Popularność polskich obligacji korporacyjnych w ostatnich latach rośnie w tempie niemalże geometrycznym. Samodzielne budowanie portfela tych papierów stało się przez to coraz trudniejsze. Jak sobie z tym radzić?
Można poszukać funduszu inwestycyjnego o jak największym udziale obligacji korporacyjnych i jak najmniejszym skarbowych stałokuponowych oraz papierów zagranicznych. Alternatywą, coraz częściej poszukiwaną przez klientów, jest samodzielna budowa portfela obligacji korporacyjnych. Jak zazwyczaj bywa, obie drogi mają swoje plusy i minusy.
Wybierając fundusz, możemy alokować środki właściwie od razu i bez redukcji w gotowy, zdywersyfikowany portfel kilkudziesięciu emitentów. Do tego profesjonalnie zarządzany, za co oczywiście pobierana jest opłata. Kupując obligacje samodzielnie, zbudowanie portfela składającego się z kilkudziesięciu spółek zajmie w aktualnych realiach co najmniej kilka miesięcy. Popyt znacząco przewyższający podaż sprawia, że dostępność ofert jest coraz mniejsza, redukcje wysokie, a ceny na Catalyst znacząco obniżają rentowność samodzielnie budowanego portfela.
Inwestując samodzielnie, nominalne oprocentowanie portfela będzie na pewno wyższe. Jednak zbudowanie dywersyfikacji na poziomie dobrego funduszu inwestycyjnego jest wręcz niemożliwe. Ponadto gotówka, która będzie tygodniami lub miesiącami czekała na alokację, obniży znacząco rentowność portfela. Może się więc okazać, że wybór funduszu w takich warunkach rynkowych jest nie tylko drogą prostszą i bezpieczniejszą, ale również bardziej rentowną.