Analizy

Długoterminowe inwestowanie odeszło do lamusa? Jeszcze nie

Na krótką metę nie brakuje czynników ryzyka dla polskiego rynku akcji. Ale obecny relatywnie niski poziom wycen oraz zaległości względem innych klas aktywów paradoksalnie dobrze rokują, jeśli chodzi o długoterminowe, wieloletnie stopy zwrotu.
Foto: Fotolia

Podczas niedawnej konferencji „Wall Street 22", zorganizowanej przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, mówiliśmy o pewnych wskazówkach dotyczących długoterminowego inwestowania, m.in. na GPW. W dzisiejszym artykule nawiążemy do wybranych wątków zawartych w tamtym wystąpieniu.

Rys. 1. Długoterminowe inwestowanie na GPW ma sens pod warunkiem zdyscyplinowanego podejścia

Foto: GG Parkiet

Przyglądając się obecnej sytuacji na polskim rynku funduszy inwestycyjnych, można zauważyć, że temat długoterminowego inwestowania w bardziej ryzykowne (czytaj: potencjalnie bardziej dochodowe na długą metę) aktywa jest zdecydowanie mało popularny. Gros pieniędzy napływa do funduszy rynku pieniężnego, natomiast fundusze akcyjne przeżywają de facto systematyczną ucieczkę kapitałów.

Można zaryzykować tezę, że jedyną popularną formą długoterminowego inwestowania w obecnych realiach są nieruchomości kupowane na wynajem, choć wbrew pozorom te inwestycje też nie są pozbawione ryzyka.

A przecież długoterminowe inwestowanie na GPW ma za sobą długą i pozytywną historię. Owszem, ktoś może powiedzieć, że przecież akcje kupowane w okolicach szczytów hossy w 2007 roku do tej pory (po ponad dziesięciu latach!) przyniosły nie tylko realne, ale nawet nominalne straty. To oczywiście fakt niepodlegający dyskusji, ale naszym zdaniem ten feralny epizod jest raczej wyjątkiem (anomalią) niż normą.

Kiedy inwestycje mają sens

Ten punkt widzenia pokazujemy na jednym z naszych ulubionych wykresów. W swej dotychczasowej historii WIG jest w trendzie wzrostowym, nawet mimo nieszczęsnej euforii lat 2006–2007, którą później nasz rynek musiał odpokutowywać przez tak długi czas.

Rys. 2. Okresy niskich wycen są optymalne do długoterminowych zakupów

Foto: GG Parkiet

Chociaż dzisiaj może się nam wydawać, że mamy niepewną sytuację na GPW i nie brakuje czynników ryzyka na krótką metę (takich chociażby jak niedobór świeżego kapitału, spektakularne wpadki pojedynczych spółek, ryzyko polityczne, trwające zacieśnianie polityki pieniężnej przez amerykański Fed, niepewność dotycząca przyszłości akcji zgromadzonych przez OFE itp.), to przecież czynników ryzyka nigdy nie brakowało. Zauważmy, ile dramatycznych wydarzeń zaliczył WIG w swej historii. Kryzysy, recesje, bankructwa, paniki – to wszystko zdarzało się wielokrotnie (i bez wątpienia zdarzać się będzie w przyszłości), a mimo to czerwona linia poprowadzona na wykresie rośnie w tempie ok. 10 proc. w skali roku. Co więcej, paradoksalnie to właśnie okresy największej niepewności i strachu były najlepszymi momentami, by na dłuższą metę „załapać się" na te 10-proc. stopy zwrotu.

Tu pojawia się zasadnicze pytanie – w jaki sposób odróżnić okresy, w których długoterminowe inwestycje miały sens, od takich, w których kupowanie polskich akcji groziło kiepskimi wynikami w horyzoncie wieloletnim (tak jak to było w przypadku walorów nabywanych w latach 2006–2007)?

Rys. 3. Dokupuj akcje do portfela wtedy, gdy WIG ma za sobą zaległości względem obligacji

Foto: GG Parkiet

Naszym zdaniem jest co najmniej kilka „tropów" prowadzących do odpowiedzi na to pytanie. Jeden z najważniejszych – wyceny akcji. Już dawno temu znany z długoterminowego podejścia do inwestowania Warren Buffett przestrzegał, że „zbyt wysoka cena zakupu akcji nawet świetnej spółki może zniweczyć efekty całej dekady korzystnych wyników biznesu" (List do akcjonariuszy, 1982). To stwierdzenie można odnieść także do całego rynku. Jak pokazujemy na wykresie wskaźnika cena/wartość księgowa, zasadniczą przyczyną tak kiepskich stóp zwrotu z długoterminowych inwestycji dokonanych w latach 2006-2007 były „kosmiczne" wyceny polskich akcji. Ale jest też dobra wiadomość. Obecna sytuacja w niczym nie przypomina tamtych „ekscesów" wycenowych. Chociaż współczynnik WIG/wartość księgowa podobnie jak inne tego rodzaju wskaźniki nie spadł jeszcze do dołków choćby z początku 2016 roku (a tym bardziej do historycznego dołka z lutego 2009, gdy punktu kulminacyjnego sięgnęła panika związana z globalnym kryzysem finansowym), to jednak jest nieporównywalnie niżej niż w latach 2006–2007. Ten fakt pozwala nam z czystym sumieniem wypowiadać się pozytywnie na temat potencjalnych stóp zwrotu w przyszłości, w horyzoncie wieloletnim.

WIG a obligacje

Innym tropem jest porównanie wartości WIG z innymi klasami aktywów, konkurencyjnymi dla polskich akcji. Weźmy pod uwagę choćby obligacje skarbowe. Tak się składa, że wykres współczynnika WIG/obligacje bardzo przypomina wykresy różnych wskaźników wyceny. Także tutaj mamy kolejną ważną podpowiedź. W latach 2006–2007 (kiepski okres do dokonywania długoterminowych inwestycji) WIG był skrajnie wysoko względem indeksu obligacji. Ale obecna sytuacja w niczym nie przypomina tamtej. Choć i tutaj do dołków jeszcze trochę brakuje, to jednak relatywnie niski poziom współczynnika przemawiać może za tym, by w portfelu przynajmniej pewną część zajmowały akcje (a nie tylko obligacje, które nie oferują przecież obecnie zbyt atrakcyjnych stóp zwrotu).

Jak to wszystko podsumować? Nie chcielibyśmy, by nasze argumenty sprawiały wrażenie, jakby wszystko malowało się w różowych barwach. Na krótką metę sytuacja jest skomplikowana. Fed kontynuuje zaostrzanie polityki pieniężnej i nie da się wykluczyć kolejnych szoków na rynkach. Ale jeśli popatrzymy na sytuację przez pryzmat długoterminowego inwestowania, to naszym zdaniem akcje kupowane w obecnych realiach powinny w horyzoncie wielu lat przynieść stopy zwrotu o niebo lepsze niż kupowane w latach 2006–2007, gdy wyceny osiągały kosmiczne pułapy.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.