Analizy

Czy reinwestowanie dywidend ma sens?

Strategia dokupowania akcji tej samej firmy za środki pochodzące z podziału zysku podnosi stopę zwrotu, ale zwiększa też koncentrację portfela.
Foto: Adobestock

Dywidendy to dla akcjonariuszy duża korzyść – dają szansę na zysk bez potrzeby sprzedawania akcji. Dodatkowo ma on charakter gotówkowy. Pozyskane tak pieniądze można przeznaczyć na różne cele, w tym na dokupienie akcji tej samej spółki. Jakie znaczenie dla stopy zwrotu ma reinwestowanie dywidend w ten sposób?

Działa efekt procentu składanego

Posłużmy się przykładem i załóżmy, że inwestor kupił w 2010 r. akcje pewnej bardzo specyficznej firmy, której cena akcji przez kolejną dekadę nie zmienia się, ale płaci ona rok w rok zawsze 5 zł dywidendy na walor. Cena zakupu to 100 zł, więc stopa dywidendy wynosi co roku 5 proc. Inwestor kupił w 2010 r. 100 akcji, więc jego pakiet początkowo jest wart 10 tys. zł. Za wszystkie otrzymane pieniądze z dywidend co roku dokupuje kolejne akcje, które powiększają pulę tych uczestniczących w dywidendzie. W tym modelu dla uproszczenia pomijamy koszty transakcyjne (powinny być niewielkie, choć skumulowane przez 10 lat dadzą się zauważyć), pominęliśmy też problem brakujących środków do zakupu pełnej liczby akcji (dla prostszego rachunku przyjęliśmy, że można kupić „ułamek" akcji). Uwzględniliśmy podatek od zysków kapitałowych, co oznacza w naszym przykładzie, że od każdych 5 zł dywidendy przypadającej na jedną akcję trzeba odprowadzić 19 proc. podatku, co zmniejsza środki służące do reinwestycji i zakupu nowych walorów.

Foto: GG Parkiet

Z pakietu 100 akcji, wartego początkowo 10 tys. zł, na koniec pierwszego roku – nazwijmy go „zerowym" – inwestor miał 10,4 tys. zł dzięki pierwszej dywidendzie. W kolejnym dokupił akcje za ponad 400 zł zarobionych dzięki pierwszej dywidendzie i na koniec tego roku miał 108 walorów i 10,8 tys. zł. Na koniec 2020 r., czyli po dziesięciu latach reinwestowania dywidend, liczba akcji urosła do 155, a ich wartość do 15,5 tys. zł, czyli o 55 proc. względem kapitału początkowego. Porównajmy ten rezultat z analogiczną sytuacją, ale gdy uzyskiwanych dywidend nie przeznaczamy na dokupowanie walorów (kurs również się nie zmienia, pomijamy koszty transakcyjne, uwzględniamy podatek od zysków). Początkowe 10 tys. zł z 2010 r. dzięki regularnym wpływom dywidend zamieniłoby się na koniec 2020 r. w 14,5 tys. zł. To o 45 proc. więcej niż kapitał początkowy i 10 pkt proc. mniej niż w strategii zakładającej reinwestowanie dywidend. Czy to dużo? Na to pytanie powinien odpowiedzieć sobie każdy inwestor sam. Warto też odnieść ten wyniki do skumulowanej inflacji.

Foto: GG Parkiet

Istotne znaczenie ma czas, który jak w procencie składanym potęguje efekt reinwestycji. Z wyliczeń analityków BofA Merrill Lynch wynika, że w ujęciu nominalnym jeden dolar zainwestowany w akcje dużych firm z USA w 1824 r. byłby dziś wart około 553 dolarów. Ale w przypadku ciągłego reinwestowania dywidend jeden dolar zainwestowany w 1824 r. byłby dziś wart blisko 6,2 mln dolarów (w ujęciu nominalnym).

Czy reinwestowanie dywidend (zamiast ich „konsumpcji") to dobry pomysł? – Reinwestycja środków z dywidendy w akcje tej samej spółki powinna być traktowana jak każda inna decyzja inwestycyjna. Zakładam oczywiście, że mamy pełne przesłanki, by dalej utrzymywać spółkę w portfelu. Tutaj po odcięciu dywidendy jej udział procentowy może spaść, co może wydawać się okazją inwestycyjną. Pamiętajmy jednak, że spora część spółek dywidendowych po jakimś czasie wraca do ceny sprzed odcięcia i może się okazać, że mamy wówczas więcej walorów w portfelu, niżbyśmy chcieli. Z drugiej strony, gdy spółka istotnie powróci do ceny sprzed dywidendy, możemy po prostu zredukować liczbę akcji. Wszystko zależy od perspektyw danej firmy i naszej własnej strategii – mówi Kamil Hajdamowicz, zarządzający w Vienna Life TFI.

Foto: GG Parkiet

Trzeba zatem zwracać uwagę na rosnący udział w portfelu spółek, których akcje dokupujemy w ramach reinwestycji dywidend. M.in. z tego powodu mechaniczne realizowanie omawianej strategii w przypadku wszystkich firm w portfelu może być, w ocenie Hajdamowicza, mało trafionym pomysłem, jednak w niektórych przypadkach może to być niezłe podejście. – Języczkiem u wagi pozostają alternatywne opcje inwestycyjne, które mamy w danym momencie, w przypadku braku pomysłu może to być też dobra strategia „na przeczekanie" – dodaje ekspert. Można oczywiście reinwestować dochody z dywidend, kupując walory innych firm, co eliminuje problem rosnącej wagi takiej spółki w portfelu.

