki stóp

Rosnącą inflację należy również rozpatrywać pod kątem jej wpływu na poziom kształtowania się stóp procentowych, których wysokość ma istotne znaczenie dla wielu branż. Z jednej strony im wyższe stopy, tym większe możliwości zarabiania mają banki, ale równocześnie wiele innych sektorów musi się liczyć ze wzrostem kosztów finansowych, wynikających z zaciągniętych kredytów. – W końcu dochodzimy do momentu, kiedy inflacja zwiększa oczekiwania co do podwyżek stóp procentowych, co pozytywnie przekłada się na sektor bankowy. W takiej sytuacji rynkowej dużo trudniej mają spółki produkcyjne, chemiczne, które muszą mierzyć się z wyższymi kosztami – wysokie ceny prądu, gazu, koszty pracy utrudniają prowadzenie biznesu, powodując mniejsze zyski. Globalnie widać trend, w którym przez rosnącą inflację tracą spółki technologiczne, natomiast na naszym parkiecie tego typu spółek jest niewiele – zauważa Zalewski.

Jak wyjaśnia Adam Anioł, analityk BM BNP Paribas, w krótkim terminie otoczenie wysokiej inflacji może ułatwiać deweloperom mieszkaniowym podwyżki cenników, co w rezultacie może poprawić rentowność już rozpoczętych projektów, gdzie budżet wykonawczy został już ustalony z generalnym wykonawcą, a nie wszystkie mieszkania zostały sprzedane po pierwotnych cenach.

– Niemniej w średnim i długim terminie wysoka inflacja będzie wywierała presję na podwyżki stóp procentowych, co przełoży się nie tylko na wzrost kosztów finansowania, ale również na obniżenie zdolności kredytowej przez kupujących mieszkania. Dodatkowo po stronie kosztowej wzrosty cen materiałów oraz wykonawstwa będą wywierały presję na rentowność w nowo wprowadzanych projektach – tłumaczy ekspert.

Większe wyzwanie inflacja stanowi dla sektora spółek budowlanych.

– Otoczenie podwyższonej inflacji zdecydowanie w większym stopniu niekorzystnie wpływa na działalność spółek budowlanych, które funkcjonują przy niższych marżach. W ich przypadku wzrost cen surowców i materiałów oraz wysoka presja na wzrost wynagrodzeń może istotnie ciążyć wynikom finansowym już na bieżących projektach. W takim scenariuszu lepiej powinny sobie radzić spółki o krótszej duracji portfela zleceń (krótszych kontraktach) bądź z ekspozycją na kontrakty zawierające możliwość indeksacji ceny – uważa Anioł.

Inflacja a rynki akcji: Koniec hossy na giełdach?

Przyspieszająca inflacja coraz bardziej spędza sen z powiek inwestorom. Z punktu widzenia posiadaczy akcji jest to jeden z czynników, które w dłuższym terminie mogą decydować o atrakcyjności inwestycji.

– Rosnąca inflacja jest jednym z głównych tematów inwestycyjnych tego roku. Staraliśmy się jednak w tym czasie zwracać uwagę, że wzrost cen sam w sobie, szczególnie z bardzo niskich poziomów, jak miało to miejsce na większości rynków rozwiniętych, wcale nie oznacza negatywnych stóp zwrotu na rynku akcji. Jego głównym efektem była widoczna szczególnie w I kwartale rotacja sektorowa, która sprzyjała spółkom z branż w ubiegłej dekadzie bardzo słabych, m.in. bankom czy energetyce, w szczególności w segmencie wydobywczym – wskazuje Kamil Cisowski, dyrektor zespołu analiz i doradztwa inwestycyjnego DI Xelion.

Kluczowe są dwa aspekty, które towarzyszą wysokiej inflacji: tempo wzrostu gospodarczego i poziom stóp procentowych (a przede wszystkim oczekiwania z nimi związane). – Problemy dla rynku akcji zaczynają się wtedy, kiedy inflacji przestaje towarzyszyć wysoki wzrost gospodarczy, a zaczyna się zacieśnienie polityki monetarnej, czyli w sytuacji takiej, w jakiej znajdujemy się teraz. Dlatego jesteśmy pesymistyczni w ocenie szans na kontynuację wzrostu przez najbliższe trzy–sześć miesięcy (głównie w USA, w mniejszym stopniu w Polsce i Europie). Istnieje też inna możliwość, tzn. wzrost cen, który wymyka się zupełnie spod kontroli banków centralnych, wywołując panikę i niemal pewny globalny kryzys, ale nie wierzymy w taki scenariusz. Spodziewamy się, że do końca I kwartału 2022 r. dojdzie do osiągnięcia lokalnych szczytów inflacji nawet w Polsce, a choć dynamika cen pozostanie podwyższona być może nawet do 2023 r., większym problemem dla inwestorów staną się obawy o wzrost gospodarczy, który stopniowo będzie tracił gigantyczne wsparcie ultraluźnej polityki fiskalnej – podkreśla Cisowski. JIM

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.