Celem ataków jest infrastruktura tworząca podaż ropy naftowej. W efekcie w środę po południu ropa Brent kosztowała 109 dolarów za baryłkę. Taki obraz, co oczywiste, nakręca obawy inflacyjne. Takie o charakterze podażowym, które długoterminowo będą dusić gospodarkę i będą wymagać wspierania popytu. Krótkoterminowo wprowadzają jednak niepokój, wstrzymują decyzyjność i prace nad otwartymi projektami.

Rynki finansowe nie lubią takiego zawieszenia. W środę znów rosły rentowności obligacji skarbowych i ceny kontraktów na stopy procentowe, które zaczęły dyskontować podwyżki stóp procentowych. Po godzinie 15:00 obligację dwuletnią wyceniano rentownością 4,40 proc. Przypomnijmy dla porządku, że stopa referencyjna banku centralnego to obecnie 3,75 proc. W środowisku stabilnych stóp ta różnica była w ostatnich latach ujemna. To sygnał, że rynek przestaje zakładać szybki powrót do łagodzenia warunków finansowych.

W takim otoczeniu spada płynność w systemie. Oznacza to trudniejsze warunki finansowania, szczególnie dla podmiotów o wyższym profilu ryzyka. Projekty bez alternatywnych źródeł kapitału mogą znaleźć się pod presją, nawet przy stabilnych fundamentach. Z perspektywy polityki pieniężnej oznacza to, że NBP najprawdopodobniej będzie czekać z kolejnymi decyzjami dotyczącymi stóp procentowych. W warunkach podwyższonej niepewności i ryzyka inflacyjnego wynikającego z cen energii, czas staje się istotnym narzędziem polityki.