Spółki energetyczne znów przykuwają uwagę inwestorów. Podczas wtorkowej sesji ich notowania wyraźnie szły w górę, a jedną z gwiazd była firma PGE. Akcje spółki „wracają więc do żywych” po przecenie z końcówki ubiegłego roku. - Na początku grudnia notowania PGE wybiły się dołem z konsolidacji prowadzonej w ramach kanału o lekko spadkowym nachyleniu, inicjując dynamiczny impuls podażowy. W zaledwie kilka sesji zrealizowany został ruch odpowiadający szerokości tej struktury, a wyprzedaż sprowadziła kurs do poziomu 61,8 proc. zniesienia Fibonacciego całego impulsu wzrostowego zapoczątkowanego pod koniec 2024 r.. W tej strefie popyt przeszedł do wyraźnej kontrofensywy – najpierw wygasił dynamikę spadków, następnie wszedł w fazę akumulacji wspieraną podwyższonym wolumenem, by finalnie rozwinąć korektę, której efektem był powrót notowań do wnętrza wcześniejszego kanału oraz test jego górnego ograniczenia. W tym miejscu, mimo sprzyjającego układu technicznego, popyt nie zdołał jednak utrzymać przewagi – szybkie zniesienie wysokiej białej świecy z 26 lutego doprowadziło do ponownego nasilenia presji podażowej i zejścia kursu poniżej wstęgi średnich EMA21-200 – wskazuje Piotr Kaźmierkiewicz, analityk BM Pekao.

Czytaj więcej

Wtorek na giełdzie. Przebudzenie energetyki

Coi dalej z PGE?

Jakie są potencjalne dalsze scenariusze? – Obecnie to właśnie wspomniana strefa stanowi punkt odniesienia dla dalszego rozwoju sytuacji. Trwa próba powrotu ponad jej przebieg, wspierana rosnącym wolumenem. Równolegle popyt walczy o odzyskanie poziomu 10,06 zł, którego trwałe przełamanie pozwoliłoby uznać scenariusz ataku na lutowe maksima za bazowy, co w dalszej kolejności otwierałoby drogę do nowej fali wzrostowej. Negacją tego wariantu byłoby ponowne zejście poniżej 9 zł – podkreśla Kaźmierkiewicz.