Po świetnych dwóch dniach na warszawskiej giełdzie, w środę byki nie były już tak skore do ataku. Co prawda jeszcze w pierwszej części dnia widzieliśmy plusy na naszym parkiecie, dzięki czemu WIG20 na moment przebił nawet poziom 3400 pkt., ale później zapał do kupowania akcji osłabł. W drugiej części notowań nie tylko skala wzrostów przygasła, to jeszcze indeksy zaświeciły się na czerwono i ostatecznie też w takim stylu kończyły sesję. WIG20 zamknął notowania 0,65 proc. pod kreską. Podobnie sytuacja wyglądała na innych europejskich parkietach. Mieliśmy więc zielone otwarcie i nadzieje na wzrosty, które jednak w miarę upływu czasu ulatywały. Na koniec z koloru zielonego nic w zasadzie już nie zostało.
Czytaj więcej
Rynek przereagował zakładając, że może dojść do podwyżek stóp procentowych. Bardziej trzeba się spodziewać wstrzymania kolejnych obniżek niż wzrost...
Amerykanie postraszyli europejskie rynki
Europejskie rynki zwrot w notowaniach zawdzięczają przede wszystkim Amerykanom. Ci rozpoczęli sesję od cofnięcia, ale kluczowy był wcześniejszy odczyt inflacji producenckiej, który okazał się wyższy od oczekiwań. To kolejny odczyt dotyczący inflacji, który jest powyżej prognoz, a to powoduje, że obniżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych stoją pod coraz większym znakiem zapytania. A trzeba przecież pamiętać, że na to trzeba nałożyć jeszcze wątek związany z wojną na Bliskim Wschodzie.
Mówiąc o stopach procentowych w Stanach Zjednoczonych trzeba wspomnieć o środowej decyzji Rezerwy Federalnej. Europa będzie mogła na nią zareagować dopiero w czwartek. Cały czas także inwestorzy patrzą uważnie na Iran i przepustowość Cieśniny Ormuz. W tym kontekście wciąż jeszcze może się wiele wydarzyć, co powoduje, że sytuacja rynkowa może w krótkim czasie zmienić się o 180 stopni. I o tym powinni pamiętać inwestorzy.