Po ataku USA i Izraela na Iran globalny rynek finansowy stał się produktem ropopochodnym. Nastroje zależą przede wszystkim od perspektyw otwarcia szlaku handlowego przez Cieśninę Ormuz i zaprzestania nękania infrastruktury produkcyjnej w Zatoce. Reakcja inwestorów na wydarzenia, choć umiarkowana, co do kierunku jest intuicyjna: skok cen węglowodorów, wyższe rentowności obligacji, szersze spready kredytowe i spadki indeksów giełdowych w obawie o stagflację. Akcje europejskie wykazują silniejszą ujemną korelację z cenami ropy niż amerykańskie, gdyż ich indeksy mają większy udział spółek przemysłowych, podczas gdy w USA dominują firmy technologiczne, mniej wyeksponowane na rosnący koszt energii, w dodatku gospodarka amerykańska jest eksporterem netto ropy, gazu i produktów petrochemicznych.
Pomimo ekstremalnie napiętej sytuacji geopolitycznej, rynek finansowy wysyła delikatne sygnały optymizmu. Obniżyły się indeksy zmienności indeksów akcyjnych oparte na opcjach oraz mierzące prawdopodobieństwo giełdowego krachu. Spadła również korelacja rentowności obligacji z ceną ropy, a kontrakty futures na węglowodory sugerują stopniową normalizację w przyszłości. Tanieje również tradycyjny miernik niepewności, czyli złoto, choć w tym przypadku rolę odgrywają także silniejszy dolar i ryzyko mniej gołębiej polityki banków centralnych.
Osłabiony irański reżim musi zdecydować, czy kontynuować na pół partyzancki, ale całkiem skuteczny opór nakierowany na ograniczenie podaży węglowodorów i produktów rafineryjnych i tym samym generowanie wysokich kosztów gospodarczo-politycznych dla świata, czy jednak szukać kompromisu z Amerykanami, którzy strategię rażenia obiektów militarnych mogą rozszerzyć na krytyczną infrastrukturę cywilną, rujnując kraj na lata, a być może dekady. Druga opcja wydaje się bardziej prawdopodobna, tym bardziej że wygaszanie konfliktu jest w interesie wszystkich państw regionu i zdecydowanej większości na świecie.
Jednak nawet jeśli scenariusz deeskalacji zacznie się materializować, konsekwencje nieroztropnej inwazji będą odczuwalne w krótkim i długim horyzoncie. Krótkoterminowo, wyższa inflacja i ogólna niepewność osłabią koniunkturę globalną, między innymi z powodu konieczności prowadzenia mniej łagodnej polityki monetarnej. Skutki długoterminowe są trudniejsze do przewidzenia, niemniej warto zwrócić uwagę na zwiększoną motywację importerów surowców energetycznych do zapewnienia stabilności zaopatrzenia w energię poprzez inwestycje w infrastrukturę przesyłową i magazynową, rozwój energii jądrowej i odnawialnej. Niestety będzie to także kolejny argument, jakby ich było mało, do zwiększenia wydatków militarnych.