– Reinwestowanie dywidendy w akcje tych samych spółek jest strategią prostą i to jej główna korzyść. Zawsze warto się zastanowić nad tym, jak i czy spożytkować wolne środki na rachunku, z jakiegokolwiek źródła by nie pochodziły – czy to z dywidend, czy nowych oszczędności, czy sprzedaży posiadanych aktywów. Moim zdaniem co jakiś czas warto stworzyć koncepcję tego, jak powinien wyglądać optymalny portfel inwestycyjny, i odpowiednio dostosowywać go wraz z upływem czasu, biorąc pod uwagę m.in. różnego rodzaju ryzyko i koszty transakcyjne. Jeśli nie chcemy korzystać z pomocy specjalistów, wspomniana strategia może być przydatna, warto mieć jednak kilka aspektów na uwadze – mówi Mateusz Namysł, analityk mBanku.

Radzi, aby w takiej strategii wybrać stabilne, duże przedsiębiorstwa o ugruntowanej pozycji, najlepiej z dużymi barierami wejścia na rynek np. w postaci odpowiednich regulacji. – Jednak kiedy przyjrzymy się branżom na warszawskiej giełdzie, które spełniają tego typu kryteria, wnioski mogą być smutne dla inwestorów chcących zastosować omawianą strategię. Niektóre bowiem branże rozczarowały inwestorów, bo niegdyś były uważane za dywidendowe jak np. banki, energetyka czy telekomy. Zainwestowanie w nie np. 10 lat temu i trzymanie ich do dzisiaj w wielu przypadkach nie przyniosłyby fenomenalnych rezultatów. Jeśli chcemy zastosować tego typu strategie na rynkach globalnych, to warto zainteresować się tzw. dywidendowymi arystokratami, czyli przedsiębiorstwami, które przez przynajmniej 25 lat z rzędu zwiększały dywidendy. Oczywiście warto mieć na uwadze, że polityka dywidendowa może się zmienić nawet w przypadku tych czołowych dywidendowych przedsiębiorstw – dodaje Namysł.

Lepiej stawiać na sprawdzone typy

Jakie spółki nadają się do strategii zakładającej reinwestycje dochodów z dywidend? – Najlepiej stosować ją wobec firm o regularnej i sprawdzonej polityce dywidendowej, oczywiście o zdrowych fundamentach, bo sama wypłata dywidendy nie oznacza jeszcze, że spółka jest zdrowa. W przypadku firm, w których nie ma obawy, że w kolejnych latach wartość dywidendy zostanie drastycznie zmniejszona lub nie zostanie ona wypłacona, ich cena w ciągu kilku tygodni lub miesięcy wraca do poziomu sprzed odcięcia dywidendy. Nie ryzykowałbym takiej strategii w przypadku spółek, gdzie wypłata z zysku ma charakter jednorazowy, gdyż mogła ona wynikać ze zdarzeń trudnych do powtórzenia w przyszłości – sugeruje Hajdamowicz.

Podkreśla jednak, że nie należy oddzielać takiego zakupu akcji od zwykłej inwestycji, nawet mimo tego, że mamy już spółkę w portfelu, co w uproszczeniu sprawia, że łatwiej nam w nią zainwestować. – Każdorazowo należy przeanalizować perspektywy inwestycyjne spółki, jak i nasze oczekiwania odnośnie do takiej inwestycji – zaznacza ekspert Vienny Life.

Dywidendowe spółki z GPW nie wypadają tak dobrze w długim terminie

Dywidendowe spółki z GPW grupowane są w indeksie WIGdiv, który obliczany jest od 31 grudnia 2010 r. Na starcie wartość tego indeksu wynosiła 1000 pkt. Klasyfikowane w nim są jedynie te firmy, które w ostatnich pięciu latach regularnie wypłacały dywidendy. Metodologia obliczania wskaźnika i doboru spółek budzi emocje, choćby dlatego, że wystarczy tylko rok przerwy w wypłacie dywidendy – co się może przytrafić spółce nawet nie z jej winy, ale z powodu czynników zewnętrznych – by wypadła ona z WIGdiv. Poza tym we wskaźniku nie jest brane pod uwagę to, jaką stopę dywidendy firma oferuje. Zatem wypłata choćby symbolicznych, ale regularnych kwot, pozwala na przynależność do tego indeksu. Jest on zarezerwowany tylko dla emitentów zakwalifikowanych do indeksów WIG20, mWIG40 lub sWIG80.

WIGdiv jest indeksem dochodowym i przy jego obliczaniu uwzględnia się zarówno ceny zawartych w nim akcji, jak i dochody z dywidend i praw poboru. Obecnie notowany jest na poziomie 1200 pkt, przez nieco ponad dziesięć lat zyskał zatem 20 proc. W tym czasie WIG urósł o 24 proc. Indeksy te są ze sobą mocno skorelowane, ale także w ostatnich pięciu latach nieco lepiej (o 4 pkt proc.) spisał się WIG.

Dywidendowe spółki, czyli teoretycznie bardziej stabilne i odporne na zawirowania, zyskały przewagę w ostatnich burzliwych 12 miesiącach. WIGdiv zyskał w tym czasie prawie 50 proc., a indeks szerokiego rynku tylko 34 proc. Wynika to jednak z faktu, że tuż po wybuchu pandemii w marcu 2020 r. – mimo teoretycznie bardziej defensywnego charakteru firm – bardziej spadły notowania WIGdiv. Późniejsza poprawa nastrojów pozwoliła zatem temu indeksowi na większe procentowo odbicie. MR

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.