REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Opłata za unieważniony kredyt? Sąd oddalił takie roszczenie

Gdyby inne sądy orzekały podobnie jak białostocki, banki nie uzyskałyby opłaty za korzystanie z udzielonego finansowania, a z powodu przedawnienia być może utraciłyby także wypłacony kapitał. To naraziłoby je na duże straty.
Foto: Fotorzepa, Tomasz Jodłowski

„Parkiet" dotarł do uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Białymstoku oddalającego roszczenie banku dotyczące opłaty, którą klient miałby zapłacić za korzystanie z kapitału po unieważnieniu umowy hipoteki walutowej. To prawdopodobnie pierwszy tego typu wyrok w Polsce. Nie jest prawomocny.

Klient więcej spłacił

Sprawa dotyczy ING Banku Śląskiego i indeksowanego do franka szwajcarskiego kredytu budowlano-hipotecznego, który wypłacił małżeństwu w trzech transzach (dwie latem 2008 r., jedną pod koniec lutego 2009 r.) w łącznej kwocie 125 tys. zł. Klienci spłacali zobowiązanie bez zastrzeżeń do kwietnia 2015 r., gdy zaczęli kwestionować umowę, argumentując to obecnością klauzul niedozwolonych (chodzi o mechanizm przeliczeniowy opierający się na tabeli kursowej banku). W czerwcu 2018 r. Sąd Okręgowy w Katowicach prawomocnie stwierdził, że umowa jest nieważna w całości od dnia jej zawarcia – był to jeden z pierwszych tego typu wyroków w Polsce.

W odpowiedzi bank zażądał od klientów zwrotu kwoty 125 tys. zł kapitału i blisko 47 tys. zł jako opłaty za korzystanie z pożyczonych pieniędzy. Ci argumentowali, że żądanie tej pierwszej kwoty nie ma podstaw ze względu na przedawnienie, drugie zaś określili jako nieznajdujące podstaw prawnych, nieudowodnione i niemożliwe do wykazania. Bank argumentował, że w przypadku kapitału klienci nie mieli żadnych podstaw, aby oczekiwać, że nie będą zobligowani do jego zwrotu, i nie mógł wiedzieć, że w dniu zawarcia umowy klauzule w niej zawarte są niedozwolone.

Białostocki sąd, rozpatrujący roszczenia o kapitał i opłatę za korzystanie z niego, oddalił oba żądania. Przyznał, że nie ma wątpliwości, że klienci uzyskali pieniądze bez podstawy prawnej, więc bankowi przysługuje prawo do żądania ich zwrotu na podstawie przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu (art. 405 k.c.) i nienależnym świadczeniu (410 k.c.). Wprawdzie przyznał rację klientom, że bieg roszczenia przedawnienia powinien liczyć się od momentu wypłaty kredytu, a nie – tak jak sugerują banki – wyroku unieważniającego umowę (czyli w tym przypadku od lipca 2008 r. i lutego 2009 r.). Sąd uznał jednak, inaczej niż chcą frankowicze, że nawet dla banku termin przedawnienia powinien być dziesięcioletni (a nie trzyletni jak dla przedsiębiorców), bo nie wynika ono z umowy (została przecież unieważniona) i ma źródło w bezpodstawnym wzbogaceniu się. Nie uwzględnił roszczenia o zwrot kapitału, bo przez dziesięć lat klienci wpłacili do banku w sumie 144 tys. zł rat (odsetki i kapitał), czyli więcej, niż wynosiła początkowa wartość kredytu (125 tys. zł).

Foto: GG Parkiet

Sąd jednoznacznie odrzucił żądanie opłaty za korzystanie przez dziesięć lat z kapitału, przyjmując, że bank de facto domaga się zapłaty odsetek od wypłaconej kwoty (wskazał w treści pozwu, że dochodzona kwota to właśnie odsetki kapitałowe liczone według stawki WIBOR). Sąd uznał, że odsetki należą się, gdy wynika to z czynności prawnej, a ten warunek nie został spełniony. Stwierdził, że bank nie udowodnił uzyskania jego kosztem faktycznej korzyści przez klienta. ING Bank Śląski złożył już apelację.

Gdyby podobnie orzekały inne sądy, byłaby to zła wiadomość dla banków, które wcześniej liczyły, że w ten sposób zrekompensują sobie część strat na unieważnianych umowach.

Sprzeczne opinie

Prawnicy reprezentujący frankowiczów pozytywnie oceniają wyrok białostockiego sądu. – Jest jednoznacznie prawidłowy i moim zdaniem możemy liczyć na kształtowanie się linii orzeczniczej oddalającej pozwy banków dotyczące wynagrodzenia za korzystanie z kapitału po uznaniu umowy kredytu frankowego za nieważną – mówi Kacper Sampławski, radca prawny w KS Legal.

Foto: GG Parkiet

Jego zdaniem sąd słusznie zauważył, że skoro umowa od początku była nieważna, to bank nie może żądać wynagrodzenia za korzystanie z kredytu, który prawnie nie istniał. – Trafnie wskazał, że domaganie się przez bank wynagrodzenia, gdy nieważność umowy wynika z zastosowania nieuczciwych klauzul, stanowi sprzeczną z unijną dyrektywą 93/13 próbę uzyskania korzyści kosztem konsumenta – ocenia Sampławski.

Wojciech Bochenek z kancelarii Bochenek i Wspólnicy przekonuje, że orzeczenie zapadłe w białostockim sądzie podkreśla, że dochodzenie roszczeń przez banki w zakresie bezumownego korzystania z kapitału nie znajduje zarówno podstaw prawnych, jak i faktycznych. – To dopiero jeden wyrok, który ujrzał światło dzienne, więc trudno wyciągać daleko idące wnioski, lecz niewątpliwie może on wskazywać, że inne sądy będą wydawać podobne wyroki – zaznacza.

Prawnicy pracujący dla banków są sceptyczni. – Wyrok sądu w Białymstoku to rozstrzygnięcie w jednostkowej sprawie. W uzasadnieniu wprost wskazano, że roszczenie banku o wynagrodzenie zostało oddalone głównie z uwagi na nieprzedstawienie wystarczających dowodów potwierdzających, że klient odniósł korzyść na skutek korzystania przez kilkanaście lat z udostępnionego mu kapitału – mówi Karolina Łuczak, radca prawny kancelarii Merski, reprezentującej banki.

W jej ocenie banki mają podstawy, by dochodzić tych roszczeń, ale w świetle wyroku białostockiego sądu tym bardziej będą musiały skupiać się nie tylko na wskazaniu właściwego ich zdaniem sposobu rozliczeń, lecz także przedstawić dowody potwierdzające, że kredytobiorcy odnieśli realną korzyść z korzystania przez kilkanaście lat ze środków z kredytu.

– Mając na uwadze chociażby oprocentowanie kredytów w złotych, które były udzielane w analogicznym okresie, znalezienie dowodów na taką korzyść kredytobiorców jest możliwe. Z naszych obserwacji wynika, że sądy przy orzekaniu spraw dotyczących kredytów frankowych coraz częściej biorą pod uwagę również potencjalne roszczenia banku związane z korzyściami odniesionymi przez kredytobiorców. Jednak na jednolite stanowisko orzecznictwa w tym zakresie najprawdopodobniej trzeba będzie jeszcze poczekać – zaznacza Łuczak.

Ostatnio instytucje państwowe dały frankowiczom argument w walce z bankami, które odgrażały się, że po unieważnieniu umów będą domagać się od klientów opłaty za korzystanie z kapitału. Rzecznik praw obywatelskich, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz rzecznik finansowy stwierdzili, że banki nie mają podstaw do żądania takiego wynagrodzenia.

– W takiej sytuacji tylko klienci ponosiliby konsekwencje, a bank nie ponosiłby żadnych, wręcz czerpałby korzyści, mimo że stosował postanowienia niedozwolone. To niezgodne z postanowieniami dyrektywy 93/13 dotyczącej nieuczciwych warunków umownych – argumentuje Marek Niechciał, prezes UOKiK.

Banki twierdzą, że mają podstawę prawną do takiego wynagrodzenia. Piotr Bodył-Szymala, dyr. obszaru prawnego w Santander Bank Polska, powołuje się na art. 405 i 410 k.c. o nienależnym świadczeniu. – Mamy do czynienia z rozliczaniem bezpodstawnego wzbogacenia. Klient korzystał z udostępnionego kapitału, który kosztuje. Nie miał kosztu, który musiałby ponieść, gdyby miał go pozyskać na rynku – mówi Bodył-Szymala.

Jak liczyć przedawnienie?

Ważne jest stanowisko sądu także dotyczące terminu rozpoczęcia biegu przedawnienia. – Sąd potwierdził, że orzeczenie stwierdzające nieważność umowy kredytowej ma charakter deklaratoryjny, tzn. że bieg przedawnienia liczony jest od uruchomienia kredytu, a nie konstytucyjny, czyli od wyroku unieważniającego umowę. To podejście, gdyby było masowo podzielane przez inne sądy, byłoby dla banków niekorzystne, bo zdecydowana większość kredytów powiązanych z ryzykiem walutowym była wypłacana w latach 2005–2008, więc ich roszczenia w razie unieważnień umowy byłyby przedawnione, nawet gdyby – podobnie jak w omawianym wyroku – zastosowano dziesięcioletni okres przedawnienia – zaznacza Bochenek.

To byłoby najgorsze dla banków rozwiązanie, bo musiałyby zwrócić klientom raty za ostatnie dziesięć lat, a same nie otrzymałyby z powrotem kapitału (pierwotnej kwoty kredytu) ze względu na przedawnienie. Teraz analitycy szacują ostateczne koszty przegranych spraw frankowych na 35–40 mld zł, które byłyby rozłożone na kilka lat.

– Wyrok białostockiego sądu opiera się na niejednoznacznych jeszcze w doktrynie i orzecznictwie kwestiach dotyczących daty wymagalności roszczeń stron w przypadku stwierdzenia nieważności umowy, terminu przedawnienia zarówno w przypadku banków, jak i kredytobiorców i tzw. teorii salda dotyczącej sposobu zwrotu wzajemnych świadczeń stron. Kwestie te będą jeszcze z pewnością rozstrzygane przez Sąd Najwyższy i doktrynę prawa cywilnego – uważa Łuczak.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA