REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Koronawirus cofnął polski przemysł o siedem lat

Produkcja przemysłowa w Polsce załamała się w kwietniu o 25 proc., najbardziej od początku lat 90. Maj niemal na pewno będzie lepszy, ale nie zanosi się na szybki powrót produkcji do poziomu sprzed kryzysu.
Foto: Adobestock

Produkcja przemysłowa załamała się w kwietniu o 24,7 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem ub.r. i o 25,5 proc. w stosunku do marca. Takiej katastrofy nie zakładali najwięksi nawet pesymiści. I choć maj niemal na pewno przyniesie ożywienie w przemyśle, o czym świadczy choćby odbicie w wykorzystaniu energii elektrycznej, w czwartkowych danych GUS trudno znaleźć powody do optymizmu.

Poprzedni kryzys to bajka

Zapaść w przemyśle rozpoczęła się już w marcu, wraz z wprowadzeniem przez rządy w całej Europie ograniczeń aktywności ekonomicznej w celu stłumienia epidemii. Wtedy jednak produkcja nad Wisłą zmalała tylko o 2,3 proc. rok do roku, a niektóre branże kwitły. W kwietniu nawet one odczuły skutki kryzysu.

Ankietowani przez „Parkiet" ekonomiści przeciętnie spodziewali się spadku produkcji o 12,4 proc. rok do roku, a najbardziej katastroficzne szacunki zakładały jej tąpnięcie o około 18 proc. rok do roku. Dla porównania największy dotychczas spadek produkcji w ostatnich 20 latach, ze stycznia 2009 r., sięgnął 15,3 proc. rok do roku.

„Pandemia cofnęła produkcję przemysłową w Polsce o siedem lat, do poziomu z 2013 r. Od teraz zacznie się mozolny marsz w górę" – zauważył w komentarzu Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. Pocieszać można się tym, że w Polsce sytuacja i tak jest niezła. W strefie euro i w USA produkcja wróciła do poziomu z 2009 r.

Nie ma wygranych

Zaledwie cztery spośród 34 działów polskiego przemysłu zanotowały w kwietniu wzrost produkcji. Najbardziej, o 14,8 proc. rok do roku, wzrosła produkcja wyrobów farmaceutycznych. W stosunku do marca spadła jednak o 37,2 proc., co sugeruje, że boom w tej branży już wygasa. Produkcja artykułów spożywczych, która wyraźnie zwiększyła się w marcu – gdy konsumenci robili zakupy na zapas, obawiając się zamknięcia sklepów – w kwietniu zmniejszyła się o 12,7 proc. rok do roku. Zmalała też produkcja w przemyśle papierniczym, który w pierwszych tygodniach epidemii doświadczył wzrostu popytu, co ekonomiści wiązali z rozkwitem handlu internetowego.

Liderem spadku produkcji była branża motoryzacyjna, której sprzedaż załamała się o 78,9 proc. rok do roku. Produkcja mebli spadła o ponad 50 proc. rok do roku, a maszyn i urządzeń o 34 proc. To wskazuje na załamanie eksportu.

Foto: GG Parkiet

Inaczej niż w marcu w kwietniu mocno spadła też produkcja materiałów wykorzystywanych w budownictwie. To sugeruje, że ten sektor, dotąd nieodczuwający wyraźnie konsekwencji pandemii, również zaczął się chwiać. W ocenie Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Credit Agricole Bank Polska, to zapowiedź załamania inwestycji, które okaże się trwalsze niż tąpnięcie konsumpcji.

„Po załamaniu produkcji w kwietniu w maju przyjdzie odbicie, ale obniżone moce wytwórcze utrzymają się przez długi czas. Długotrwałym i dotkliwym skutkiem pandemii będzie załamanie inwestycji. Konsumpcję można odmrażać, a zatrudnienie hibernować. Inwestycji zahibernować się nie da" – skomentował Borowski na Twitterze.

Produkcja dóbr inwestycyjnych ogółem zanurkowała w kwietniu o 50,9 proc. rok do roku, podczas gdy produkcja dóbr konsumpcyjnych trwałych o 47,8 proc., a nietrwałych o 15,1 proc.

Świat nie pomaga

Ankietowane przez GUS firmy przemysłowe spadek produkcji tłumaczyły zarówno ograniczeniami podaży, np. urlopami opiekuńczymi pracowników, jak i osłabieniem popytu, w tym zagranicznego. A to oznacza, że stopniowe odmrażanie polskiej gospodarki samo w sobie nie przywróci produkcji w Polsce do poziomu sprzed pandemii. Kluczowa będzie koniunktura na świecie, a ta na razie pozostaje słaba (więcej o tym piszemy w tekście poniżej).

– Zaburzenia łańcuchów dostaw, a także spadek popytu globalnego w wyniku recesji i wzrostu bezrobocia, będą negatywnie oddziaływały na perspektywy przemysłu – ocenia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. Jak przyznaje, jego dotychczasowa ocena, wedle której w II kwartale PKB Polski spadnie o 10 proc. rok do roku, może się okazać zbyt optymistyczna. W podobnym tonie wypowiadają się ekonomiści z banku Santander, którzy oczekiwali dotąd spadku PKB w II kwartale o niemal 12 proc. rok do roku. Podkreślają jednak, że ze względu na lepsze od oczekiwań wyniki gospodarki w I kwartale (wzrost o 1,9 proc. rok do roku) ich prognoza spadku PKB w całym 2020 r. o około 4 proc. pozostaje aktualna.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA